środa, 25 grudnia 2013

#28 - Berek

- Mamusiu, obudź się! - usłyszałam radosny głos dziecka, obok mojego ucha. Co tu robi dziecko!?Gwałtownie otworzyłam i spojrzałam na posiadacza owego głosu. Zamarłam. Przede mną stał mały, wyglądający na jakieś 5 lat chłopczyk o długich do ramion czarnych włosach i niebieskich oczach. Oczach Andy'ego.
- Co? Kim ty jesteś? - zapytałam, przyglądając się ślicznemu chłopcu.
- Jestem Jasper, mamusiu - uśmiechnął się, ukazując swoje mleczaki.
- Jesteś moim synem? - zdziwiłam się, przecież jeszcze 3 miesiące do porodu.
- Mamo, przestań zadawać głupie pytania i chodź na śniadanie - zaśmiał się melodyjnie ciągnąc mnie za rękę - Dzisiaj przyjeżdża tatuś i wujkowie. A tatuś obiecał, że kupi mi pieska, wiesz? Nazwę go Kermit, dobrze? I on będzie ze mną spał, pozwolisz mu?
Opowiadał mały chłopczyk ciągnął mnie w stronę kuchni. Czemu nie pamiętam jego narodzin, ani nic. Ile lat zapomniałam? Musze się dowiedzieć.
- Jasper, synku - przerwałam jego wywód na temat wyglądu psa - Ile ty właściwie masz lat, skarbie?
- 5 - odpowiedział z dumą - A ty masz 26, wiesz?
Patrzyłam na Jaspera jak na idiotę. Mam 26 lat! Nie pamiętam ostatnich 5 lat no przecież to niemożliwe. Weszliśmy do kuchni. Mały poprosił mnie o naleśniki na śniadanie. Zaczęłam przygotowywać jedzenie, gdy nagle usłyszeliśmy otwieranie się drzwi.
- Tato! - wydarł się mój syn i pobiegł w stronę drzwi.
Poszłam za nim i ujrzałam chłopaków, ale starszych niż ich znałam. Nawet wyglądali starzej, ale wciąż byli przystojni. No cóż w końcu minęło 5 lat, więc nic dziwnego, że się zmienili.
- Jazz, przystojniaku! - wydarł się mój ukochany podnosząc syna wysoko do góry - Jak ja za tobą tęskniłem!
- Tatusiu, kiedy kupisz mi pieska?
- Młody, za chwilę o tym porozmawiamy, a teraz daj mi się przywitać z mamą - uśmiechnął się Andy stawiając Jaspera na podłodze.
- Cześć kochanie - przytulił mnie - Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem.
Przywitałam się z resztą i udaliśmy się do salonu. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy. Po pierwsze wyszłam za Andy'ego 3 miesiące po narodzinach Jazz'a. Jake pobrał się z Ellą. Ashley poznał jakąś Alice i z nią się ożenił. Tylko CC jest wciąż wolny. Dziwnie, nie? Wielki Ashley Purdy, największy playboy z zespołu się ustatkował, a Christian nie poznał jeszcze miłości swojego życia. Podobno kręcił z niejaką Sarą, ale jeszcze się nie pobrali. Oglądaliśmy zdjęcia z ostatnich lat, gdy nagle Jasper siedzący na moich kolanach poprosił, żebym poszła z nim na górę. Powoli udaliśmy się do jego pokoju.
- Popatrz mamusiu - wyszczerzył się pokazując mi rysunek przedstawiający całą naszą rodzinę, czyli Bridesów, mnie, ukochane chłopaków i Jazz'a.
- Ojej.. Śliczne - uśmiechnęłam się szczerze - Masz wielki talent.
- Dziękuje - przytulił z wielkim uśmiechem - Pobawimy się w berka?
- Oczywiście, skarbie - powiedziałam z entuzjazmem - Berek!
Krzyknęłam, biegnąc do sypialni.
- Berek! - wydarł się mój syn biegnąc przez korytarz. Zaczął zbiegać po schodach.
- Stój! Nie biegaj po schodach! - krzyknęłam i usłyszałam uderzenie o ziemię - Jasper!
Podbiegłam do drzwi, a na dole ujrzałam mojego syna. Leżał z otwartymi oczami, a jego głowy lała się krew. Zbiegłam po schodach i uklęknęłam nad nim, mocno go przytulając.
-Andy, dzwoń na pogotowie! - krzyknęłam przez łzy.
- Przepraszam mamusiu - wyszeptał słabo - Kocham cię..
- Nie zamykaj oczu, błagam - odpowiedział przez łzy - Jasper, mów do mnie.
- Kocham cię - powtórzył i zamknął oczy. Przyłożyłam palce do jego gardła, nie było pulsu. Wybuchnęłam płaczem i zaczęłam krzyczeć.

- Michelle! - krzyknął Andy, potrząsając mną. Gwałtownie otworzyłam oczy i usiadłam.
- Andy, skarbie - przytuliłam go - Miałam taki okropny sen. Jasper.. on umarł.
- Jasper? - zdziwił się mój ukochany - Że nasz syn?
- Tak Jasper - uśmiechnęłam się - Nie podoba ci się?
- Strasznie mi się podoba - odpowiedział - Czyli tak będzie się nazywał?
- Hmm.. Tak. Jak tam mały, podoba ci się?  - pogłaskałam się po brzuchu. Młody zaczął kopać jak szalony, a ja uśmiechnęłam się szeroko - Oczywiście, że ci się podoba.
- Dobra skarbie, jest 3 w nocy, może idziemy spać? - zaproponował Andy.
- Okej - zgodziłam się i udałam się do krainy Morfeusza.

Dzisiaj 24 grudnia. Wigilia. Zaraz po ogarnięciu się, zabrałam się za pakowanie prezentów. Pierwszy wzięłam prezent Ashley'a, czyli koszulkę z napisem 'Bez tej koszulki wyglądam jeszcze lepiej' i jakieś wino.  Jake'owi kupiłam nową kostkę i perfumę, Christianowi koszulkę z jego ulubionym zespołem i pałeczki, a Jinxx dostanie skrzypce. Sammi kupiłam gorset, a Elli bieliznę. Nad prezentem dla Andy'ego zastanawiałam się najdłużej. W końcu postanowiłam kupić mu czarny zegarek, na czarnym skórzanym pasku. Spakowane już prezenty wcisnęłam pod łóżko i zauważyłam tam, również prezenty Andy'iego. Ciekawość mnie zrżerała, chciałam je zobaczyć, ale postanowiłam się powstrzymać. Zeszłam na dół po schodach. Musiałam pomóc dziewczynom w kuchni.
- Dziewczyny w czym wam pomóc? - zapytałam, siadając na blacie.
- W sumie to nie musisz w niczym - odpowiedziała Ella - Ale jak bardzo ci zależy to idź ubierać choinkę.
- Ehh... Okej - mruknęłam idąc do salonu.
- Ejj mała, tylko się nie przemęczaj - upomniałam mnie Sammi -Bo jeszcze Jasper na tym ucierpi.
Nie odpowiedziałam i  w ciszy weszłam do salonu. Przed dość dużą, sztuczną choinką stali chłopcy zakładając lampki.
- Mogę wam pomóc? - zapytałam z nadzieją - Nudzi mi się, a nie mam co robić w kuchni.
- No jasne - odpowiedział Andy - Możesz już rozwieszać bombki.
Zabrałam się do pracy. Ubieranie choinki szło nam opornie, ponieważ nie obeszło się bez rzucania w siebie bombkami i zawijania nawzajem w łańcuchy.
- Ejj.. Kto daje gwiazdkę na samą górę? - zapytał Ash, znacząco patrząc na mnie.
- Na mnie nie patrz. Nie dosięgnę - mruknęłam - A podnieść mnie nie podniesiecie, bo jestem jebanym wielorybem i nikt mnie nie utrzyma, co najwyżej dźwig.
- Kochanie ja dam radę - uśmiechnął się słodko Andy - Ale skoro nie chcesz, to ja dam radę bez podnoszenia. Poza tym nie jesteś wielorybem, jesteś w ciąży, więc to normalne, że masz duży brzuch, a za 3 miesiące wrócisz do wagi z przed ciąży, więc cierpliwości.
Andy umieścił gwiazdę na czubki i po chwili znajdowałam się w jego ramionach.

~ 3 godziny później ~
Po złożeniu sobie życzeń usiedliśmy do stołu. Ja siedziałam między Andym, a Sammi. Doll cały czas radła się na mnie, gdy mówiłam, że już nie jem, bo jestem gruba. Przez tą ciąże, wpadłam w obsesje na punkcie mojej wagi. Po zjedzeniu wszystkiego rozdaliśmy sobie prezenty. Z racji tego, że jestem leniwa powiem tylko co dostałam. Od Asha, CCiego, Jinnxa i Jake'a dostałam Porsche Panamera przez co oczywiście się popłakałam (ze szczęścia) i opierdoliłam ich za tak drogi prezent, a od Sammi miętową sukienkę. Mocno opinającą piersi, a od nich w dół była luźna, do tegomajtki z napisem 'Seksowna mamuśka' (!?) i jakieś zajebiście pachnące perfumy. Andy podarował mi gramofon, kilka winyli i powiedział, że reszta prezentów czeka na górze. Szczerze, średnio obchodziło mnie co jest tam, na górze, ponieważ cieszyłam się gramofonem jak dziecko. Ten prezent to było moje marzenie odkąd skończyłam 8 lat.
- Ja pójdę na górę i  przyjdź kiedy cię zawołam, okej? - zapytał mój ukochany wesoło. W ogóle cały dzień był dzisiaj strasznie wesoły. Przytaknęłam i usiadłam na kanapie.
- Mała, a może ubrałabyś moją sukienkę? - zapytała Sammi, mrugając do mnie.
- Jak chcesz - odpowiedziałam i z sukienką udałam się do łazienki, a Sammi za mną. Bez skrępowania ściągnęłam moje czarne jeansy i białą koszulę i przebrałam się w miętowe cudo.
- Zwiąż włosy w koka - rozkazała Sammi, zapinając sukienkę.Wykonałam polecenie, dodatkowo pomalowałam jasnym cieniem powieki i przejechałam czerwonym błyszczykiem po ustach. Sammi ściągnęła swój śliczny wisiorek i założyła go mi, tłumacząc, że to na szczęście. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować, co ma się stać tam na górze.
- Wyglądasz zajebiście - zaklaskała w dłonie Sammi - Mam najśliczniejszą przyjaciółkę na całym świecie.
- Nie skarbie - zaśmiałam się - To ja mam najśliczniejszą przyjaciółkę.
Przekomarzałyśmy się jeszcze chwilę, gdy do łazienki wszedł Ash.
- Andy cię wo... ła - powiedział, dosłownie pożerając mnie wzrokiem - Także ten, idź do niego i powodzenia, piękna.
Powoli weszłam na górę i skręciłam do pokoju mojego i ojca. To co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Na środku pokoju, wśród białych płatków róż klęczał Andy, ubrany w garnitur z małym, granatowym pudełeczkiem w ręce.
- Miłości mojego życia, Channel Rose, obecnie znana jako Michelle Black,  kocham ciebie i nasze dziecko. Chcę z tobą spędzić wieczność. Zasypiać i budzić się przy tobie, a gdy będziemy jebanymi starcami, chcę siedzieć z tobą na bujanych fotelach i opowiadać o tym jak zajebiste było nasze wspólne życie - wyrecytował z lekkim uśmiechem, a ja już wiedziałam co się święci - Czy sprawisz mi tą przyjemność i zostaniesz moją żoną?
Zamarłam. Niby wiedziałam, że prędzej, czy później to nastąpi, ale nie wiedziałam, że już. Stałam jak słup, z lekko otworzonymi ustami i nie mogłam wydusić z siebie słowa.

~ ~ ~ ~
No i jest rozdział. Nie jest do końca taki, jaki chciałabym, żeby był, ale nie jest najgorszy (chyba). Z resztą co ja go będę oceniać. Ocenę pozostawiam wam i czekam na komentarze. Do następnego ^^

czwartek, 12 grudnia 2013

#27 - Pokaż co potrafisz... synu

- Andy, wstawaj - mówiłam próbując ucucić Biersack'a. Po chwili Andrew otworzył oczy.
- Ch.. Chelle? - zapytał siadając - Co się stało?
- Zemdlałeś - zaśmiałam się - Dzidziuś cię kopnął i z wrażenia odleciałeś.
- Ahaa.. To fajnie - mruknął wstając - Mała, chodź ze mną na chwilę.
- Okeej - zgodziłam się, a Andy pociągnął mnie na górę. Weszliśmy do pokoju Biersack'a i usiedliśmy na łóżku.
- No więc? - zapytałam patrząc mu w oczy - Czego chciałeś?
- Kocham cię - wyszeptał, łapiąc mnie ręce - I chciałbym razem z tobą wychowywać nasze dziecko, naszego syna i chcę, abyśmy na zawsze byli razem. Czy jest szansa, że kiedykolwiek mi wybaczysz?
- Szansa jest zawsze - uśmiechnęłam się lekko - A w tym przypadku całkiem duża. Au kurwa.. Andy on mnie kopie!
Poskarżyłam się Biersack'owi.
- No maluchu - pogłaskał mnie po brzuchu - Nie wolno tak mocno kopać mamusi.. Znaczy tak trochę to możesz, bo przynajmniej wiemy, że jesteś zdrowy, ale nie tak mocno.. Wiem, że jesteś silny jak tatuś, ale..
Przerwałam mu wybuchając śmiechem.
- No widzisz młody ona się ze mnie śmieje - powiedział z wyrzutem - Możesz ją kopać za karę, pokaż co potrafisz.. synu.
Jak na zawołanie poczułam mocne kopnięcie w żebra, aż zwinęłam się w pół.Niby jako wampir nie czułam tak mocnego bólu jak ludzie, ale 'coś' kopiące mnie od środka zadawało ból.
- Kurde... Przypomniało mi się coś - mruknął Andy - Trzeba wymyślić jakieś imię dla naszego maleństwa.
- Masz jakieś pomysły? - zapytałam z nadzieją. Liczyłam, że coś wymyślił.
- Kilka - uśmiechnął się niepewnie - Ale może zapytamy też chłopaków i Sammi?
- Okej - zgodziłam się, wstając. Andy uczynił to samo co ja i zbiegł na dół. Bedąc na 4 od dołu schodku zakręciło mi się w głowie i poczułam, że lecę.
- Co ty byś beze mnie zrobiła? - zapytał Biersack, łapiąc mnie w locie.
- Jebłabym o ziemię - mruknęłam, próbując wstać, ale ramiona wokalisty mi to uniemożliwiały.
- A jakaś nagroda za uratowanie twojej ślicznej mordki? - zapytał, patrząc mi w oczy z uśmiechem.
- A czego by pan chciał, panie Biersack? - nie odpowiedział, tylko zrobił dziubek.
Zachichotałam i pokręciłam przecząco głową. Andy zrobił smutną minę, ale podniósł mnie do pozycji stojącej i puścił. Weszłam do salonu, a za mną mną mój towarzysz. Andrew usiadł na fotelu, a jako, że nie było innego wolnego miejsca wbiłam mu się na kolana. Rozmowy ucichły, a wszystkie oczy skierowały się w naszą stronę.
- A więc- zaczął Andy, obejmując mój brzuch - Chciałem, żebyście tu wszyscy byli, bo mamy sprawę. Ten maluch wychodzi z brzucha za 3 miesiące i trzeba by go było jakoś nazwać, więc liczymy na waszą pomoc co do imienia...
- Ashley! - wydarł się Purdy - Zajebistrzego imienia nie znajdziecie.
- Głupi jesteś - zaśmiał się CC - Już prędzej Christian.
- Debile - wybuchnęła śmiechem Sammi - Oni nie chcą skrzywdzić dziecka już na samym początku waszymi chujowymi imionami.
- Dzięki - mruknęli obaj, robiąc minę obrażonej pięciolatki.
- Może Chris po ojcu Andy'ego - zaproponował Jake, gdy już myśleliśmy, że nikt nie podszedł do tematu poważnie - Albo Steven po twoim?
- Nie - odpowiedziałam szybko - Nie chcę, żeby młody miał cokolwiek wspólnego z moim ojcem poza genami..
- Sebasian, William, Justin, Matt, Joe, James, Willian, Nicholas, Jasper, Billy, Charles... - wymieniał Jeremy - Anothony, Adam, Oscar, Lucas.. I jak podoba się jakieś?
- A więc mi się spodobały Sebastian, Nicholas (dzięki Rebel Angel ;*) i  Jasper, a tobie, skarbie? - popatrzył na mnie pytająco Andrew.
- Też - odpowiedziałam szczerze - A więc, które wybrać?
- Myśmy podali propozycje, ale decyzja należy do was - powiedział Pitts - Przemyślcie to sobie, przecież nie musicie już dzisiaj mieć imienia.
- Masz rację - uśmiechnęłam się, wstając z kolan Andy'go. Podeszłam do Jake'a i Jinxx'a i mocno ich przytuliłam - Dzięki za pomoc.
- Ejj.. Mam pytanie - powiedziała Sammi - Czy wy wróciliście do siebie? - wskazała na mnie i Andy'ego.
Andy patrzył na mnie smutno, bo w końcu jeszcze mu nie wybaczyłam.
- N.. Tak - odpowiedziałam uśmiechając się lekko do zaskoczonego Biersack'a - Kocham go i chcę z nim wychowywać malucha.A ten jego wyskok... No cóż.. Było minęło.
- C..Co? - zapytał zdziwiony Andy - Czy ty mi wybaczyłaś?
- Chyba, że już mnie nie chcesz..
- O kurwa! Ja pierdolę! - krzyknął podbiegając do mnie, podnosząc i kręcąc się w okół własnej osi - Wybaczyła mi! Ja pierdolę! Moja Michelle mi wybaczyła! Kocham cię, kocham cię!
Wszyscy patrzyli na nas jak na parę idiotów, a gdy tylko Andy w końcu mnie postawił, wpiłam się w jego usta. Po oderwaniu się od siebie mój chłopak powtórzył ponownie, że mnie kocha.
- Wiem, wiem ja ciebie też, debilu - uśmiechnęłam się słodko.
- Kurwa, zapomniałem! - krzyknął biegnąć w stronę schodów - Mam coś dla ciebie, skarbie!
Po chwili wrócił z wielką ramką, w której znajdowało się mnóstwo naszych zdjęć. Nie byłam tylko ja z Biersackiem, byli także chłopcy, Sammi, Ella, a nawet Elizabeth. Pośród zdjęć było miejsce puste.
- Pewnie zastanawiasz się o co chodzi z tym pustym miejscem? - zapytał Andy, a ja przytaknęłam - To miejsce na zdjęcie naszego syna.
- Oh.. Skarbie, dziękuje! - przytuliłam go - Powieszę to nad swoim łóżkiem.
- Nad naszym łóżkiem - poprawił mnie mój chłopak.
- Tak, tak - uśmiechnęłam się i poszłam na górę odłożyć mój prezent. Biersack oczywiście poszedł za mną. Zaraz po wejściu do pokoju odłożyłam ramkę pod okno i położyłam się na łóżku, a Andy obok mnie. Złapał moją twarz w dłonie i lekko pocałował, a ja szybko pogłębiłam. Usiadłam na Biersacku okrakiem, wciąż go całując i rozpinając koszulę. Chłopak odsunął się na chwilę i popatrzył mi w oczy.
- Możemy? - zapytał niepewnie.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się szeroko.
Mój ukochany uśmiechnął się drapieżnie, a ja już wiedziałam, że to będzie długa i pracowita noc.

~ ~ ~ ~
Hej misiaczki!
Tak, więc pojawił się nowy rozdział :3
Jak pewnie zauważyłyście pojawiła się ankieta i liczę, że pomożecie mi w wyborze imienia dla malucha :D
Czekam na komentarze i do następnego :3

piątek, 6 grudnia 2013

#26 - Byłeś grzeczny?

~ Perspektywa Andy'ego ~

Michelle wybiegła z pokoju, zostawiając mnie samego z informacją, że zostanę ojcem. Siedziałem na łóżku opierdalając się w myślach, za to co zrobiłem. Biersack ty pierdolony pojebańcu po co to zrobiłeś!? Masz, a raczej miałeś mądrą i piękną dziewczynę a zdradziłeś ją z jakąś zwykłą dziwką! Ona na to nie zasłużyła! Nie wybaczy ci tego. Ehh.. Jesteś żałosny.
- Biersack coś ty jej kurwa zrobił!? - do pokoju wpadła Sammi. Nigdy nie widziałem jej tak wkurwionej.
- Zdradziłem ją.. - powiedziałem wstając.
- Ty cioto! Ona się kochała, jak mogłeś jej coś takiego zrobić!? - krzyczała przyciskając mnie do ściany - Miłość, wiesz co to znaczy!? Nie, nie wiesz! A wiesz dlaczego? Bo jesteś niedojebanym sukinsynem bez uczuć.
- Sammi kurwa, błagam.. - wyszeptałem przez łzy - Daj mi spokój.
- Nie! Staram się uświadomić ci, że jesteś nic nie wartym śmieciem. Wybiegła stąd a ty co? Siedzisz sobie, jak niby nic się nie stało. Wiedz, że jak jej się coś stanie to nie pozwolę ci się zabić, będziesz żył ze świadomością że to przez ciebie, rozumiesz?
Rozpłakałem się jeszcze bardziej. Sammi popatrzyła na mnie ze współczuciem i.. przytuliła mnie.
- C.. Co ty robisz? - zapytałem lekko oszołomiony. Najpierw mnie opierdala, później przytula.
- Boję się - wyszeptała - Wiesz, że ona jest w ciąży? Gdy się o tym dowiedziała, wcale nie cieszyła się z tego dziecka. Wydaje mi się, że chciała się go pozbyć, ale powiedziałam, że ty się ucieszysz, a ty... No cóż zdradziłeś ją. Boję się, że ona zrobi coś głupiego.
- Zadzwoń do niej! - powiedziałem smutno - Ja pójdę jej poszukać.
- Nie pójdziesz jej szukać - popatrzyła na mnie jak na idiotę - Jesteś ostatnią osobą, którą Chacky chcę teraz zobaczyć.
- Ale musimy coś zrobić, błagam cię.
- Możemy tylko czekać - odpowiedziała, wskazując ręką na telefon Chacky, leżący na szafce.

~ Perspektywa Michelle ~

Biegłam ulicą w jakimś nieokreślonym kierunku. Co ja teraz zrobię? Nie wrócę teraz do chłopaków, nie chcę GO widzieć.Zamyśliłam się i wpadłam na kogoś.
- Prze.. Przepraszam - wyszeptałam przez łzy - Nie zauważyłam pana.
- Michelle? - zapytał mnie mężczyzna, na którego wpadłam. Podniosłam wzrok i ujrzałam Jacoba.
- Cz.. Cześć Jacob - przywitałam się wysilając się na uśmiech.
- Śliczna, co się stało? - zapytał przytulając mnie do siebie.
- Jestem w ciąży, chłopak mnie zdradził i nie mam gdzie mieszkać - odpowiedziałam na jednym wdechu.
- Możesz zamieszkać u mnie - uśmiechnął się - W końcu jesteś moją, tak jakby, córką. W końcu to ja cię stworzyłem i jestem za ciebie odpowiedzialny.
- Nie Jacob, nie jesteś. Sama sobie jakoś poradzę.
- Nie gadaj głupot - uśmiechnął się słodko i pociągnął mnie w nieokreślonym kierunku - Chodź.
Po chwili dotarliśmy do mieszkania Jacoba. Zaraz po wejściu usłyszeliśmy kobiecy głos.
- Tato, to ty?
- Tak, skarbie, to ja! - odkrzyknął mój stwórca - Chodź tu na chwilę.
Obok nas pojawiła się niska, blond włosa wampirzyca.
- A to kto? - zapytała mierząc mnie wzrokiem.
- Michelle Black - przedstawiłam się podając blondynce rękę.
- Roxana Jonas - niepewnie ściskając moją dłoń - Córka Jacob'a.
- Skarbie, Chelle będzie z nami mieszkać jakiś czas, ok? - zapytał Jacob - Jest w ciąży i nie ma gdzie mieszkać.
- W ciąży..? - zdziwiła się Roxana -Że z tobą?
- Nie - zaprzeczyłam szybko - Jestem w ciąży z pewnym dupkiem, który mnie zdradził.
- Och.. tak mi przykro - przytuliła mnie - To zwykły debil, nie przejmuj się nim.
- Ale.. Ja go kocham - wybuchnęłam płaczem - Nie poradzę sobie bez niego.
- Poradzisz, razem z ojcem będziemy cię wspierać .
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i  nagle coś mi się przypomniało.
- Nie mam tutaj żadnych ubrań, ani telefonu - powiedziałam - Pojedzie ktoś ze mną do domu?
- Jasne, nie pozwolę ci tam iść samej, siostrzyczko - powiedziała Roxi. Popatrzyłam na nią pytająco. Siostrzyczko? - No w końcu mamy tego samego ojca. Znaczy mnie mnie stworzył, a ciebie przywrócił do życia, ale to taki szczegół.
- Dobra to idziemy? - zapytałam wstając z kanapy. Chciałam to mieć jak najszybciej za sobą.
- Zawiozę was - powiedział Jacob i ruszyliśmy do samochodu.

Wysiadłyśmy z czarnego BMW Jacoba i ruszyłyśmy do domu. Zaraz po przekroczeniu progu na mojej szyi uwiesiła się Sammi.
- Mała, gdzieś ty była!? - zapytała moja przyjaciółka przytulając mnie - Martwiliśmy się..
- Taa.. A szczególnie Andy - zaśmiałam się gorzko - Wyprowadzam się, nie chcę z nim mieszkać, to boli.
- Ahh.. Rozumiem - powiedziała puszczając mnie - Pewnie teraz idziesz się spakować, co?
- No tak jakby, czy on jest na górze? - zapytałam ze łzami w oczach. Doll przytaknęła, a ja razem z Roxi poszłyśmy na górę. Niepewnie otworzyłam drzwi i ujrzałam leżącego na łóżku Andy'ego. Starałam się nie zwracać na niego uwagi podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej walizkę i zaczęłam wrzucać do niej moje ubrania.
- Michelle? - zapytał wstając podchodząc do mnie - Skarbie, proszę porozmawiajmy.
- Nie nazywaj mnie skarbem! - wykrzyknęłam - Mów sobie tak do tej swojej dziwki..
- Mała, proszę nie bądź taka - wyszeptał przytulając mnie - Kocham cię.
- Spierdalaj! - popchnęłam go na łóżko - Nie kochasz mnie! Jakbyś kochał to byś nie zdradził! Nienawidzę cię, czaisz?
- Nie kochasz mnie już? - zapytał ze łzami w oczach - No przecież uczucie tak szybko nie znika...
- Zdziwił byś się jak szybko. Nie kocham cię - skłamałam. Wciąż go kochałam, ale nie chciałam, żeby o tym wiedział - A teraz daj mi się już spakować.
- A dziecko? Będzie się wychowywało bez ojca?
- Będziesz się mógł spotykać z maleństwem, kiedy tylko chcesz.
Skończyłam się pakować. Wzięłam telefon z szafki nocnej i gdy chciałam odejść, Biersack złapał mnie za rękę.
- Kocham cię - wyszeptał, a moje oczy się zaszkliły.
- Nienawidzę cię - odpowiedziałam  i wyszłam z Roxaną.
Zaraz po opuszczeniu pokoju wybuchnęłam płaczem. Roxi przytuliła mnie i głaskała po głowie.
- Chacky!? - usłyszałyśmy głos Asha. Pociągnął mnie do siebie - Kochanie, co się dzieje?
- Wyprowadzam się - odpowiedziałam - Powód pewnie znasz, prawda?
- Tak, tak znam - mruknął smutno - Ale wciąż będziemy się przyjaźnić, tak?
- Jasne! - uśmiechnęłam się krzywo - Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
- Idziemy? - zapytała Roxana wyczekująco - Ojciec czeka.
- Tak, idziemy. Pa Ash.
Pożegnałam się z resztą i wyszłyśmy do samochodu.

~ 3 miesiące później ~
Jest 6 grudnia. Minęły 3 miesiące od zerwania z Andy'm. Jestem w 6 miesiącu ciąży i urodzę chłopca. Czuję się jak wieloryb, ale chłopcy pocieszając mnie, że wciąż jestem piękna. Andy'ego unikam, jak tylko mogę, ale to trudne, ponieważ gdy siedzę w domu u chłopaków to on zawsze tam jest. Biersack cały czas chce do mnie wrócić, również bym chciała, ale nie potrafię mu wybaczyć. Dzisiaj idę do chłopaków. Jako, że dzisiaj Mikołajki ubrałam sweter z reniferem i czapkę św. Mikołaja. Ruszyłam do domu Black Veil Brides. Po 20 minutach zapukałam do drzwi. Otworzyła mi Sammi w stroju śnieżynki.
- Wesołych mikołajek! - rozdarłyśmy się jednocześnie przytulając się.
- Cześć maluchu! - przywitała się z moim brzuchem. Miała na jego punkcie obsesję.
Weszłyśmy do salonu, gdzie przywitałam się ze wszystkimi.
- Młody, wujek Ashley coś dla ciebie ma - powiedział Purdy głaszcząc mnie po brzuchu i wymachując jakąś torbą z prezentem.
- Matka otwieraj - podał mi torebkę.
Niepewnie zajrzałam do środka i wyciągnęłam z niej czarne body z białym napisem 'Outlaw'. Gdy tylko je zobaczyłam wybuchnęłam śmiechem.
- Ejj.. Też coś dla niego mam - powiedziała Sammi podając mi kolejną torebkę. Wyciągnęłam z niej czerwoną koszulkę z napisem 'Kiedyś będę prezydentem'. Przytuliłam Sammi i usiadłyśmy na kanapie.
- Michelle, chodź tu - powiedział Andy z cwaniackim uśmiechem.
Niepewnie podeszłam do niego a on popatrzył w górę z uśmiechem. Podniosłam wzrok i zamarłam. Jemioła.
- No skarbie, czekam - zrobił dziubek. Cmoknęłam go i się odsunęłam się szybko. Pragnęłam więcej, ale nie mogłam. Bałam się, ale jednocześnie chciałam do niego wrócić. A może spróbować mu wybaczyć?- Tylko tyle?
- A zasłużyłeś na więcej? - zaczęłam się z nim droczyć - Byłeś grzeczny?
- No byłem  - wyszczerzył się.
- Na pewno?
- Starałem się - uśmiechnął się słodko - A więc?
Pocałowałam go. Tym razem dłużej i namiętniej. Był tak zaskoczony, że na początku nie oddał pocałunków, ale po chwili zaczął z dużym zaangażowaniem. Przytulił mnie do siebie, wplątując palce we włosy. Nasz pocałunek trwał by dłużej, gdyby nie to co poczułam. Odskoczyłam od Andy'ego, a on popatrzył na mnie smutno.
- Kopnął mnie! - krzyknęłam wesoło - O znowu. Andy popatrz!
Przyciągnęłam rękę Biersack'a do swojego brzucha i po chwili znowu poczułam kopnięcie.
- O kurwa! - szepnął Andrew ze łzami w oczach i... zemdlał!?

~ ~ ~ ~
Bum! Jest kolejny rozdział.
Misiaczki, mam do was wielką prośbę.
Podawajcie w komentarza imię dla syna Chacky i Andy'ego.
Tak więc czekam i życzę udanych mikołajek ;*
Hej! <3


niedziela, 1 grudnia 2013

#25 - Nie rób nic głupiego

~ 2 miesiące później ~

3 tygodnie temu chłopcy pojechali w trasę i wracają dopiero za tydzień. Na szczęście dzisiaj przyjeżdża Sammi. Siedziałam na kanapie oglądając 'Mroczne przygody Billy'ego i Mandy' i jedząc wielki kubełek lodów czekoladowych. Od pewnego czasu strasznie dużo jem i mogę przysiąść, że przytyłam, więc objadam się ze smutku. Tak, tak logika kobiet. Moje zamyślenie przerwał dźwięk otwierania drzwi. Podniosłam się z kanapy i pobiegłam zobaczyć przyjaciółkę.
- Sammi! - wydarłam się rzucając się kumpeli na szyję.
- No hej mała - przytuliła mnie tak mocno, że aż zrobiło mi się nie dobrze i musiałam pobiec do toalety. Klęcząc nad toaletą poczułam, że Doll odsuwa mi włosy.
- Michelle! Co się dzieje? - zapytała przejęta.
- N. nic - wyszeptałam - Od jakiegoś czasu tak mam, to normalne.
- Czy.. ty jesteś w ciąży?
- Co!? - zamarłam - Nie mogę być w ciąży! Przecież jestem wampirem.. Ja nie żyję!
- Może jednak można - uśmiechnęła się - Ja lecę do apteki po test, a ty tu czekaj.
Sammi wybiegła z łazienki, a ja podniosłam się z kafelków i poszłam do salonu oglądać telewizor. Nie mogę być w ciąży! Wampiry nie zachodzą w ciążę.. chyba. Jacob na pewno wie, w końcu sam jest wampirem. Mówił, że jak będę chciała się o coś zapytać to zawsze odpowie. Pobiegłam do mojego pokoju po telefon i wybrałam jego numer. Po 3 sygnałach usłyszałam głos Jacoba.
- Halo?
- Hej tu Michelle - powiedziałam drżącym głosem - Zamieniłeś mnie w wampira w szpitalu, pamiętasz?
- Michelle? Oczywiście, że cię pamiętam. Jesteś najpiękniejszą wampirzycą jaką stworzyłem - zaśmiał się - A więc co się stało, że do mnie dzwonisz?
- Mówiłeś, że jeśli będę czegoś potrzebować, to mam zdzwonić, więc chciałam zapytać... Czy wampiry mogą zajść w ciąże?
- Wampirzyce może zajść w ciąże z człowiekiem, lecz jest mały haczyk - powiedział po chwili ciszy - Dziecko jest w połowie wampirem, więc potrzebuje krwi i zabiera ją od matki. Dlatego wampirzyca potrzebuje więcej krwi, mniej więcej pół litra na miesiąc, jeśli kobieta tyle nie wypije dziecko zacznie wyżerać ją od środka, aż w końcu wygryzie się na zewnątrz, a matka umrze.
- Oh.. A jak wygląda poród? - zapytałam lekko przerażona.
- Tak jak u ludzi, poza tym, że dziecko zaraz po urodzeniu potrzebuje krwi i jeśli jej nie otrzyma zamienia się w człowieka.
- Czyli dziecko nie musi być wampirem?!
- Nie, nie musi - usłyszałam po drugiej stronie słuchawki - Czyżby moja piękna wampirzyca była w ciąży?
- Jest taka szansa - usłyszałam dźwięk otwierania drzwi - Za chwilę się dowiem. Napiszę ci sms'a, a teraz muszę kończyć. Dzięki, pa.
- No hej - rozłączył się.
Zbiegłam na dół, przy okazji wpadając na Sammi.
- I co? Gotowa? - zapytała podając mi test.
- Bardziej nie będę - jęknęłam i weszłam do łazienki. Sprawdziłam jak robi się test. Zrobiłam i sprawdziłam wynik, który zbytnio mnie nie zaskoczył. Tak, byłam w ciąży. Po wyjściu z niej od razu podeszła do mnie Sammi.
- I co!? I co? - zapytała patrząc mi w oczy z entuzjazmem.
- Zostaniesz ciocią - uśmiechnęłam się krzywo. Nie cieszyłam się z ciąży, wręcz byłam zła na siebie, że od razu nie zapytałam czy mogę zajść.
- Jacie! Świetnie! - ucieszyła się przytulając mnie - Andy się ucieszy!
- Ta.. Zobaczymy - nie sądziłam, żeby mój chłopak specjalnie się ucieszył, ale cóż... Dowiem się już za tydzień.

~ Tydzień później ~

Rano obudziłam się świetnym nastroju. W końcu dzisiaj wracają chłopaki, a ja muszę powiedzieć Andy'emu, że zostanie ojcem. Powoli podniosłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej za dużą o 2 rozmiary koszulkę z Aerosmith i krótkie spodenki. Po ogarnięciu się zeszłam na dół na śniadanie. W kuchni zastałam Sammi.
- Cześć - przywitałam się z nią, całusem w policzek - Co tam?
- No hej, piękna - uśmiechnęła się - Jinxx dzwonił i powiedział, że będą w domu za jakąś godzinę.
- O to fajnie -powiedziałam robiąc sobie kanapki z nutellą. Po chwili usiadłam na przeciwko przyjaciółki. Po zjedzeniu wzięłam się za mycie naczyń.
- I jak się czujesz? - zapytała Doll wpatrując się w mój brzuch jak w obrazek.
- Świetnie - powiedziałam szczerze - Wymioty przeszły, tylko czuje się grubo.
- Ee tam wymyślasz - zaśmiała się Sammi - Jesteś piękna, a za 7 miesięcy brzuch zniknie i będziesz miała śliczne dziecko.
- Jak na razie to mały krwiopijca i jakoś nie cieszy mnie fakt, że będę musiała zdobyć krew.
- Dla dzidziusia mogę się poświęcić  - uśmiechnęła się Sammi - Wypijesz trochę mnie, chłopaki też się pewnie poświęcą i nie będziesz musiała nikogo zabijać.
- A co jeśli nie będę mogła się powstrzymać i zabiję kogoś z was? zapytałam przejęta.
- Oj tam wymyślasz - powiedziała moja przyjaciółka lekko mnie przytulając - Nie skrzywdziłabyś nikogo z nas.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, gdy usłyszałyśmy dźwięk otwieranych drzwi.
- Wróciliśmy! - krzyk Jinxx'a wywołał wielki uśmiech na naszych twarzach. Pobiegłyśmy do chłopaków. Sammi rzuciła się na swojego męża, a ja uczyniłam to samo z Biersack'iem. Lecz ku mojemu zdziwieniu mój chłopak odsunął mnie od siebie.
- Muszę ci coś powiedzieć! - powiedzieliśmy jednocześnie - Ja pierwsza!
- Nie skarbie, ja pierwszy - powiedział ciągnąc mnie na górze. Gdy już weszliśmy do naszego pokoju, Andy usiadł na łóżku a ja stanęłam przednim.
- A więc co chciałeś powiedzieć..? - zapytałam z wielkim wyszczerzem.
- Wiesz, że bardzo cię kocham, prawda? - zapytał niepewnie, a ja przytaknęłam - Najmocniej na świecie, prawda?
- Dobra skarbie, nie słodź mi tu - zaczęłam się niecierpliwić - Mów co się stało...
- No więc ja.. zdradziłem cię - wyszeptał, a ja zamarłam.
- Powtórz, co zrobiłeś!? - zapytałam ze łzami w oczach. Może się przesłyszałam..
- Zdradziłem cię! Tak cholernie mi przykro, proszę wybacz mi - powiedział przez łzy.
- Ty pierdolony chuju! Jak mogłeś mi coś takiego zrobić!? - wykrzyknęłam wściekła.
- Ja.. Ja nie wiem - mruknął chowając twarz w dłoniach - Byłem z Ash'em w klubie, przyszły do nas fanki. Gadaliśmy z nimi, piliśmy i tak jakoś wyszło!
- Z nami koniec! - krzyknęłam płacząc -  A tak przy okazji, to chciałam ci powiedzieć, że jestem w ciąży.
- Co jesteś!?
Nie odpowiedziałam. Wybiegłam z pokoju, wpadając w objęcia CC'ego.
- Mała co jest? - zapytał głaszcząc mnie po głowie.
- Christian puść mnie.. - wyszeptałam - Muszę pobyć chwilę sama.
- No dobra - puścił mnie - Tylko nie rób nic głupiego.
- Postaram się - mruknęłam i wybiegłam z domu.

~ ~ ~ ~
Nie wypowiem się na temat tego rozdziału. Ocenę pozostawiam wam.
Do następnego..

piątek, 22 listopada 2013

#24 - Forever

~ Jakiś czas później ~

 Dzisiaj ostatni koncert podczas tej trasy i wracamy do domu. Koncert zaczyna się za 2 godziny, a Andy jeszcze śpi. Weszłam do naszego 'pokoju' i wydarłam się.
- Andy! Wstawaj!
- Niee.. - mruknął zakrywając głowę poduszkę - Chcę spać.
- Za 2 godziny koncert. Wstawaj, kurwa.
- Nie.
Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam go całować po szyi. Po sekundzie zaczął jeździć rękami po moich plecach. Podniosłam się i spojrzałam na niego kpiąco.
- I co? Nie śpisz już?
- Niee - mruknął - A teraz mnie całuj.
- Zbieraj się - cmoknęłam go w usta i uśmiechnęłam się- Jak szybko się ogarniesz to może dostaniesz nagrodę.
Zrzucił mnie z siebie i pobiegł do łazienki. Zaśmiałam się i poszłam do salonu.
- Nie obudziłaś go? - zapytał Ashley mierząc mnie wzrokiem - Eh.. Mogłem ci dać wiaderko wody, bo Andy'ego bez niego nie obudzisz.
- Obudziłam - uśmiechnęłam się słodko.
- Jak to? - zdziwił się - Powiedz jak to zrobiłaś!
- Ma się te sposoby - puściłam mu oko.
Do kuchni wszedł Andy.
- Heej! - przywitał się z Ashem i jego wzrok spoczął na mnie - Gdzie moja nagroda?
- Tu? Przy Ashu chcesz? - zaśmiałam się - Myślałam, że nie chcesz się mną dzielić, ale jak wolisz.
Podeszłam do niego i wpiłam się mu w usta. Zaczęłam mu ściągać koszulkę, śmiejąc się w duchu. Zesztywniał i odsunął się ode mnie. Ashley zachichotał i wyszedł z pokoju.
- Nie chcesz mnie! - krzyknęłam udając obrażoną i wyszłam za nim.
- Michelle! - zawołał łapiąc mnie za rękę - Chcę. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie podniecasz i ile wysiłku kosztuje mnie, żebym się na ciebie nie rzucił. Jak wrócimy do domu to przysięgam, że nie wypuszczę cię z sypialni przez tydzień.
- Okeej  - przytuliłam go - Nie wiem co ty we mnie widzisz..
Popatrzył na mnie jak na idiotkę i pociągnął do lustra. Zobaczyłam dziewczynę sięgającą Andy'emu do szyi. Była blada i chuda. Miała sięgające do piersi bordowe włosy (tak, tak przefarbowałam i ścięłam włosy) i ciemne czerwone, prawie czarne oczy (już mi trochę przyciemniały). Była całkiem ładna, ale czegoś jej brakowało.
- To w tobie widzę - uśmiechnął się i obrócił mnie do siebie - Poza tym jesteś mądra, miła i słodka. Kocham cały twój charakter. Jesteś moją słodką, malutką Chacky.
- Zmieniłam się.. Jestem potworem, całkiem ładnym potworem.
- Poza oczami, kłami i nazwiskiem się nie zmieniłaś. I zawsze byłaś piękna, ale nigdy tego nie zauważałaś.
- Ja nie żyje! - wybuchnęłam - Jestem pierdolonym krwiopijcą. W każdej chwili mogę cię zabić. Powinnam odejść..
- Możesz odejść, ale pierwsze mnie zabij - powiedział patrząc mi w oczy - Nie przeżyje bez ciebie. Jeśli ty odejdziesz umrę, więc możesz mnie wyręczyć.
- Nie potrafiłabym cię zabić - wyszeptałam odsuwając się od niego - Nie byłabym w stanie.
- A potrafiłabyś odejść? To jest równoznaczne z moją śmiercią.
Wyszeptałam ciche 'przepraszam' i mocno go przytuliłam.
- Nie przepraszaj - powiedział głaszcząc moje plecy - Tylko nie pieprz głupot.
- Nie będę.. Kocham cię.
Tą jakże uroczą chwilę przerwało pukanie do drzwi.
- Andy koncert! - wydarł się tatuś Jinxx - Chodź, bo się spóźnimy!
- Malutka, idziesz z nami? - zapytał patrząc na mnie z góry.
- Niee.. Ja zostanę.
- Okej, to baw się dobrze - uśmiechnął się i pocałował mnie w usta - Papa.
Andy wyszedł z chłopakami, a ja rozsiadłam się na kanapie przełączając kanały w telewizji. Zatrzymałam się na jednym z nich. Leciał tam film, który dobrze znałam a dokładniej 'Mój przyjaciel Hachiko'. Obejrzałam kawałek i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam.

Obudziłam się wtulona w nagi tors Andy'ego. Pewnie mnie przeniósł jak wrócił. Oo już jesteśmy w domu. Jezu.. Jak długo ja spałam!?
- Dzień dobry! - szepnęłam cmokając go w usta. Były dziwnie drętwe. Nawet się nie ruszył - Andy? Biersack! Obudź się! Skarbie, błagam!
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zaczęłam nim trząść i nagle zamarłam. Miał rozgryzione gardło. Zeskoczyłam z łóżka jak oparzona, krzycząc przy tym głośno. Zbiegłam na dół, prawie się przy tym zabijając o własne stopy. Skręcając do salonu potknęłam się o coś. Zaklnęłam pod nosem i popatrzyłam na to 'coś'. To był Ash. Leżał w kałuży krwi, również miał rozgryzione gardło. W podobnym stanie znalazłam CC'ego i Jake'a. Co się im stało? Zastanawiał się w myślach. I gdzie jest Jinxx? Nagle mnie olśniło. Wbiegłam do jego pokoju. Jeremy siedział z kolanami pod brodą i lekko się kołysał.
- Jeremy? - wyszeptałam do niego podchodząc - Co się stało?
- C..Co? - zdziwił się i popatrzył na mnie i zaczął szlochać - Błagam! Nie zabijaj mnie!
- Ale.. Czemu miałam bym cię zabić? - zapytałam cicho - Ja chcę tylko wiedzieć kto zabił chłopaków..
- N..Nic nie pamiętasz? To.. ty ich zabiłaś.
Zamarłam. Co ja kurwa zrobiłam? Zaczęłam się trząść i ze łzami w oczach osunęłam się po ścianie. Zabiłam ich! A oni mi ufali. Ja pierdole! Błagam, niech on powie, że to żart.
- Jak to ich zabiłam!? - krzyknęłam szlochając. Cicha - Jeremy mów!
- Pokłóciłaś się z Ashem i rzuciłaś się na niego - zaczął opowiadać - Andy i CC cię odciągnęli, ale było już za późno, zabiłaś go. Jake próbował cię uspokoić, ale tylko bardziej się wkurwiłaś i wyrwałaś się chłopakom. Zabiłaś Jake'a. CC chciał się zemścić i zaczął cię bic, ale wiadomo, był za słaby i.. jego też zabiłaś. Andy cię pocałował i dopiero wtedy się trochę uspokoiłaś. Poszliście na górę, a ja wiedziałem, po prostu wiedziałem, że on już nie wróci.. - głos mu się załamał - I.. i teraz przyszłaś po mnie. Jesteś zwykłą suką! Sami miała rację! Pierdolony krwiopijca bez serca! Niech cię piekło pochłonie.
Nie wytrzymałam. Rzuciłam się na Jeremy'ego i wgryzłam mu się w szyję. Jego krew była taka ciepła i słodka. Opróżniłam go i rzuciłam gdzieś w kąt. Dopiero po jakiś 10 minutach ogarnęłam, co zrobiłam. Rozpłakałam się i zaczęłam krzyczeć.

- Mała! Chacky obudź się - usłyszałam nad sobą krzyk.. Andyego!?
Szybko się podniosłam, co było głupim pomysłem, bo zakręciło mi się w głowie i znowu wypierdoliłam się na poduszki.
- Andy? Ty żyjesz? - rzuciłam mu się na szyję, podciągnął do góry, a ja objęłam nogami jego biodra - Kocham cię! Kocham cię!
- Skarbie, o co chodzi? - zdziwił się - Byłem na koncercie, czemu miałbym nie żyć?
- To był tylko sen - ucieszyłam się - Czyli nic wam nie jest?
- Nie - uśmiechnął się - I wiesz co? Właśnie skończyliśmy trasę!
- W końcu! - wpiłam mu się w usta. Całowaliśmy się długo i namiętnie. Cieszyłam się, że nic mu nie jest, a koniec trasy to kolejny powód do szczęścia. Andy chyba chciał się obrócić, ale bus ruszył i wywróciliśmy się na kanapę nie przestając całować.
- Ludzie nie tutaj! - krzyknął CC śmiejąc się - Na górze macie łóżko.
Od razu się odsunęliśmy od siebie.
- Dobra tato, już będziemy grzeczni -  wyszczerzyłam się do Christiana.
- No ja myślę - uśmiechnął się siadając obok nas na kanapie i przełączając kanał na jakiś telewizyjny.

~ Następnego dnia ~
- Wstawać! - usłyszeliśmy krzyk Asha - Dojechaliśmy!
Usiadłam na kanapie. Musiałam zasnąć na kanapie wtulona w Andy'ego, a we mnie wtulony był CC. Chłopcy też już się obudzili. Po ogarnięciu się, z Andym ruszyliśmy do domu. Chłopcy już dawno wrócili, nie mogli się doczekać, żeby w końcu się wyspać we własnym łóżku. Zaraz po wejściu do domu udaliśmy się na górę. Włączyłam radio i zaczynała się właśnie piosenka Kiss - Forever. Andy uśmiechnął się i przytulił mnie lekko się kołysząc. Za każdym razem, gdy pojawiało się słowo 'forever' Biersack całował mnie w usta. Gdy piosenka się skończyła wylądowaliśmy w łóżku. Chyba nie muszę mówić co było dalej..

~ ~ ~ ~

Wróciłam. Tęsknił ktoś? Fajnie by było.
Co do rozdziału to jakiś taki nijaki, ale cóż...
Czekam na komentarze :)
Bajuu <3 

niedziela, 10 listopada 2013

#23 - Jesteś moja

Obudziłam się w łóżku wtulona w czyjś tors. Przestraszona odskoczyłam od tej osoby, a ona się obudziła. Okazało się, że to tylko Ash.
- Co jest mała? - zapytał, podnosząc się na łokciach.
- Przestraszyłam się - odpowiedziałam - Przepraszam, że cię obudziłam.
- Nie no spoko - uśmiechnął się słodko - Po.. tym co się stało masz prawo bać się ludzi.
Nagle zaburczało mi w brzuchu.
- Mała chodź do kuchni, musisz coś zjeść.
- Ale tam są wszyscy - przestraszyłam się. Niby wiedziałam, że nic mi nie zrobią, ale i tak byłam przerażona.
- Nie bój się - cmoknął mnie w czoło - Cały czas będę przy tobie.
- No dobra - zgodziłam się - To idziemy?
Wstaliśmy z łóżka. Ashley złapał mnie za rękę, ciągnąć na dół. Wszyscy siedzieli w salonie oglądając jakiś film. Pierwsza zauważyła mnie Sammi. Od razu do mnie podeszła i mocno przytuliła.
- Hej mała, jak tam? - zapytała patrząc mi w oczy.
- Wczoraj zostałam zgwałcona. Ciekawe jak mogę się czuć? - zapytałam sarkastycznie.
- Eh.. No tak - odsunęła się ode mnie ustępując miejsca Andy'emu, który też chciał mnie przytulić, ale odskoczyłam jak oparzona.

~ Perspektywa Andy'ego ~
Gdy tylko zobaczyłem Chacky od razu chciałem ją przytulić, ale gdy dotknąłem jej przedramienia, ona odskoczyła.
- C..Co jest? - zapytałem zdziwiony.
- Ona się boi mężczyzn - odpowiedział Ashley smutno - Znaczy mnie nie. Nie wiem czemu, ale tak jest. Kiedyś jej przejdzie, ale do tego czasu nie dotykajcie jej.
Osłupiałem. Nie mogę dotknąć własnej dziewczyny. A co najgorsze Ash może.
- Skarbie, kocham cię, wiesz o tym? - zapytałem Michelle a ona niepewnie przytaknęła - Obiecuję, że nie dotknę cię dopóki sama tego nie będziesz tego chciała.
- Też cię kocham - odpowiedziała cicho i weszła do kuchni. Z uśmiechem na ustach usiadłem na kanapie i wróciłem do oglądania filmu.

~ Perspektywa Chacky ~
- Mała co byś zjadła? - zapytał Ashley wchodząc do kuchni.
- Naleśniki - odpowiedziałam wyciągając patelnię.
- Zrobię ci - uśmiechnął się do mnie, a ja to odwzajemniłam.
- Jak chcesz. Tylko mnie nie otruj - mruknęłam siadając na blacie. Przyglądałam się pracy Ashleya. Po chwili na stole stał talerz naleśników z nutellą. Usiadłam przy stole na przeciwko Purdy'ego. Nagle do kuchni wszedł CC.
- Naleśniki! - krzyknął i zabrał się do jedzenia - Mm dobre, Chacky.
- Ale to nie ja robiłam - odpowiedziałam przeżuwając ostatni kęs - To on.
Wskazałam na Asha.
- Purdy! Ty umiesz gotować! - zdziwił się Christian.
- No tak. Co w tym dziwnego?
- Nigdy o tym nie mówiłeś - udał obrażonego Coma.
- Nigdy o to nie pytałeś..
Chłopaki przekomarzali się jak małe dzieci. Po 10 minutach słuchania tego zrobiło się nudno, więc wyszłam z kuchni. W salonie był tylko Andy, więc usiadłam obok niego na kanapie.
- Co tam, maluchu? - zagadnął Biersack.
- Wiesz, że Ash potrafi gotować?
- Serio? - zdziwił się, a ja przytaknęłam - Nie wiedziałem.
- Miałbyś cycki, miałbyś naleśniki od Purdy'ego - mruknęłam a Andy wybuchnął śmiechem.
- Ee tam.. Jesteś moja, więc twoje cycki też.
Teraz to ja wybuchnęłam śmiechem. Chwilę śmialiśmy się i gadaliśmy, gdy nagle Andy spoważniał.
- Chciałbym cię przytulić - zakomunikował.
- Możesz spróbować - odpowiedziałam niepewnie.
Andy przejechał ręką po moim ramieniu, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Wstałam z kanapy, a on popatrzył na mnie smutno. Uśmiechnęłam się zadziornie i usiadłam na jego kolanach okrakiem i wpiłam się w jego usta. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy skończyło mi się powietrze.
- Kocham cię - wyszeptał Andy opierając się swoim czołem o moje.
- Wiem, ja ciebie też - cmoknęłam go w czoło.
Nagle do pokoju wszedł CC.
- Ty Ash patrz! Już się liżą - zaśmiał się, a ja pokazałam mu fucka - I tak oto powróciła stara Chacky.
- Jeszcze coś? Jak nie to spadaj - mruknął Andy.
- Ja sobie pooglądam telewizję - wyszczerzył się Christian siadając obok nas na kanapie.
Wzięłam poduszkę i jebłam nią Comę w jego kudłaty łeb.
- Szujo! - krzyknął i zaczął mnie łaskotać, a ja spadłam z kanapy. Usiadł na mnie okrakiem nie przestając łaskotać.
- A.. Hahahaha.. Andy! - krzyczałam przez śmiech - Hahah.. Ratuj!
- Coma złaź z mojej dziewczyny! - wydarł się Biersack bijąc Christiana poduszką. Po chwili CC leżał koło mnie.
- Dojechaliśmy! - krzyknął kierowca.
- A tak właściwie to gdzie jesteśmy? - zapytałam.
- Cincinnati - odpowiedział Andy z uśmiechem.
- Pójdziemy do twoich rodziców? - zapytałam z nadzieją.
- No w sumie możemy iść - odpowiedział - Koncert zaczyna się dopiero o 20, a teraz jest 14.
Szybko ubrałam niebieskie soczewki, ponieważ nie chciałam chodzić między ludźmi z czerwonymi oczami, a zawsze marzyłam o tym, żeby mieć niebieskie oczy. Cieszyłam się, ze zobaczę rodziców Andyego. Nie widziałam ich od wakacji, gdy byłam u babci, czyli 5 lat temu. Nie było ich na pogrzebie Elizabeth, ponieważ Chris bardzo przeżył jej śmierć i wylądował w szpitalu, a Amy nie chciała zostawić go samego. W końcu dotarliśmy do domu Biersacków. Andy zapukał i po chwili otworzyła nam pani Biersack.
- Andy synku! - rzuciła mu się na szyję i zmierzyła mnie wzrokiem- A to kto?
- Cha.. Michelle Black - podałam kobiecie rękę. Kurwa prawie się wydałam. Przecież Channel już nie żyje. Teraz jestem Michelle.
Na dół zszedł pan Biersack. Przywitał się z nami i weszliśmy do salonu. Rozmawialiśmy dość długo.
- Jak długo jesteście razem? - zapytała Amy.
- Około 4 miesiące - odpowiedziałam po chwili zastanowienia
- Czyli znałaś moją córkę..
- Elizabeth? Oczywiście, że znałam - uśmiechnęłam się - To przez nią poznałam Andyego.
- Jak się poznałyście?
- Wpadła na mnie na ulicy - uśmiechnęłam się na samą myśl o tamtym spotkaniu. Co prawda nie było to nasze pierwsze, ale w końcu Biersackowie o tym nie wiedzieli.
- Skarbie, musimy już iść. Za godzinę zaczyna się koncert, a my musimy być trochę wcześniej.
Pożegnaliśmy się z rodzicami Andyego i poszliśmy do klubu, w którym miał odbyć się koncert.

~ ~ ~ ~
A oto i kolejny rozdział.
Nudny, chujowy i w ogóle, ale źle się czuję i mam zjebany humor.
Przy okazji zapraszam na mój drugi blog
Czekam na komentarze i do następnego :)

piątek, 1 listopada 2013

#22 - Nie płacz

Rano [15:00] obudziłam się w pokoju Andy'ego. W sumie to teraz był nas wspólny pokój. Nie mam pojęcia jak się tu znalazłam, ale chuj z tym. Wstałam z pustego łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej koszulkę z Slipknotem i skórzane rurki. Szybkim krokiem udałam się do kuchni, gdzie zastałam mojego chłopaka i Ash'a.
- Heej! - przywitałam się.
- Siema mała, jak się spało.. z Sammi? - zaśmiał się Purdy.
- Świetnie, nawet lepiej niż z Biersack'iem - puściłam oczko do mojego przyjaciela - Tylko nic mu nie mów.
- Ja tu jestem - mruknął obrażony Andy.
- Ups.. - zachichotałam robiąc kanapkę - A wiec kiedy jedziemy?
- Dzisiaj o 3 w nocy - odpowiedział Ashley.
- Mhm - powiedziałam siadając przy stole. Zauważyłam, że Andy nad czymś intensywnie myśli - A tobie co?
- Serio jestem taki słaby w łóżku? - zdziwił się a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Jesteś najlepszy - uśmiechnęłam się słodko, a on odwzajemnił uśmiech.
Zapadła niezręczna cisza.
- Ymm... to ja się pójdę spakować.
Wbiegłam do pokoju i zaczęłam wrzucać najpotrzebniejsze rzeczy do walizki. Po jakiejś godzinie byłam gotowa. Poszłam do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i obgadywali jakąś ważną rzecz. Nie chciałam przeszkadzać, więc zakomunikowałam, że wychodzę i poszłam w stronę plaży. Po 15 minutach dotarłam do celu. Ściągnęłam buty i szłam po gorącym piasku, rozmyślając o swoim życiu. Przez całe życie cierpiałam a teraz, w końcu jest świetnie. Mam zajebistego chłopaka, który kocha mnie ponad wszystko, przyjaciół, którzy nie opuszczą mnie mimo, że nie jestem taka jak oni. Z zamyślenia wyrwał mnie piękny widok, jakim był zachód słońca. Usiadłam na piasku i patrzyłam jak słońce zachodzi za horyzont.
- Hej - usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się i ujrzałam wysokiego, krótko ostrzyżonego mężczyznę o niezbyt przyjemnych rysach twarzy.
- Cześć - odpowiedziałam cicho.
- Co taka ślicznotka robi o tej porze na pustej plaży?
- Właśnie idzie do domu - powiedziałam wstając, ale mężczyzna złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nie wydaje mi się - uśmiechnął się zadziornie.
- Puść mnie! - krzyknęłam przestraszona i zaczęłam się wyrywać.
- Nie malutka, przydasz mi się - wyszeptał mi do ucha przygryzając jego płatek. Wzdrygnęłam się.
- Zostaw mnie palancie!
- Grzeczniej!
- Pierdol się! - krzyknęłam i plunęłam mu w twarz. Puścił mnie a ja zaczęłam uciekać. Niestety, złapał mnie za włosy i uderzył w twarz. Widziałam w jego oczach gniew, nienawiść i pożądanie. Wiedziałam, że to koniec..

~ Perspektywa Andy'ego ~

Chacky długo nie wracała i zaczynałem się martwić.
- Ash idziemy jej szukać? - zapytałem siedzącego na kanapie Purdy'ego.
- No chodź - odpowiedział i wyszliśmy z domu.
Szukaliśmy jej, dzwoniliśmy, ale wciąż nie odbierała. Przeszukaliśmy już połowę miasta, gdy nagle Ashley wpadł na genialny pomysł.
- A może jest na plaży?
- No może, chodź.
Po 20 minutach byliśmy już przed plażą. Rozglądałem się za Chacky, gdy nagle zniknął.
- Znalazłem ją! - wykrzyknął, będąc jakieś 100 metrów ode mnie.
Pobiegłem w tamtym kierunku i zamarłem. Chacky leżała naga, a wokół niej leżały podarte ubrania.
- Chacky... Michelle.. obudź się - szeptał Ash trzepiąc nią lekko. Po chwili dziewczyna otworzyła oczy i odskoczyła od chłopaka jak poparzona.
- Zostaw mnie! - krzyknęła zalewając się łzami.
- Malutka co się stało? - zapytałem przybliżając się do niej.
- Odejdź!
- Załóż to - rozkazałem podając jej moją kurtkę. Posłuchała mnie.
- Jinxx i Sammi zaraz przyjadą - zakomunikował Purdy.

~ Perspektywa Chacky ~

Siedziałam u Sammi na kolanach i wypłakiwałam jej się w bluzkę.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze - powtarzała jak mantrę.
- Ale.. Ale.. On mnie.. - wybuchnęłam płaczem po raz kolejny.
- Już, już.. Cicho...
Do pokoju wszedł Ash. Bałam się go, tak jak reszty chłopaków. W sumie jedyną osobą jakiej się nie bałam była Sammi.
- Możemy pogadać? - zapytał cicho patrząc na mnie - Nic ci nie zrobię, obiecuję.
- N..na pewno?
- Kochanie to Ash, on cię nie skrzywdzi - cmoknęła mnie w czoło Sammi.
- No dobrze - zgodziłam się, a Doll ściągnęła mnie ze swoich kolan i posadziła na kolanach Purdy'ego. Pod wpływem jego dotyku zadrżałam ze strachu, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Wcale nie musisz siedzieć na moich kolanach jak nie chcesz - uśmiechnął się lekko - Wcale cię nie zmuszam.
Zeszłam z jego kolan i usiadłam pod ścianą, podciągając moje kolana pod brodę. Czułam się jak nic niewarta szmata. Wykorzystana i porzucona. Po moich policzkach spłynął kolejny potok łez.
- Nie płacz, błagam - wyszeptał basista.
- Jestem zwykłą szmatą! - wykrzyknęłam - Pierdolonym zerem!
- Nie jesteś - powiedział mocno mnie przytulając. Nie wyrywałam się, nie chciałam - Jesteś mądra i śliczna. Masz zajebisty charakter i kocham cię... jak siostrę.
- Też cię kocham - wyszeptałam w jego koszulkę.

~ ~ ~ ~
I jest kolejny rozdział.
Strasznie chciałabym podziękować za prawie 2000 wyświetleń. Zakładając tego bloga nie sądziłam, że będzie czytało go tak wiele zajebistych ludzi. Kocham was i jeszcze raz dziękuje! <3