- Mała, wstań - wyszeptałem głaszcząc Michelle po policzku - Proszę, skarbie.
- Co się dzieje? - zapytała sennie - Daj mi spać, błagam.
- Wiem, że jesteś słaba, ale musisz jeść - uśmiechnąłem się do niej delikatnie - Zejdziesz na dół czy ci przynieść?
- Mógłbyś mi przynieść? - zapytała słabo, a ja tylko przytaknąłem i wyszedłem.
Zbiegłem na dół i zagrzałem rosołu, o który mnie prosiła. Po chwili do kuchni wszedł Purdy i spojrzał na mnie smutno.
- Co robisz?
- Grzeję zupę dla Michelle, bo jest głodna - odpowiedziałem - A co?
- To jej ostatnie dni, wiesz? - zapytał cicho - Nie zrealizujecie listy życzeń, bo ona nie da rady. Jest za słaba.
- Ona przeżyje - wyszeptałem - Musi. Przecież zostały jej jeszcze 3 miesiące. To tylko chwilowe osłabienie.
- Stary to koniec. Ona już długo nie pociągnie, to kwestia kilku dni - próbował mnie przekonać - Nie chcę, żeby tak było, ale nic na to nie poradzimy. Przykro mi.
- Nie! - krzyknąłem ze łzami w oczach - To tylko chwila słabości! Wszystko będzie dobrze, rozumiesz!?
Wybiegłem z kuchni, zapominając o zupie i wbiegłem do łazienki, zamykając drzwi na klucz. Usiadłem na zimnej posadce i rozpłakałem się jak małe dziecko. Po co ja się okłamuję, przecież wiem, że ona umrze już niedługo, a jednak wciąż mam złudną nadzieję, że stanie się cud i ona przeżyje. Musiałem udawać silnego mimo, że nie dawałem rady. Ciągle wyobrażam sobie jak będzie wyglądać chwila, w której Ona odejdzie i ta wizja stawała się coraz bardziej realna.
- Andy, skarbie wyjdź stamtąd - usłyszałem głos Chellie i aż podskoczyłem. Od 3 dni prawie nie wychodziła z łóżka chyba, że do łazienki.
- Mysza, idź się połóż a ja zaraz przyjdę - powiedziałem starając się, żeby mój głos nie zadrżał.
- Nie - powiedziała niezwykle pewnym głosem - Nie wyjdę, dopóki nie wyjdziesz z łazienki.
Szybko podniosłem się z podłogi i wykonałem polecenie mojej żony. Stała przede mną w dużo za dużej koszulce z logiem Guns 'N Roses i krótkich, również za dużych spodenkach. No cóż, choroba wykończyła ją do tego stopnia, że bardzo schudła. Niewiele myśląc przytuliłem ją, starając się jej przy okazji nie uszkodzić. Poprosiła bym, zaprowadził ją do kuchni. Usiadła przy stole i zabrała się za jedzenie, nawet przełykanie szło jej z trudem.
- Skąd wiedziałaś, że jestem w łazience? - zapytałem siadając na przeciwko niej.
- Usłyszałam twój krzyk i przyszłam sprawdzić co się stało - wzruszyła ramionami - Ash ma rację to tylko kwestia kilku dni i umrę. Nie możesz okłamywać sam siebie.
- Skąd pewność, że umrzesz? - zapytałem niby od niechcenia, ale głos mi zadrżał.
- Czuję to - odpowiedziała smutno - Jest mi przykro, ponieważ nie dokończę listy, a przecież obiecałam ci, że ją zrobimy razem.
- Na prawdę, martwisz się tylko o tę głupią listę!? - krzyknąłem znowu ze łzami w oczach - Ty umierasz! Ja tu zostanę i będę musiał przeżywać twoją stratę, ale mniejsza o to. Cierpisz! Przecież widzę, jak trudno utrzymać ci się na nogach bez niczyjej pomocy i widzę jak przełykasz z trudem, a ty martwisz się o listę!
- Przepraszam - wyszeptała cicho - Zapominam o tym co ty będziesz czuł po tym jak umrę, ale i tak ci zazdroszczę. Zostaniesz tu, a ból po mojej śmierci w końcu minie i będziesz szczęśliwy. Będziesz widział jak Jasper dorasta i jak chłopaki znajdują swoją miłość, jak rodzą się ich dzieci, podczas gdy ja będę gnić i odejdę w zapomnienie!
Podniosła się z krzesła i wyszła. Siedziałem jak osłupiały, gdy nagle usłyszałem jej krzyk i uderzenie o ziemie. Szybko wybiegłem i zobaczyłem Chellie leżącą pod schodami.
- Michie, Michelle, skarbie - szeptałem ze łzami w oczach, klepiąc ją po policzkach - Otwórz oczy, błagam!
Otworzyła je, a ja odetchnąłem z ulgą.
- Zanieś mnie do pokoju, proszę.
Wykonałem polecenie, a kładąc dziewczynę na łóżku pocałowałem jej policzek.
- Śpij dobrze - wyszeptałem i wyszedłem.
Kurwa, kurwa, kurwa... Powtarzałem ze zdenerwowaniem. Głupi idioto, czemu na nią krzyczałeś? Trzeba było się zamknąć! Nie powinieneś się na niej wyżywać, to nie jej wina, że umiera! Umiera, tak właśnie. Po raz kolejny tego dnia popłakałem się.
- Andy... - usłyszałem Sammi i po chwili poczułem jej szczupłe ciało w moich ramionach - Bądź silny dla niej.
- Postaram się - odpowiedziałem nie pewnie - Dla niej.
~ Michelle ~
Obudziłam się w nocy w ramionach Andy'ego. Miejscu, w którym czułam się najlepiej na świecie. Mimo tego, że było mi dobrze wydostałam się z jego ramion i przeszłam do pokoju mojego syna. Moje maleństwo spało przytulone do misia, którego dostało od dziadków. Pogłaskałam chłopca po policzku i wyszeptałam, że go kocham. Otworzyłam drzwi pokoju Jinxx'a i Sammi. Zobaczyłam ich wtulonych w siebie. Wszystkie wspomnienia związane z nimi wróciły. To jak Sammi się przestraszyła, jak się dowiedziała, że jestem wampirem i jej przemiana. Wszystkie chwile z Jinxx'em. Chociaż wiedziałam, że mnie nie usłyszą szepnęłam 'Dziękuje i kocham was'. Następnie zrobiłam to samo w pokojach reszty Bridesów. Czas, który z nimi spędziłam był niewątpliwie najlepszym czasem w moim życiu. Zeszłam po schodach na dół i ujrzałam nasze wspólne fotografie. Na kilku z nich pojawiała się Elizabeth, siostra Biersack'a, która umarła już jakiś czas temu. Oglądałam te wszystkie zdjęcia i płakałam. Płakałam, bo wiedziałam, że to stanie się dzisiaj. Dzisiaj skończy się moje życie, a ja nic na to nie poradzę. Poczułam zawroty głowy, więc szybko ruszyłam na górę. Weszłam do swojego łóżka i o dziwo zauważyłam, że Andy już nie śpi.
- Gdzie byłaś? - wychrypiał - Już miałem iść cię szukać.
- Byłam się przejść - odpowiedziałam przytulając się do niego mocno - Idź spać. Kocham cię najmocniej, pamiętaj. Dobranoc. Na zawsze.
- Ja ciebie też Michelle - odpowedział odwzajemniając uścisko - Dobranoc.
Zamknęłam na chwilę oczy i odpłynęłam.
'Idę pięknym, białym korytarzem a przede mną wielkie, biało-złote drzwi i cztery postacie, których z tej odległości nie mogę rozpoznać. Ogólnie wszystko wokół jest rozmazane. Coś w środku każe mi biec, więc biegnę do tych postaci. Po chwili je rozpoznaję. Mama, tata, babcia i Elizabeth!
- Channel córeczko! - krzyczą uradowani rodzice i mocno mnie przytulają - Tęskniliśmy, nawet nie wiesz jak bardzo.
- Wnusiu, wyrosłaś na przepiękną dziewczynę - przytula mnie babcia - Jestem z ciebie taka dumna.
- Chacky - słyszę tak dobrze znany mi głos przyjaciółki - Przykro mi.
- Mi też - wyszeptałam przytulając ją do siebie - Dlaczego ja?
- Tego nie wie nikt. Niezbadane są wyroki boskie - odpowiedział ojciec tym swoim naukowym tonem - Córciu za tymi drzwiami jest nasz Raj. Miejsce, którym wszyscy już nie żyjący są szczęśliwi. Czas leci tu szybciej niż na ziemi. Chodź, a wszystkie twoje troski znikną.
Rodzice otworzyli drzwi i weszli do tego miejsca.
- Kocham cię Andy - wyszeptałam i weszłam do Raju - Będę tu na ciebie czekać.'
~ Andy ~
Obudziłem się czując się... dziwnie. Podniosłem się z łóżka i spojrzałem na Michelle. Wyglądała słodko, ale coś mnie zaniepokoiło.
- Skarbie wstawaj, Michy, Chellie - potrząsnąłem nią lekko, lecz nie reagowała. Zacząłem wrzeszczeń - Kochanie, obudź się. Michelle, błagam!
Osłupiałem, bo wiedziałem co się stało. Umarła. Odeszła bez pożegnania. Po prostu mnie zostawiła. Po chwili w pokoju pojawili się, wszyscy. Spojrzeli na łóżko i na mnie, po chwili znowu na łóżko i się rozpłakali. To było tak dziwne i nienaturalne. Nie rozpłakałem się. Wyszedłem z pokoju, nie mogąc patrzeć na ich cierpienie i na ciało mojej ukochanej. Wszedłem do pokoju swojego syna i zauważyłam, że jest smutny, ale nie płakał.
- Jasper, odeszła - wyszeptałem podnosząc go z łóżeczka - Mamusi już nie ma.
Chłopiec skrzywił się, a po jego policzku spłynęła jedna pojedyncza łza.
- Poradzimy sobie - uśmiechnąłem się do syna - Chellie, tylko tego chciała.
~ 4 dni później ~
Nadszedł dzień pogrzebu Michelle. Obudziłem się na kanapie w pokoju Jaspera, które przez ostatnie dni była miejscem, w którym ostatnimi czasy spędzałem najwięcej czasu. Lubiłem siedzieć tu i patrzyć na Małego, bo właśnie tu nie czułem, zmian związanych z odejściem Michelle. Jazz jeszcze nie rozumiał co się stało i wciąż był tym samym dzieckiem co wcześniej. Śmiał się, płakał, bawił się, spał, a ja czułem się, jakby Chellie miała zaraz wejść. Mały jeszcze spał, a ja poszedłem do mojego, teraz już tylko mojego, pokoju i wyciągnąłem z mojej szafy czarny garnitur i koszulę tego samego koloru. Podśpiewując 'Tears In Heaven' Erica Claptona przebrałem się i wróciłem do pokoju swojego syna. Przeszukałem jego szafę i ze zdenerwowaniem stwierdziłem, że nie mam go w co ubrać. Czarny garnitur, który kupiła mu Chellie na nasz ślub był za mały. Co się dziwić, przecież Jazz rośnie. W końcu wybrałem czarne jeansy i czarną koszulę z krótkim rękawem. Lepsze to niż nic.
- Jasper, synku - szeptałem głaszcząc go po policzku - Za chwilę musimy wychodzić, Jazz!
Maleństwo w końcu otworzyło swoje śliczne oczka i spojrzało na mnie nieprzytomnie. Zmieniłem mu pieluchę i przebrałem go w strój. Zszedłem z nim na rękach na dół i wsadziłem do wózka. Wszyscy znajdujący się w salonie popatrzyli na mnie smutno. Bridesi z dziewczynami, rodzice, Sara, a nawet moja babcia, która nie znała Michy.
- Idziemy? - zapytałem cicho unikając wzroku każdego z zebranych.
- Idziemy - odpowiedział tata i ruszyliśmy do kaplicy, w której miał się odbyć pogrzeb Michelle. Zaraz po przekroczeniu drzwi ujrzeliśmy mnóstwo ludzi, którzy kiedykolwiek mieli coś wspólnego z Chellie. Tuż przed ołtarzem stała na czymś w rodzaju stołu, otwarta trumna, w której leżało Jej ciało. Mimo próśb rodziców usiadłem na końcu kapliczki, a Ash chcąc okazać mi to, że jest ze mną usiadł obok mnie. Wszyscy żałobnicy podchodzili do trumny, klękali czy też stawali nad nią płacząc lub mówiąc do niej, jakby ich słuchała, a później odchodzili. Gdy akurat nikogo nie było przy Niej postanowiłem podejść. Leżała w czarnej sukience przed kolano i w czarnych szpilkach. Jej rude włosy opadały swobodnie na jej chude ramiona, a na twarzy miała lekki makijaż. Wyglądała jakby spała, ale wiedziałem, że tak nie jest. Im dłużej na nią patrzyłem tym bardziej chciało mi się płakać.
- Kocham cię - wyszeptałem głaszcząc jej policzek - Kocham cię Michelle Biersack.
Poczułem łzy na policzkach. Pierwszy raz od jej śmierci płakałem, na razie były to pojedyncze łzy, ale wiedziałem, że zaraz wybuchnę, więc dotknąłem dłonią po raz ostatni jej zimnych i bladych ust i szybko poszedłem na swoje miejsce. Purdy widząc w jakim stanie jestem przytulił mnie, nie przejmując się wszystkimi, którzy na mnie patrzyli. W końcu zaczęła się cała ceremonia. Ksiądz mówił swoją bzdurną formułkę o życiu Michelle, później była modlitwa, w której oczywiście nie uczestniczyłem, bo myślami wciąż byłam przy niej. Łzy lały mi się strumieniami, ale nie przejmowałem się tym. Słuchać zacząłem dopiero, gdy ksiądz poprosił Ashley'a o kilka słów. Basista szedł dumnie środkiem kapliczki i stanął przed mównicą czy jakkolwiek się to miejsce nazywa. Wciągnął głośno powietrze i zaczął mówić.
- Michelle nie była moją przyjaciółką. Była siostrą, o której zawsze marzyłem. Nie będę mówił jak zajebista była, kurwa nie powinienem tak mówić w tym miejscu, z resztą nie ważne. Wolę powiedzieć o tym jaka była przed śmiercią. Mimo, że wiedziała o tym, że już niedługo nas opuści była tak optymistyczna i pocieszała wszystkich. Gdy rozmawiałem z nią kilka dni przed jej śmiercią, prosiła, żebym na pogrzebie zadbał o to by wyglądała świetnie, bo chce, żeby wszyscy ją zapamiętali jako 'tą śliczną'. Była moim głosem rozsądku i nie mam pojęcia jak sobie bez niej poradzę...
Purdy złapał się mównicy i zaczął płakać. Ba! Wył i trząsł jak małe dziecko. Gdy Sammi, która miała mówić po nim podeszłą do niego i mocno przytuliła, chłopak podniósł głowę wysoko i ruszył na swoje miejsce, nie przejmując się łzami spływającymi po policzkach. Usiadł koło mnie i wtulił głowę w moje ramię. Doll zaczęła mówić, co chwila pociągając nosem.
- Miałam napisaną mowę, poruszającą i w ogóle, ale wiem, że jeśli Michelle tu jest i usłyszałaby tą mowę to by później mnie straszyła, za takie wzruszające gówno. Tak więc powiem tylko, że dosłownie pomogła mi wrócić do życia. Pytanie tylko co to za życie Bez niej? Jej odejście mimo tego, że wiedzieliśmy, że prędzej czy później nadejdzie, było zaskoczeniem i bólem, którego nigdy wcześniej nie zaznałam. Michelle kocham cię...
Dziewczyna rozpłakała się na dobre. Jej mąż podszedł do niej i pociągnął na miejsce. Jakże wielkie było moje zdziwienie, gdy usłyszałem swoje imię i prośbę o podejście. Tak więc podszedłem na wyznaczone miejsce i zacząłem mówić pierwsze co mi przyszło na myśl.
- Jestem Andy, a Michelle była największą i jedyną miłością mojego życia. Wszystkie szczęśliwe i te mniej momenty, które spędziliśmy razem utwierdziły mnie w przekonaniu, że nasze uczucie było prawdziwe. Tak cholernie prawdziwe. Nasza mała nieskończoność, której owocem jest Jasper była najlepszym co mnie w życiu spotkało i jestem pewny,że tak pozostanie. Gdybym mógł jeszcze raz przeżyć jakiś jeden dzień, wybrałbym ten, w którym odeszła. Chciałbym się pożegnać inaczej niż to zrobiłem. Wiedziałaś, że to koniec? Prawda? Wiedziałaś i pożegnałaś mnie zwykłym ' Dobranoc.'? Chellie dlaczego?
Załamał mi się głos i zacząłem się trząść. Kilka głębokich wdechów i mówiłem dalej.
- Dziękuję za wszystko, za naszą małą nieskończoność, za Jaspera. Dziękuję Michelle, kocham cię. Na zawsze.
Wróciłem na swoje miejsce i czekałem na koniec. Po uroczystości udaliśmy się na cmentarz. Na początku szli ksiądz i ludzie niosący trumnę. Za nimi najbliżsi Michelle w tym ja, a za nami ludzie można by rzec, że mniej ważny. Stanęliśmy nad świeżo wykopanym dołem i ksiądz znowu zaczął swoją formułkę.
- Z prochu powstałaś i w proch się obrócisz. Spoczywaj w pokoju - poczułem, że ktoś wciska mi coś do ręki. Okazało się, że to Ash, a tą rzeczą była biała róża, dokładnie taka jakie uwielbiała Michelle. Ja i reszta Bridesów podeszliśmy do trumny i rzuciliśmy na nią kwiaty. Nie muszę chyba wspominać, że wciąż płakałem. Po chwili mężczyźni z domu pogrzebowego za pomocą jakiś linek umieścili trumnę z ciałem mojej ukochanej w dole, czemu oczywiście towarzyszyły głośne szlochy. W końcu to wszystko się skończyło, a my mogliśmy udać się na tzn. Stypę. Wszyscy zebrani ruszyli do swoich aut, oprócz mnie i Christiana, który został ze mną.
- Stary chodźmy już - powiedział cicho - Samochód czeka.
- Jej już nie ma - wyszeptałem przez łzy - Nie ma i nigdy nie będzie. Jedyne co zostało to wspomnienia, rozumiesz?
- Rozumiem i bardzo mi przykro - przytulił mnie do swojej piersi, co musiało wyglądać dziwnie z racji na różnicę wzrostu między nami.
- Kocham ją - wyszlochałem - Kocham w czasie teraźniejszym.
- Ona ciebie na pewno też - odpowiedział.
- Pomożesz mi wrócić do życia? - zapytałem zduszonym głosem - Dla niej, dla Jaspera. Przecież sam nie dam rady!
- Zawsze ci pomogę. Ja i reszta również, jesteś naszym przyjacielem.
W końcu ruszyliśmy sprzed grobu. Ostatni raz spojrzałem w dół i otarłem łzy. Kocham Michelle i będę żył dla niej, tak jakby ona chciała, żebym żył. Ona jest właścicielką mego serca i nigdy się to nie zmieni.
~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~ ~
Witam.
Tak dobrze się domyślacie, to koniec tego opowiadania.
Wiem, że miało być jeszcze co najmniej kilka rozdziałów o liście i w ogóle, ale nie sądzę, żeby przeciąganie tego wszystkiego na siłę miało jakikolwiek sens. Nie jestem do końca zadowolona z tego rozdziału, ale wydaję mi się, że całkiem nieźle pożegnałam Michelle, do której bardzo się przywiązałam.
Bardzo, bardzo dziękuję za wszystkie wyświetlenia i komentarze. Ogólnie za czytanie moich wypocin. Zaczynając to wszystko, nie sądziłam, że aż tyle osób zainteresuję się moją twórczością.
Kocham was i liczę, że jednak nie powiesicie mnie na stosie :)
środa, 23 kwietnia 2014
sobota, 15 marca 2014
#35 - Oh well, whatever, nevermind.
- Nie żartuj! - pisnęłam łzami w oczach - Powiedz, że żartujesz.
Andy pokręcił tylko przecząco głową i pociągnął mnie na postój taksówek i ruszyliśmy do szpitala. Gdy w końcu dojechaliśmy, wybiegłam z samochodu nie czekając na Biersacka i podbiegłam do pierwszego lepszego lekarza pytając gdzie leży Sammi. Gdy w końcu pojawiłam się przed salą zobaczyłam wszystkich siedzących na krzesełkach z opuszczonymi głowami. Najgorzej ze wszystkich wyglądał Jeremy, więc do niego jako pierwszego podeszłam.
- Jinxx... - tylko tyle przeszło mi przez gardło. Chłopak podniósł na mnie czerwone od płaczu oczy i podniósł się z krzesełka. Niedużo myśląc przytuliłam się do niego głaszcząc po włosach. Staliśmy tak z 10 minut, gdy nagle usłyszałam płacz mojego syna. Szybko odsunęłam się od przyjaciela i spojrzałam na dziecko leżące w wózku, który dopiero teraz zauważyłam.
- Maluszku, głodny jesteś? - zapytałam jakby czekając na odpowiedź.
Wyciągnęłam z torby od wózka butelkę z mlekiem i dałam swojemu synowi. Po około godzinie z sali wyszedł lekarz.
- Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.. - powiedział - Bardzo mi przykro.
Ja, Ashley i Jake wybuchnęliśmy płaczem, CC patrzył w jeden punkt, a Jinxx padł na kolana i zaczął przeklinać cały świat. Klęknęłam przed nim próbując go uspokoić, ale na wiele to się nie zdało. Po 15 minutach dało nam się zaciągnąć Jeremy'ego do auta i ruszyliśmy do domu.
Przez całą noc nie mogłam zasnąć rozmyślając o Sammi, gdy nagle mnie olśniło! Wampirzastość! (Nie mam pojęcia czy jest takie słowo, ale chuj z tym). Jeśli ciało nie jest jeszcze w 100% martwe, można je jeszcze zamienić w wampira. Podniosłam się na równe nogi tak, aby nie obudzić śpiącego obok mnie Andy'ego i wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ubrania. Zabrałam z wiszących na krześle spodni mojego męża klucze i pobiegłam do auta. Przez całą drogę do kostnicy zastanawiałam się jak znajdę ciało swojej przyjaciółki. Nawet po wejściu przez okno do pomieszczenia ze zmarłymi nie wiedziałam co zrobić. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu pośród wszystkich lodówek ze zwłokami stał stół ze zwłokami w białym worku podpisany jakimiś numerami. Niewiele myśląc otworzyłam go i zamarłam. W owym worku znajdowało się ciało Sammi, ale nie wyglądała zupełnie jak ona. Dużo bladsze, całe posiniaczone i podrapane z potarganymi włosami. Jęknęłam cicho i zbliżyłam się do przyjaciółki. Złapałam jej nadgarstek i wgryzłam się w tętnicę. Nie do końca wiedziałam co robić, ale z tego co mówił Jacob powinnam 'pić' ją około minuty i oderwać się przytrzymując rozgryzione naczynie. Patrzyłam na przyjaciółkę ze łzami w oczach modląc się by nie było za późno. Po około 5 minutach stało się coś magicznego. Wszystkie siniaki i zadrapania zaczęły się zagajać, a rysy twarzy stały się perfekcyjniejsze. Nagle oczy Doll się otworzyły i ujrzałam kolor identyczny co mój, gdy ja zostałam wampirem. Uśmiechnęłam się szczerze do przerażonej Sammi.
- Chellie? - zapytała cicho - Jezu.. Co ty tu robisz? Co ja tu robię?
- W skrócie powiem, że umarłaś i cię ożywiłam - wyszczerzyłam się - No i zostałaś wampirem.
- Och.. - zakryła usta dłonią - Chłopcy wiedzą?
Pokręciłam przecząco głową, a ona zachichotała.
- No to się zdziwią - stwierdziła podnosząc się - Zabierz mnie do domu, proszę.
Pomogłam dziewczynie wstać i pociągnęłam ją do samochodu.
- Wszystko takie wyraźne - zachwycała się - Dźwięki tak dobrze słychać, wooow.
Nagle przypomniało mi się coś bardzo ważnego. Zjechałam na pobocze i podciągnęłam kurtkę ku górze.
- Pij - powiedziałam do Sammi - Musisz się napić, bo umrzesz. Powiem ci kiedy przestać.
Dziewczyna spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem, ale wzięła moją rękę i przyłożyła ją do ust. Wgryzła się w moją tętnicę. Zobaczyłam blask pożądania w jej oczach, a sama czułam takie dziwne uczucie, jakby spuszczano ze mnie powietrze.
- Starczy... - jęknęłam, czując, że odlatuję - Sammi kurwa.
Wyrwałam rękę z jej uścisku i spojrzałam na nią wkurzonym wzrokiem.
- Jezu przepraszam! - powiedziała zakrywając usta dłonią - Ale to było takie dobre. Nic ci nie jest?
- Nie, nie.. - odpowiedziałam patrząc na ranę, która powoli już się goiła - Widzisz? Prawie nie ma śladu.
- Czy to normalnie, że czuję takie kuszące zapachy? - zapytała mierząc mnie wzrokiem, gdy właśnie wróciłam na pas ruchu - Krew.. To ona tak pachnie prawda?
- Tak to krew - odpowiedziałam skupiając się na drodze - Za jakiś tydzień ci przejdzie, a do tego czasu lekka kwarantanna.
- To znaczy? Nie będę mogła być w domu.
- Będziesz, będziesz, tylko po prostu wrócisz i będziesz siedzieć w pokoju jakiś tydzień, a później cię wypuścimy.
- Będę więźniem we własnym domu? - zdziwiła się - Dlaczego?
- Chyba nie chcesz skrzywdzić chłopaków, prawda? - uśmiechnęłam się do niej krzywo - Otóż widzisz, każdy młody wampir ma pragnienie, nad którym bardzo ciężko mu zapanować, więc wyrzucimy Jinxx'a z pokoju i posiedzisz tam przez ten czas, aż pragnienie się unormuje i ty wyjdziesz, a Jeremy wróci do pokoju.
- Och.. - jęknęła - Ale ty będziesz mogła być przy mnie?
- Jasne, będę ci przynosić jedzenie i w ogóle.
W końcu dojechałyśmy do domu, a na polu było już prawie zupełnie jasno. Pociągnęłam lekko przerażoną Sammi do domu.
- Michelle, to ty? - usłyszałam krzyk Andy'ego z kuchni, a po chwili pojawił się obok nas - Sammi!
Wrzask mojego ukochanego pewnie można było usłyszeć w całym domu. Porwał biedną Doll w ramiona i zaczął podrzucać do góry. Tę jakże uroczą scenkę przerwał przeraźliwe darcie ryja przez Fergusona.
- Sammi! - wyrwał dziewczynę Biersackowi i teraz to on podrzucał ją do góry.
Po chwili obok nas pojawiła się reszta Black Veil Brides obudzona przez krzyki chłopaków.
Wszyscy witali się z Doll. Nagle zauważyłam, że Sammi wyciągnęła kły i skierowała je w szyję biednego Jinxx'a.
- Kurwa, zostaw go! - pisnęłam na tyle głośno, że wampirzyca odsunęła się od Fergusona i pobiegła na górę.
- Co? Się? Stało? - zapytał zdziwiony Jeremy - Czemu ona uciekła?
- No bo widzisz.. Jej nowa natura trochę ją przerasta - odpowiedziałam uśmiechając się krzywo - Za jakiś czas jej przejdzie, a do tego czasu musisz się wynieść z waszego pokoju.
- Jak mus to mus - skrzywił się - Kanapo witaj!
Poklepałam go po plecach i ruszyłam na górę do Sammi. Dziewczyna leżała skulona na łóżku i słychać było jej cichy szloch.
- Skarbie? - usiadłam obok nie - Wszystko w porządku?
- Nie! Prawie go ugryzłam.. - szepnęła - Gdyby nie ty... On.. Jeremy.. Mógłby leżeć... Na podłodze z rozgryzionym.. Gardłem... Martwy..
- Ciii.. Już dobrze - przytuliłam ją od tyłu, głaszcząc po włosach - Nic się nie stało. Jinxx żyje. Cały i zdrowy.
- Ale gdybym ja to zrobiła...
- Ale nie zrobiłaś - przerwałam jej w pół zdania - Przestań się zadręczać.
Kołysałam nią chwilę i po chwili jej oddech się uspokoił. Zasnęła. Podniosłam się cicho z łóżka i ruszyłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy. Jinxx z Andym o czymś rozmawiali, a reszta grała na xboxie. Wybuchnęłam śmiechem słysząc przezwiska jakich używali. 'Ty pyrtku! Wal się, siusiaku!'.
- Michie, kiedy ona będzie.. taka jak ty? - zapytał niepewnie Jinxx - Taka.. No wiesz, że nie będzie chciała mnie zabić.
- U mnie to trwało tydzień - odpowiedziałam siadając na kolanach Biersack'a - Więc domyślam się, że u niej będzie to trwało podobnie.
- Tydzień na kanapie? - jęknął - Jezu.. Moje plecy!
- Jinxx debilu - zaśmiał się Ashley - Przecież mamy pokój gościnny.
Jeremy spojrzał na Ashleya zaskoczony i jebnął się w czoło robią tak zwany facepalm.
- Jezuu.. Jestem debilem - mruknął - Boże, niech mnie ktoś zabije.
- Mogę przyprowadzić Sammi - zaśmiał się CC - Już prawie to zrobiła.
Zgromiłam go wzrokiem, a Ferguson rzucił się na niego krzycząc, że jego żona nie jest mordercą. W końcu udało nam się rozdzielić chłopaków, a raczej ja to zrobiłam udając zemdlenie. Wszyscy zaczęli mnie ocucać, a ja wybuchnęłam śmiechem otwierając oczy.
- Udawałaś! - krzyknął Ashley z wyrzutem - Ale przynajmniej ich rozdzieliłaś..
- Moja spryciula! - zaśmiał się Andy podnosząc mnie na swoje kolana - Ale nigdy więcej mnie tak nie strasz.
- Się zobaczy - pokazałam mu język - Idziemy do nas?
- Jasne - cmoknął mnie w policzek i trzymając mnie na rękach ruszył na górę.
Wbiegł na górę i prawie rzucił mnie na łóżko. Podszedł do laptopa i włączył muzykę rodem z pornosa. Zachichotałam, a on spojrzał na mnie najseksowniejszym wzrokiem, który zapowiadał długą i bardzo pracowitą noc. Zaczął się poruszać jak rasowy striptizer i powoli rozpinał koszulę, którą właśnie miał na sobie. Zjechał nią do łokci tańcząc chwilę i ściągnął ją zupełnie, rzucając za siebie. Po chwili obok koszuli znalazł się i podkoszulek. Potańczył tak chwilę i zaczął rozpinać spodnie, a ja zagwizdałam. Uśmiechnął się łobuzersko i zbliżył się do mnie. Klęknęłam na łóżku i zaczęłam głaskać go i całować po klatce piersiowej. Nagle, gwałtownie się ode mnie odsunął i dokończył ściąganie spodni. Dokładnie z końcem piosenki Andy był już nagi. Chyba nie muszę mówić co było dalej.
~ ~ ~ ~ ~
Nie skomentuje tego rozdziału.
Czekam na komentarze misiaczki ;3
1. Zakochanie się ze wzajemnością
2. Piękny ślub
3. Założenie szczęśliwej rodziny (mąż i dzieci (koniecznie syn))
4. Pocałunek w deszczu
5. Zaśpiewanie na scenie przed dużą ilością ludzi
6. Taniec w fontannie
8. Prawdziwa sesja zdjęciowa
10. Seks w plenerze
12. Tatuaż
15. Nauczyć się grać na gitarze
16. Spędzić noc na plaży
20. Chłopak robi specjalnie dla mnie striptiz
Andy pokręcił tylko przecząco głową i pociągnął mnie na postój taksówek i ruszyliśmy do szpitala. Gdy w końcu dojechaliśmy, wybiegłam z samochodu nie czekając na Biersacka i podbiegłam do pierwszego lepszego lekarza pytając gdzie leży Sammi. Gdy w końcu pojawiłam się przed salą zobaczyłam wszystkich siedzących na krzesełkach z opuszczonymi głowami. Najgorzej ze wszystkich wyglądał Jeremy, więc do niego jako pierwszego podeszłam.
- Jinxx... - tylko tyle przeszło mi przez gardło. Chłopak podniósł na mnie czerwone od płaczu oczy i podniósł się z krzesełka. Niedużo myśląc przytuliłam się do niego głaszcząc po włosach. Staliśmy tak z 10 minut, gdy nagle usłyszałam płacz mojego syna. Szybko odsunęłam się od przyjaciela i spojrzałam na dziecko leżące w wózku, który dopiero teraz zauważyłam.
- Maluszku, głodny jesteś? - zapytałam jakby czekając na odpowiedź.
Wyciągnęłam z torby od wózka butelkę z mlekiem i dałam swojemu synowi. Po około godzinie z sali wyszedł lekarz.
- Zrobiliśmy wszystko co w naszej mocy.. - powiedział - Bardzo mi przykro.
Ja, Ashley i Jake wybuchnęliśmy płaczem, CC patrzył w jeden punkt, a Jinxx padł na kolana i zaczął przeklinać cały świat. Klęknęłam przed nim próbując go uspokoić, ale na wiele to się nie zdało. Po 15 minutach dało nam się zaciągnąć Jeremy'ego do auta i ruszyliśmy do domu.
Przez całą noc nie mogłam zasnąć rozmyślając o Sammi, gdy nagle mnie olśniło! Wampirzastość! (Nie mam pojęcia czy jest takie słowo, ale chuj z tym). Jeśli ciało nie jest jeszcze w 100% martwe, można je jeszcze zamienić w wampira. Podniosłam się na równe nogi tak, aby nie obudzić śpiącego obok mnie Andy'ego i wyciągnęłam z szafy pierwsze lepsze ubrania. Zabrałam z wiszących na krześle spodni mojego męża klucze i pobiegłam do auta. Przez całą drogę do kostnicy zastanawiałam się jak znajdę ciało swojej przyjaciółki. Nawet po wejściu przez okno do pomieszczenia ze zmarłymi nie wiedziałam co zrobić. Ku mojemu ogromnemu zdziwieniu pośród wszystkich lodówek ze zwłokami stał stół ze zwłokami w białym worku podpisany jakimiś numerami. Niewiele myśląc otworzyłam go i zamarłam. W owym worku znajdowało się ciało Sammi, ale nie wyglądała zupełnie jak ona. Dużo bladsze, całe posiniaczone i podrapane z potarganymi włosami. Jęknęłam cicho i zbliżyłam się do przyjaciółki. Złapałam jej nadgarstek i wgryzłam się w tętnicę. Nie do końca wiedziałam co robić, ale z tego co mówił Jacob powinnam 'pić' ją około minuty i oderwać się przytrzymując rozgryzione naczynie. Patrzyłam na przyjaciółkę ze łzami w oczach modląc się by nie było za późno. Po około 5 minutach stało się coś magicznego. Wszystkie siniaki i zadrapania zaczęły się zagajać, a rysy twarzy stały się perfekcyjniejsze. Nagle oczy Doll się otworzyły i ujrzałam kolor identyczny co mój, gdy ja zostałam wampirem. Uśmiechnęłam się szczerze do przerażonej Sammi.
- Chellie? - zapytała cicho - Jezu.. Co ty tu robisz? Co ja tu robię?
- W skrócie powiem, że umarłaś i cię ożywiłam - wyszczerzyłam się - No i zostałaś wampirem.
- Och.. - zakryła usta dłonią - Chłopcy wiedzą?
Pokręciłam przecząco głową, a ona zachichotała.
- No to się zdziwią - stwierdziła podnosząc się - Zabierz mnie do domu, proszę.
Pomogłam dziewczynie wstać i pociągnęłam ją do samochodu.
- Wszystko takie wyraźne - zachwycała się - Dźwięki tak dobrze słychać, wooow.
Nagle przypomniało mi się coś bardzo ważnego. Zjechałam na pobocze i podciągnęłam kurtkę ku górze.
- Pij - powiedziałam do Sammi - Musisz się napić, bo umrzesz. Powiem ci kiedy przestać.
Dziewczyna spojrzała na mnie przerażonym wzrokiem, ale wzięła moją rękę i przyłożyła ją do ust. Wgryzła się w moją tętnicę. Zobaczyłam blask pożądania w jej oczach, a sama czułam takie dziwne uczucie, jakby spuszczano ze mnie powietrze.
- Starczy... - jęknęłam, czując, że odlatuję - Sammi kurwa.
Wyrwałam rękę z jej uścisku i spojrzałam na nią wkurzonym wzrokiem.
- Jezu przepraszam! - powiedziała zakrywając usta dłonią - Ale to było takie dobre. Nic ci nie jest?
- Nie, nie.. - odpowiedziałam patrząc na ranę, która powoli już się goiła - Widzisz? Prawie nie ma śladu.
- Czy to normalnie, że czuję takie kuszące zapachy? - zapytała mierząc mnie wzrokiem, gdy właśnie wróciłam na pas ruchu - Krew.. To ona tak pachnie prawda?
- Tak to krew - odpowiedziałam skupiając się na drodze - Za jakiś tydzień ci przejdzie, a do tego czasu lekka kwarantanna.
- To znaczy? Nie będę mogła być w domu.
- Będziesz, będziesz, tylko po prostu wrócisz i będziesz siedzieć w pokoju jakiś tydzień, a później cię wypuścimy.
- Będę więźniem we własnym domu? - zdziwiła się - Dlaczego?
- Chyba nie chcesz skrzywdzić chłopaków, prawda? - uśmiechnęłam się do niej krzywo - Otóż widzisz, każdy młody wampir ma pragnienie, nad którym bardzo ciężko mu zapanować, więc wyrzucimy Jinxx'a z pokoju i posiedzisz tam przez ten czas, aż pragnienie się unormuje i ty wyjdziesz, a Jeremy wróci do pokoju.
- Och.. - jęknęła - Ale ty będziesz mogła być przy mnie?
- Jasne, będę ci przynosić jedzenie i w ogóle.
W końcu dojechałyśmy do domu, a na polu było już prawie zupełnie jasno. Pociągnęłam lekko przerażoną Sammi do domu.
- Michelle, to ty? - usłyszałam krzyk Andy'ego z kuchni, a po chwili pojawił się obok nas - Sammi!
Wrzask mojego ukochanego pewnie można było usłyszeć w całym domu. Porwał biedną Doll w ramiona i zaczął podrzucać do góry. Tę jakże uroczą scenkę przerwał przeraźliwe darcie ryja przez Fergusona.
- Sammi! - wyrwał dziewczynę Biersackowi i teraz to on podrzucał ją do góry.
Po chwili obok nas pojawiła się reszta Black Veil Brides obudzona przez krzyki chłopaków.
Wszyscy witali się z Doll. Nagle zauważyłam, że Sammi wyciągnęła kły i skierowała je w szyję biednego Jinxx'a.
- Kurwa, zostaw go! - pisnęłam na tyle głośno, że wampirzyca odsunęła się od Fergusona i pobiegła na górę.
- Co? Się? Stało? - zapytał zdziwiony Jeremy - Czemu ona uciekła?
- No bo widzisz.. Jej nowa natura trochę ją przerasta - odpowiedziałam uśmiechając się krzywo - Za jakiś czas jej przejdzie, a do tego czasu musisz się wynieść z waszego pokoju.
- Jak mus to mus - skrzywił się - Kanapo witaj!
Poklepałam go po plecach i ruszyłam na górę do Sammi. Dziewczyna leżała skulona na łóżku i słychać było jej cichy szloch.
- Skarbie? - usiadłam obok nie - Wszystko w porządku?
- Nie! Prawie go ugryzłam.. - szepnęła - Gdyby nie ty... On.. Jeremy.. Mógłby leżeć... Na podłodze z rozgryzionym.. Gardłem... Martwy..
- Ciii.. Już dobrze - przytuliłam ją od tyłu, głaszcząc po włosach - Nic się nie stało. Jinxx żyje. Cały i zdrowy.
- Ale gdybym ja to zrobiła...
- Ale nie zrobiłaś - przerwałam jej w pół zdania - Przestań się zadręczać.
Kołysałam nią chwilę i po chwili jej oddech się uspokoił. Zasnęła. Podniosłam się cicho z łóżka i ruszyłam na dół. W salonie siedzieli wszyscy. Jinxx z Andym o czymś rozmawiali, a reszta grała na xboxie. Wybuchnęłam śmiechem słysząc przezwiska jakich używali. 'Ty pyrtku! Wal się, siusiaku!'.
- Michie, kiedy ona będzie.. taka jak ty? - zapytał niepewnie Jinxx - Taka.. No wiesz, że nie będzie chciała mnie zabić.
- U mnie to trwało tydzień - odpowiedziałam siadając na kolanach Biersack'a - Więc domyślam się, że u niej będzie to trwało podobnie.
- Tydzień na kanapie? - jęknął - Jezu.. Moje plecy!
- Jinxx debilu - zaśmiał się Ashley - Przecież mamy pokój gościnny.
Jeremy spojrzał na Ashleya zaskoczony i jebnął się w czoło robią tak zwany facepalm.
- Jezuu.. Jestem debilem - mruknął - Boże, niech mnie ktoś zabije.
- Mogę przyprowadzić Sammi - zaśmiał się CC - Już prawie to zrobiła.
Zgromiłam go wzrokiem, a Ferguson rzucił się na niego krzycząc, że jego żona nie jest mordercą. W końcu udało nam się rozdzielić chłopaków, a raczej ja to zrobiłam udając zemdlenie. Wszyscy zaczęli mnie ocucać, a ja wybuchnęłam śmiechem otwierając oczy.
- Udawałaś! - krzyknął Ashley z wyrzutem - Ale przynajmniej ich rozdzieliłaś..
- Moja spryciula! - zaśmiał się Andy podnosząc mnie na swoje kolana - Ale nigdy więcej mnie tak nie strasz.
- Się zobaczy - pokazałam mu język - Idziemy do nas?
- Jasne - cmoknął mnie w policzek i trzymając mnie na rękach ruszył na górę.
Wbiegł na górę i prawie rzucił mnie na łóżko. Podszedł do laptopa i włączył muzykę rodem z pornosa. Zachichotałam, a on spojrzał na mnie najseksowniejszym wzrokiem, który zapowiadał długą i bardzo pracowitą noc. Zaczął się poruszać jak rasowy striptizer i powoli rozpinał koszulę, którą właśnie miał na sobie. Zjechał nią do łokci tańcząc chwilę i ściągnął ją zupełnie, rzucając za siebie. Po chwili obok koszuli znalazł się i podkoszulek. Potańczył tak chwilę i zaczął rozpinać spodnie, a ja zagwizdałam. Uśmiechnął się łobuzersko i zbliżył się do mnie. Klęknęłam na łóżku i zaczęłam głaskać go i całować po klatce piersiowej. Nagle, gwałtownie się ode mnie odsunął i dokończył ściąganie spodni. Dokładnie z końcem piosenki Andy był już nagi. Chyba nie muszę mówić co było dalej.
~ ~ ~ ~ ~
Nie skomentuje tego rozdziału.
Czekam na komentarze misiaczki ;3
7. Rejs po Wenecji z ukochanym
9. Pływanie z delfinami
11. Zajebista impreza na Ibizie
13. Wycieczka po Europie
14. Skok na bugnee
17. Skoczyć z klifu do morza
18. Zdjęcie ze Statuą Wolności
19. Zdjęcie pod wieżą Eiffla
wtorek, 4 marca 2014
#34 - When did the diamonds leave your bones?
- Skarbie, co się dzieje? - zapytał Andy z przerażeniem w głosie, gdy znalazł mnie w łazience nad ubikacją - Może lepiej wróć do domu. Zaśpiewasz innym razem...
- Nie, dam radę - powiedziałam cicho - Za 10 minut będę gotowa.
- Martwię się o ciebie - szepnął i wyszedł.
Podniosłam się z ziemi i podeszłam do lustra. Zobaczyłam w nim rudowłosą, chudą dziewczynę o wręcz białej skórze. Osoba ta nie przypominała mnie z przed choroby. Jej skóra była cienka jak pergamin, a prawie czarne oczy straciły blask. Nie mogłam patrzeć na osobę, którą się stałam więc odwróciłam wzrok na dół. Poprawiłam swój strój, na który składała się granatowa koszula i skórzana spódnica. Do tego czarne buty na obcasie z ćwiekami o czarna bandana. Wyszłam z łazienki, a wszystkie oczy skierowały się na mnie.
- No mała, tu masz tekst piosenki, którą zaśpiewasz - uśmiechnął się Andy, podając mi tekst piosenki. Dziwne, że dowiedziałam się co zaśpiewam, dopiero pół godziny przed występem, ale chłopcy stwierdzili, że jako żona wokalisty i BVB Army powinnam być przygotowana na wszystko.
- Rebel Love Song? - zapytałam z niedowierzaniem - Liczyłam na coś mniej o.. miłości.
- A co, przeszkadza ci to? - zapytał mój mąż - Jak chcesz to mogę zmienić.
- Nie no spoko - uśmiechnęłam się krzywo i usiadłam na kanapie. Kilka razy powtórzyłam tekst piosenki i czekałam. Nagle poczułam, że robi mi się niedobrze i szybko wbiegłam do łazienki. Podczas, gdy ja czułam, że wypluwam wnętrzności obok mnie pojawił się Biersack i podtrzymywał moje włosy.
- To na prawdę głupie, że tak źle się czujesz, a mimo to chcesz zaśpiewać - prawił mi kazanie - Naprawdę lepiej będzie jeśli to przełożymy. Co jeśli zechce ci się wymiotować na scenie? Armia nie będzie zadowolona, jeśli zostaną obrzygani przez panią Biersack.
- Dam radę - powtórzyłam po raz kolejny i podniosłam się z ziemi.
Podeszłam do umywalki i przepłukałam usta. Andy stanął za mną i mocno mnie przytulił.
- Andy wychodzimy! - usłyszeliśmy krzyk Jinxxa.
- Wierzę w ciebie - wyszeptał całując mnie w policzek i wyszedł.
Po chwili zrobiłam to samo. Sammi siedziała na fotelu i gdy tylko mnie zobaczyła wstała i mocno mnie przytuliła.
- Na pewno dasz radę? - zapytała - Nie wypuszczę cię, jeśli będę miała pewność, że dasz radę śpiewać i nie zasłabniesz na scenie.
- Dam radę - mruknęłam - Mogę ci zaśpiewać jak chcesz.
- No dawaj - skrzyżowała ręce na piersi - Chcę tego usłyszeć.
- Never gonna' change my mind.. We can't leave it all behind - zaśpiewałam - Nothin's gonna' stop us. No not this time. So..
- Dobra wystarczy - przerwała mi - Dasz radę.
Zaśmiałam się zwycięsko i wyszłam ruszając za kulisy. Chłopcy grali świetnie jak zawsze. W końcu nadeszła moja kolej. Muzyka przestała grać a Andy zaczął mówić.
- Następną piosenkę zaśpiewa wam ktoś wyjątkowy. Najważniejsza osoba w moim życiu i ulubiona wokalistka, a mianowicie moja żona Michelle Biersack! Skarbie, chodź tu.
Nagle poczułam, że mam nogi jak z waty. 'W co ty się pakujesz?' zapytałam siebie i wyszłam na scenę. Andy oddał mi swój mikrofon, a sam poszedł za kulisy.
- Jak się bawicie!? - wydarłam się do mikrofonu i usłyszałam krzyki BVB Army. Adrenalina podskoczyła mi 2krotnie, a chłopcy zaczęli grać.
- I cannot hide, what's on my mind. I feel it burning deep inside - śpiewałam biegając po scenie, skacząc i ogóle - The passion crime to take what's mine. Let's us start living for today.
Muszę przyznać, że szło mi całkiem nieźle. Tłum śpiewał ze mną, a ja czułam się coraz bardziej pewna. Przed ostatnim refrenem poczułam, że robi mi się nie dobrze, ale powstrzymałam to i dokończyłam piosenkę.
- Jesteście najlepsi! Kocham was! - wydarłam się resztkami sił. Byłam strasznie zmęczona po jednej piosence. Nie wiem jak Andy wytrzymuje cały koncert. No tak, on jest przyzwyczajony, a do tego ja jestem chora i bardzo szybko się męczę - Panie Biersack? Fani na ciebie czekają!
Andy pojawił się na scenie, a tłum oszalał jeszcze bardziej. Czując nawrót wymiotów zbiegłam ze sceny. Usłyszałam jeszcze tylko 'Czyż ona nie jest zajebista?' i zaczęła się następna piosenka. Nie jestem w 100% pewna jaka, ponieważ byłam zajęta wymiotowaniem.
- Dałaś radę - do toalety wbiegła Sammi. Podtrzymując mi włosy chwaliła występ - W pewnym momencie zrobiłaś się tak blada, że myśleliśmy, że albo zwymiotujesz na scenie, albo z niej uciekniesz. Jestem z ciebie dumna.
Uśmiechnęłam się do niej krzywo i ruszyłam się z ziemi. Po ogarnięciu się usiadłam na kanapie i czekałam na zakończenie występu.
- To gotowa na pierwszą lekcję gry na gitarze? - zapytał Jake - No to pierwsze wybierz sobie gitarę, na której chcesz się uczyć.
Rozentuzjazmowana podeszłam do ściany, na której wisiało z 10 gitar. Wybrałam zwykłą czarną i taką samą podałam Jake'owi. Obie podłączył do wzmacniacza i pokazał mi jak prawidłowo trzyma się wiosło. Na początku pokazywał proste akordy, później proste melodie, aż w końcu nauczyłam się zagrać 2 piosenki Black Veil Brides. Mianowicie The Legacy i New Religion. Miałam mały problem z solami (Za chuja nie wiem jak to się odmienia).
- Jesteś zajebista! - zaśmiał się Jake - Uczyłem kiedyś kilku osób grać, ale ty najszybciej załapałaś.
- Dzięki - uśmiechnęłam się, lekko czerwieniąc - To wcale nie takie trudne, jak mi się wydawało.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Kochanie? - do pokoju wszedł Andy - Za pół godziny mamy być u fotografa, więc wiesz..
- Tak, już idę - odpowiedziałam i podeszłam do Pitts'a - Dzięki, dzięki!
Rzuciłam mu się na szyję, wywracając na łóżko.
- Mała, Andy prosi, żebyś się pośpieszyła - w pokoju pojawił się Ash.
Spojrzał na nas z miną, przez którą z Jake'iem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, ja idę, bo mój mąż się wkurwi - wyszczerzyłam się schodząc z przyjaciela - Jeszcze raz dzięki.
Wyszłam z pokoju razem z Purdym i udałam się na dół. Andy stał oparty o ścianę z telefonem w ręku.Powiedziałam, że możemy iść i ruszyliśmy. Podczas drogi Andy powiedział, że to będzie nasza wspólna sesja i zapytał czy mam jakiś problem z wężami. Zdziwiona odpowiedziałam, że nie a on uśmiechnął się i stwierdził, że to bardzo dobrze. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy przed jakimiś ruinami zamku. Spojrzałam na Andy'ego pytająco, a on tylko uśmiechnął się i wyszedł z auta. Obszedł je i otworzył mi drzwi. Zachichotałam i ruszyliśmy za ręce do grupy stojących nieopodal ludzi.
- Oo są już - powiedział jakiś mężczyzna koło pięćdziesiątki - A więc to jest twoja piękna Michelle. Miło cię poznać - podał mi rękę, którą uścisnęłam - Max.
- Miło poznać.
Poznałam wszystkich obecnych i niejaka Luise zabrała mnie ze sobą do jakiegoś pomieszczenia, w którym miała mnie przygotować do sesji. Zobaczyłam tam coś co muszę przyznać, że mnie zaskoczyło. Na wieszaku wisiała gotycka suknia z gorsetem, czarne rękawiczki, a pod nimi stały czarne szpilki. Spojrzałam na strój z nieukrytym zdziwieniem.
- Podoba ci się? - zapytała Luise,przyglądając mi się uważnie - Jeśli nie to mogę poszukać czegoś innego.
- Nie musisz, jest świetna - uśmiechnęłam się do niej szczerze - Pomożesz mi ją założyć?
Dziewczyna wyraźnie się rozchmurzyła i pomogła mi ubrać czarne cudo. Później kazała mi usiąść na krześle i zajęła się moim makijażem. Po jakiś 15 minutach obróciła mnie przodem do lustra i rozczesała mi włosy. Miałam typowo gotycki makijaż tj. biała skóra, oczy pomalowane jak Taylor Momsen i bordową szminkę na ustach, a moje rude włosy luźno puszczone na ramionach.
- I jak? - zapytała Luise z nadzieją w głosie - Podoba się?
- Bardzo - odpowiedziałam z wielkim uśmiechem - Dziękuję, jesteś świetna.
- Dzięki, a teraz idź już, bo na ciebie czekają.
Podniosłam się z krzesła i ruszyłam na miejsce, w którym miały być robione zdjęcia. O dziwo, zamiast mnóstwa osób, które były tam wcześniej, teraz znajdowali się tylko Andy i Max. Mój mąż ubrany był w biała wiązaną pod szyją koszulę, takie jak były w średniowieczu, czarne rurki i czarne, skórzane kowbojki. Wyglądał jak średniowieczny szlachcic.
- Wyglądasz pięknie - powiedział Andy podchodząc do mnie i całując w policzek.
- Kogo my tu mamy? - zaśmiał się Max - Jejku, jesteś jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie w życiu miałem przyjemność fotografować.
Poczułam, że robię się czerwona, ale lekko się uśmiechnęłam i czekałam na instrukcję, co mam robić. Max kazał mi iść na balkon, który wyglądał jakby zaraz miał się zawalić, więc trochę się bałam, ale weszłam na niego, a Andy klęknął pod nim, trzymając w rękach bukiet białych róż. Kazano mi udawać zaskoczenie, więc zasłoniłam usta dłonią. Następnie miałam biegnąć wprost w ramiona ukochanego. To 'zadanie' musiałam wykonać kilka razy, żeby mieć jak najlepsze ujęcia. Po ok. godzinie pozowania i wygłupiania się przed kamerą skończyliśmy, a Max powiedział, że zdjęcia ukażą się za dwa dni na jego stronie, a za tydzień w gazecie. Podziękowaliśmy i przebraliśmy się w nasze codzienne stroje i ruszyliśmy do samochodu. Gdy Biersack próbował odpalić okazało się, że geniusz zapomniał zatankować i nie mamy paliwa. Zdecydowaliśmy wrócić na nogach do domu, a chłopcy później pojadą po samochód. Szliśmy trzymając się za ręce i rozmawiając o wszystkich, gdy nagle mój mąż zauważył fontannę. Bez dłuższego zastanowienia wskoczyliśmy do niej skacząc i tańcząc jak małe dzieci. Po jakiś 5 minutach obok nas pojawiły się przeróżne osoby. Niektórzy bawili się z nami, inni patrzyli jak na idiotów. Jakże świetną zabawę przerwał telefon Andy'ego. Chłopak wyszedł z fontanny i rozmawiał z kimś przez chwilę i nagle pobladł. Szybko do niego podeszłam i zapytałam co się stało.
- Sammi jest w szpitalu. Została zgwałcona i może umrzeć
~ ~ ~ ~
Nie bijcie, proszę.
1. Zakochanie się ze wzajemnością
2. Piękny ślub
3. Założenie szczęśliwej rodziny (mąż i dzieci (koniecznie syn))
4. Pocałunek w deszczu
5. Zaśpiewanie na scenie przed dużą ilością ludzi
6. Taniec w fontannie
8. Prawdziwa sesja zdjęciowa
12. Tatuaż
15. Nauczyć się grać na gitarze
16. Spędzić noc na plaży
- Nie, dam radę - powiedziałam cicho - Za 10 minut będę gotowa.
- Martwię się o ciebie - szepnął i wyszedł.
Podniosłam się z ziemi i podeszłam do lustra. Zobaczyłam w nim rudowłosą, chudą dziewczynę o wręcz białej skórze. Osoba ta nie przypominała mnie z przed choroby. Jej skóra była cienka jak pergamin, a prawie czarne oczy straciły blask. Nie mogłam patrzeć na osobę, którą się stałam więc odwróciłam wzrok na dół. Poprawiłam swój strój, na który składała się granatowa koszula i skórzana spódnica. Do tego czarne buty na obcasie z ćwiekami o czarna bandana. Wyszłam z łazienki, a wszystkie oczy skierowały się na mnie.
- No mała, tu masz tekst piosenki, którą zaśpiewasz - uśmiechnął się Andy, podając mi tekst piosenki. Dziwne, że dowiedziałam się co zaśpiewam, dopiero pół godziny przed występem, ale chłopcy stwierdzili, że jako żona wokalisty i BVB Army powinnam być przygotowana na wszystko.
- Rebel Love Song? - zapytałam z niedowierzaniem - Liczyłam na coś mniej o.. miłości.
- A co, przeszkadza ci to? - zapytał mój mąż - Jak chcesz to mogę zmienić.
- Nie no spoko - uśmiechnęłam się krzywo i usiadłam na kanapie. Kilka razy powtórzyłam tekst piosenki i czekałam. Nagle poczułam, że robi mi się niedobrze i szybko wbiegłam do łazienki. Podczas, gdy ja czułam, że wypluwam wnętrzności obok mnie pojawił się Biersack i podtrzymywał moje włosy.
- To na prawdę głupie, że tak źle się czujesz, a mimo to chcesz zaśpiewać - prawił mi kazanie - Naprawdę lepiej będzie jeśli to przełożymy. Co jeśli zechce ci się wymiotować na scenie? Armia nie będzie zadowolona, jeśli zostaną obrzygani przez panią Biersack.
- Dam radę - powtórzyłam po raz kolejny i podniosłam się z ziemi.
Podeszłam do umywalki i przepłukałam usta. Andy stanął za mną i mocno mnie przytulił.
- Andy wychodzimy! - usłyszeliśmy krzyk Jinxxa.
- Wierzę w ciebie - wyszeptał całując mnie w policzek i wyszedł.
Po chwili zrobiłam to samo. Sammi siedziała na fotelu i gdy tylko mnie zobaczyła wstała i mocno mnie przytuliła.
- Na pewno dasz radę? - zapytała - Nie wypuszczę cię, jeśli będę miała pewność, że dasz radę śpiewać i nie zasłabniesz na scenie.
- Dam radę - mruknęłam - Mogę ci zaśpiewać jak chcesz.
- No dawaj - skrzyżowała ręce na piersi - Chcę tego usłyszeć.
- Never gonna' change my mind.. We can't leave it all behind - zaśpiewałam - Nothin's gonna' stop us. No not this time. So..
- Dobra wystarczy - przerwała mi - Dasz radę.
Zaśmiałam się zwycięsko i wyszłam ruszając za kulisy. Chłopcy grali świetnie jak zawsze. W końcu nadeszła moja kolej. Muzyka przestała grać a Andy zaczął mówić.
- Następną piosenkę zaśpiewa wam ktoś wyjątkowy. Najważniejsza osoba w moim życiu i ulubiona wokalistka, a mianowicie moja żona Michelle Biersack! Skarbie, chodź tu.
Nagle poczułam, że mam nogi jak z waty. 'W co ty się pakujesz?' zapytałam siebie i wyszłam na scenę. Andy oddał mi swój mikrofon, a sam poszedł za kulisy.
- Jak się bawicie!? - wydarłam się do mikrofonu i usłyszałam krzyki BVB Army. Adrenalina podskoczyła mi 2krotnie, a chłopcy zaczęli grać.
- I cannot hide, what's on my mind. I feel it burning deep inside - śpiewałam biegając po scenie, skacząc i ogóle - The passion crime to take what's mine. Let's us start living for today.
Muszę przyznać, że szło mi całkiem nieźle. Tłum śpiewał ze mną, a ja czułam się coraz bardziej pewna. Przed ostatnim refrenem poczułam, że robi mi się nie dobrze, ale powstrzymałam to i dokończyłam piosenkę.
- Jesteście najlepsi! Kocham was! - wydarłam się resztkami sił. Byłam strasznie zmęczona po jednej piosence. Nie wiem jak Andy wytrzymuje cały koncert. No tak, on jest przyzwyczajony, a do tego ja jestem chora i bardzo szybko się męczę - Panie Biersack? Fani na ciebie czekają!
Andy pojawił się na scenie, a tłum oszalał jeszcze bardziej. Czując nawrót wymiotów zbiegłam ze sceny. Usłyszałam jeszcze tylko 'Czyż ona nie jest zajebista?' i zaczęła się następna piosenka. Nie jestem w 100% pewna jaka, ponieważ byłam zajęta wymiotowaniem.
- Dałaś radę - do toalety wbiegła Sammi. Podtrzymując mi włosy chwaliła występ - W pewnym momencie zrobiłaś się tak blada, że myśleliśmy, że albo zwymiotujesz na scenie, albo z niej uciekniesz. Jestem z ciebie dumna.
Uśmiechnęłam się do niej krzywo i ruszyłam się z ziemi. Po ogarnięciu się usiadłam na kanapie i czekałam na zakończenie występu.
- To gotowa na pierwszą lekcję gry na gitarze? - zapytał Jake - No to pierwsze wybierz sobie gitarę, na której chcesz się uczyć.
Rozentuzjazmowana podeszłam do ściany, na której wisiało z 10 gitar. Wybrałam zwykłą czarną i taką samą podałam Jake'owi. Obie podłączył do wzmacniacza i pokazał mi jak prawidłowo trzyma się wiosło. Na początku pokazywał proste akordy, później proste melodie, aż w końcu nauczyłam się zagrać 2 piosenki Black Veil Brides. Mianowicie The Legacy i New Religion. Miałam mały problem z solami (Za chuja nie wiem jak to się odmienia).
- Jesteś zajebista! - zaśmiał się Jake - Uczyłem kiedyś kilku osób grać, ale ty najszybciej załapałaś.
- Dzięki - uśmiechnęłam się, lekko czerwieniąc - To wcale nie takie trudne, jak mi się wydawało.
Usłyszeliśmy pukanie do drzwi.
- Kochanie? - do pokoju wszedł Andy - Za pół godziny mamy być u fotografa, więc wiesz..
- Tak, już idę - odpowiedziałam i podeszłam do Pitts'a - Dzięki, dzięki!
Rzuciłam mu się na szyję, wywracając na łóżko.
- Mała, Andy prosi, żebyś się pośpieszyła - w pokoju pojawił się Ash.
Spojrzał na nas z miną, przez którą z Jake'iem wybuchnęliśmy śmiechem.
- Dobra, ja idę, bo mój mąż się wkurwi - wyszczerzyłam się schodząc z przyjaciela - Jeszcze raz dzięki.
Wyszłam z pokoju razem z Purdym i udałam się na dół. Andy stał oparty o ścianę z telefonem w ręku.Powiedziałam, że możemy iść i ruszyliśmy. Podczas drogi Andy powiedział, że to będzie nasza wspólna sesja i zapytał czy mam jakiś problem z wężami. Zdziwiona odpowiedziałam, że nie a on uśmiechnął się i stwierdził, że to bardzo dobrze. W końcu dojechaliśmy na miejsce. Byliśmy przed jakimiś ruinami zamku. Spojrzałam na Andy'ego pytająco, a on tylko uśmiechnął się i wyszedł z auta. Obszedł je i otworzył mi drzwi. Zachichotałam i ruszyliśmy za ręce do grupy stojących nieopodal ludzi.
- Oo są już - powiedział jakiś mężczyzna koło pięćdziesiątki - A więc to jest twoja piękna Michelle. Miło cię poznać - podał mi rękę, którą uścisnęłam - Max.
- Miło poznać.
Poznałam wszystkich obecnych i niejaka Luise zabrała mnie ze sobą do jakiegoś pomieszczenia, w którym miała mnie przygotować do sesji. Zobaczyłam tam coś co muszę przyznać, że mnie zaskoczyło. Na wieszaku wisiała gotycka suknia z gorsetem, czarne rękawiczki, a pod nimi stały czarne szpilki. Spojrzałam na strój z nieukrytym zdziwieniem.
- Podoba ci się? - zapytała Luise,przyglądając mi się uważnie - Jeśli nie to mogę poszukać czegoś innego.
- Nie musisz, jest świetna - uśmiechnęłam się do niej szczerze - Pomożesz mi ją założyć?
Dziewczyna wyraźnie się rozchmurzyła i pomogła mi ubrać czarne cudo. Później kazała mi usiąść na krześle i zajęła się moim makijażem. Po jakiś 15 minutach obróciła mnie przodem do lustra i rozczesała mi włosy. Miałam typowo gotycki makijaż tj. biała skóra, oczy pomalowane jak Taylor Momsen i bordową szminkę na ustach, a moje rude włosy luźno puszczone na ramionach.
- I jak? - zapytała Luise z nadzieją w głosie - Podoba się?
- Bardzo - odpowiedziałam z wielkim uśmiechem - Dziękuję, jesteś świetna.
- Dzięki, a teraz idź już, bo na ciebie czekają.
Podniosłam się z krzesła i ruszyłam na miejsce, w którym miały być robione zdjęcia. O dziwo, zamiast mnóstwa osób, które były tam wcześniej, teraz znajdowali się tylko Andy i Max. Mój mąż ubrany był w biała wiązaną pod szyją koszulę, takie jak były w średniowieczu, czarne rurki i czarne, skórzane kowbojki. Wyglądał jak średniowieczny szlachcic.
- Wyglądasz pięknie - powiedział Andy podchodząc do mnie i całując w policzek.
- Kogo my tu mamy? - zaśmiał się Max - Jejku, jesteś jedną z najpiękniejszych kobiet, jakie w życiu miałem przyjemność fotografować.
Poczułam, że robię się czerwona, ale lekko się uśmiechnęłam i czekałam na instrukcję, co mam robić. Max kazał mi iść na balkon, który wyglądał jakby zaraz miał się zawalić, więc trochę się bałam, ale weszłam na niego, a Andy klęknął pod nim, trzymając w rękach bukiet białych róż. Kazano mi udawać zaskoczenie, więc zasłoniłam usta dłonią. Następnie miałam biegnąć wprost w ramiona ukochanego. To 'zadanie' musiałam wykonać kilka razy, żeby mieć jak najlepsze ujęcia. Po ok. godzinie pozowania i wygłupiania się przed kamerą skończyliśmy, a Max powiedział, że zdjęcia ukażą się za dwa dni na jego stronie, a za tydzień w gazecie. Podziękowaliśmy i przebraliśmy się w nasze codzienne stroje i ruszyliśmy do samochodu. Gdy Biersack próbował odpalić okazało się, że geniusz zapomniał zatankować i nie mamy paliwa. Zdecydowaliśmy wrócić na nogach do domu, a chłopcy później pojadą po samochód. Szliśmy trzymając się za ręce i rozmawiając o wszystkich, gdy nagle mój mąż zauważył fontannę. Bez dłuższego zastanowienia wskoczyliśmy do niej skacząc i tańcząc jak małe dzieci. Po jakiś 5 minutach obok nas pojawiły się przeróżne osoby. Niektórzy bawili się z nami, inni patrzyli jak na idiotów. Jakże świetną zabawę przerwał telefon Andy'ego. Chłopak wyszedł z fontanny i rozmawiał z kimś przez chwilę i nagle pobladł. Szybko do niego podeszłam i zapytałam co się stało.
- Sammi jest w szpitalu. Została zgwałcona i może umrzeć
~ ~ ~ ~
Nie bijcie, proszę.
7. Rejs po Wenecji z ukochanym
9. Pływanie z delfinami
10. Seks w plenerze
11. Zajebista impreza na Ibizie
13. Wycieczka po Europie
14. Skok na bugnee
17. Skoczyć z klifu do morza
18. Zdjęcie ze Statuą Wolności
19. Zdjęcie pod wieżą Eiffla
20. Chłopak robi specjalnie dla mnie striptiz
środa, 5 lutego 2014
#33 - Lista
Stałem jak słup i patrzyłem na moją kochaną jak na idiotkę. Nie, to przecież niemożliwe! Ona nie umrze.. Musi być jakiś sposób, błagam!
- Ale przecież jesteś wampirem.. - odezwał się Ash stając obok Michelle.
- No tak, to jest taka.. ym wampirza choroba - mruknęła moja ukochana lekko się uśmiechając. Kurwa czemu ona się uśmiecha, przecież to straszne - Jeśli wampir wypiję krew kogoś chorego na HIV, białaczkę i tym podobne, jest szansa, że zachoruję na taką wampirzą chorobę przez którą umiera po roku. Jako, że wypiłam krew chorego, gdy byłam w 6 miesiącu ciąży z Jasperem, a on ma już 3 miesiące, czyli łatwo się domyślić, że zostało mi pół roku życia. Pewnie zastanawiacie się, skąd wiem, że akurat wtedy wypiłam?
Wszyscy przytaknęli, a Chellie dalej mówiła swój monolog.
- No cóż, pamiętacie jak wtedy co chwila wymiotowałam krwią i wszyscy przejmowali się czy nic nie jest dziecku? To był objaw tego, że mój organizm próbował pozbyć się szkodliwej krwi. Pozbyłam jej się tyle, żeby nie zarazić Młodego, ale za mało by uratować siebie.
- Tak.. bardzo mi przykro - wyszeptałem, podchodząc do swojej żony i mocno ją przytulając.
Rozpłakałem się, jak małe dziecko, wciągając zapach jej włosów. Jeśli umrze, ja... ja się zabiję. Nie dam rady bez niej, po prostu nie dam.
- Ludzie, możecie mi coś obiecać? - zapytała Michelle odsuwając się ode mnie i patrząc na zapłakane twarze każdego z nas.
- Po pierwsze nie płaczcie - powiedziała uśmiechając się pocieszająco - Po drugie obiecajcie mi, że najbliższe pół roku, będzie najlepszym czasem w moim życiu. Po trzecie, jeśli ktoś będzie się nade mną użalał to za pół roku urządzę mu takie Paranormal Activity, że wysra wnętrzności ze strachu, zrozumiano?
- Zrozumiano - przytaknęliśmy.
- Dobra to jeszcze jedna rzecz - dawno nie słyszałem, żeby moja Michelle miała taki słowotok - Nie nazywać dzieci moimi imionami! A teraz pozwólcie, że pójdę do swojego syna.
Michelle odwróciła się do wszystkich tyłem i ruszyła na górę.
~ Perspektywa Michelle ~
Nie płacz, nie płacz, nie płacz - mówiłam do siebie w myślach. Mimo, że rozjebywało mnie od środka na samą myśl, że za 6 miesięcy ich wszystkich stracę. Weszłam do pokoju mojego syna i zobaczyłam to śliczne maleństwo z szeroko otwartymi oczami.
- Dzień dobry, skarbie - wysiliłam się na uśmiech - Chodź tu do mamusi.
Podniosłam Jazza wysoko do góry, robiąc tak zwany 'samolocik'. Mały śmiał się słodko, przez co ja również się śmiałam.
- Mała, możemy pogadać? - zapytał Andy - Proszę?
- Jasne, mów - powiedziałam, kładąc syna z powrotem do łóżeczka i krzyżując ręce na piersi.
- Dlaczego jesteś taka spokojna? - zaskoczył mnie tym pytaniem - Dlaczego nie płaczesz, ani nic? Wszyscy są załamani, a ty się uśmiechasz i w ogóle?
- No a dlaczego mam być smutna? - odpowiedziałam pytaniem - Swojego losu nie zmienię, a nie chcę spędzić tych ostatnich miesięcy na płaczu i użalaniu się nad sobą, tak więc błagam nie próbuj mnie pocieszać. Będzie dobrze? Przecież ja to wiem.
- Ale ja nie dam rady bez ciebie - krzyknął ze łzami w oczach - Ja się zabiję.
- Nie zrobisz tego! - złapałam go za ramiona - Widzisz to dziecko w łóżeczku? Ono po mojej śmierci będzie potrzebować ojca. A i jeszcze jedno. Rzucasz palenie.
- Co? - zdziwił się - Nie rzucę tego!
- Jeśli choć trochę zależy ci na mnie i Jasperze, rzucisz.
- Ale dlaczego?
- Bo wiesz co jest głównym powodem raka płuc? Palenie.
- Dobra, rozumiem, przestanę - zgodził się, przytulając mnie mocno - Kocham cię.
- Wiem o tym - uśmiechnęłam się szeroko - Pokazać ci coś?
- No jasne - powiedział, krzywo się uśmiechając.
Pociągnęłam go do pokoju i zaczęłam grzebać pod łóżkiem. Wyciągnęłam z pod niego grubą, czarną teczkę i podałam ją mojemu ukochanemu. Otworzył ją i uśmiechnął się szeroko.
- To ja? - zapytał przyglądając się mojemu szkicowi.
- Nie to twój zaginiony bliźniak - zachichotałam.
- Jezu jaki piękny - szepnął - Znaczy nie ja, ale ten rysunek.
Andy zaczął oglądać inne moje rysunki, aż znalazł zeszyt. Był to mój paiętnik. Znajdowały się tam moje teksty piosenek, wiersze, różne opisy, moje ulubione piosenki, cytaty i tym podobne. Jego uwagę przykuła moja lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią.
1. Zakochanie się ze wzajemnością
2. Piękny ślub
3. Założenie szczęśliwej rodziny (mąż i dzieci (koniecznie syn))
4. Pocałunek w deszczu
- Ale przecież jesteś wampirem.. - odezwał się Ash stając obok Michelle.
- No tak, to jest taka.. ym wampirza choroba - mruknęła moja ukochana lekko się uśmiechając. Kurwa czemu ona się uśmiecha, przecież to straszne - Jeśli wampir wypiję krew kogoś chorego na HIV, białaczkę i tym podobne, jest szansa, że zachoruję na taką wampirzą chorobę przez którą umiera po roku. Jako, że wypiłam krew chorego, gdy byłam w 6 miesiącu ciąży z Jasperem, a on ma już 3 miesiące, czyli łatwo się domyślić, że zostało mi pół roku życia. Pewnie zastanawiacie się, skąd wiem, że akurat wtedy wypiłam?
Wszyscy przytaknęli, a Chellie dalej mówiła swój monolog.
- No cóż, pamiętacie jak wtedy co chwila wymiotowałam krwią i wszyscy przejmowali się czy nic nie jest dziecku? To był objaw tego, że mój organizm próbował pozbyć się szkodliwej krwi. Pozbyłam jej się tyle, żeby nie zarazić Młodego, ale za mało by uratować siebie.
- Tak.. bardzo mi przykro - wyszeptałem, podchodząc do swojej żony i mocno ją przytulając.
Rozpłakałem się, jak małe dziecko, wciągając zapach jej włosów. Jeśli umrze, ja... ja się zabiję. Nie dam rady bez niej, po prostu nie dam.
- Ludzie, możecie mi coś obiecać? - zapytała Michelle odsuwając się ode mnie i patrząc na zapłakane twarze każdego z nas.
- Po pierwsze nie płaczcie - powiedziała uśmiechając się pocieszająco - Po drugie obiecajcie mi, że najbliższe pół roku, będzie najlepszym czasem w moim życiu. Po trzecie, jeśli ktoś będzie się nade mną użalał to za pół roku urządzę mu takie Paranormal Activity, że wysra wnętrzności ze strachu, zrozumiano?
- Zrozumiano - przytaknęliśmy.
- Dobra to jeszcze jedna rzecz - dawno nie słyszałem, żeby moja Michelle miała taki słowotok - Nie nazywać dzieci moimi imionami! A teraz pozwólcie, że pójdę do swojego syna.
Michelle odwróciła się do wszystkich tyłem i ruszyła na górę.
~ Perspektywa Michelle ~
Nie płacz, nie płacz, nie płacz - mówiłam do siebie w myślach. Mimo, że rozjebywało mnie od środka na samą myśl, że za 6 miesięcy ich wszystkich stracę. Weszłam do pokoju mojego syna i zobaczyłam to śliczne maleństwo z szeroko otwartymi oczami.
- Dzień dobry, skarbie - wysiliłam się na uśmiech - Chodź tu do mamusi.
Podniosłam Jazza wysoko do góry, robiąc tak zwany 'samolocik'. Mały śmiał się słodko, przez co ja również się śmiałam.
- Mała, możemy pogadać? - zapytał Andy - Proszę?
- Jasne, mów - powiedziałam, kładąc syna z powrotem do łóżeczka i krzyżując ręce na piersi.
- Dlaczego jesteś taka spokojna? - zaskoczył mnie tym pytaniem - Dlaczego nie płaczesz, ani nic? Wszyscy są załamani, a ty się uśmiechasz i w ogóle?
- No a dlaczego mam być smutna? - odpowiedziałam pytaniem - Swojego losu nie zmienię, a nie chcę spędzić tych ostatnich miesięcy na płaczu i użalaniu się nad sobą, tak więc błagam nie próbuj mnie pocieszać. Będzie dobrze? Przecież ja to wiem.
- Ale ja nie dam rady bez ciebie - krzyknął ze łzami w oczach - Ja się zabiję.
- Nie zrobisz tego! - złapałam go za ramiona - Widzisz to dziecko w łóżeczku? Ono po mojej śmierci będzie potrzebować ojca. A i jeszcze jedno. Rzucasz palenie.
- Co? - zdziwił się - Nie rzucę tego!
- Jeśli choć trochę zależy ci na mnie i Jasperze, rzucisz.
- Ale dlaczego?
- Bo wiesz co jest głównym powodem raka płuc? Palenie.
- Dobra, rozumiem, przestanę - zgodził się, przytulając mnie mocno - Kocham cię.
- Wiem o tym - uśmiechnęłam się szeroko - Pokazać ci coś?
- No jasne - powiedział, krzywo się uśmiechając.
Pociągnęłam go do pokoju i zaczęłam grzebać pod łóżkiem. Wyciągnęłam z pod niego grubą, czarną teczkę i podałam ją mojemu ukochanemu. Otworzył ją i uśmiechnął się szeroko.
- To ja? - zapytał przyglądając się mojemu szkicowi.
- Nie to twój zaginiony bliźniak - zachichotałam.
- Jezu jaki piękny - szepnął - Znaczy nie ja, ale ten rysunek.
Andy zaczął oglądać inne moje rysunki, aż znalazł zeszyt. Był to mój paiętnik. Znajdowały się tam moje teksty piosenek, wiersze, różne opisy, moje ulubione piosenki, cytaty i tym podobne. Jego uwagę przykuła moja lista rzeczy do zrobienia przed śmiercią.
5. Zaśpiewanie na scenie przed dużą ilością ludzi
6. Taniec w fontannie
7. Rejs po Wenecji z ukochanym
8. Prawdziwa sesja zdjęciowa
9. Pływanie z delfinami
10. Seks w plenerze
11. Zajebista impreza na Ibizie
12. Tatuaż
13. Wycieczka po Europie
14. Skok na bugnee
15. Nauczyć się grać na gitarze
16. Spędzić noc na plaży
17. Skoczyć z klifu do morza
18. Zdjęcie ze Statuą Wolności
19. Zdjęcie pod wieżą Eiffla
20. Chłopak robi specjalnie dla mnie striptiz
15. Nauczyć się grać na gitarze
16. Spędzić noc na plaży
17. Skoczyć z klifu do morza
18. Zdjęcie ze Statuą Wolności
19. Zdjęcie pod wieżą Eiffla
20. Chłopak robi specjalnie dla mnie striptiz
- Zapowiada się ciekawe pół roku.
Biersack wyciągnął telefon i wybrał jakiś numer.
- Halo Mike, tu Andy - cisza - Tak, tak.Nie, nie ja, tylko moja żona. No tak mam - znowu chwila ciszy - Jutro? Ok dzięki to do zobaczenia.
- Jutro o 10 idziemy cię tatuować - wyszczerzył się - Masz już wybrany wzór?
- Yhm.. No w sumie to tak - odpowiedziałam z równie wielkim uśmiechem - Chcę na żebrach napisz 'Nothing Last Forever' tylko nie wiem jaką czcionką.
- Czcionka to żaden problem. Mike ma w studiu miliony czcionek do wyboru.
- To świetnie. Idziemy na spacer?
- Jasne, a bierzemy Jazza ze sobą?
- Niee - pokręciłam przecząco głową - Jest zimno, a on trochę kaszle. Nie chcę, żeby zachorował.
- Ok.
Zeszliśmy na dół i poprosiliśmy Sammi, żeby w razie czegoś zajęła się Małym. Doll oczywiście się zgodziła. Szliśmy jakieś 40 minut, aż w końcu doszliśmy na jakąś dziwnie pustą plaże, na której nigdy nie byłam. Andy usiadł na piasku, a po chwili ja zrobiłam to samo.
- Nigdy tu nie byłam - przyznałam.
- No wiem - uśmiechnął się - Teraz już nikt tu nie przychodzi.
- Dziwne, przecież tu jest pięknie.
- Dlatego cię tu zabrałem.
Rozmawialiśmy jakiś czas, gdy nagle znacznie się ochłodziło. Andy przyciągnął mnie do siebie i cmoknął we włosy. Usiadłam mu na kolanach i zaczęłam całować.
- Kocham cię - wymruczał Andy.
Wyszczerzyłam się, ściągając jego koszulkę.
- Gotowa? - zapytał Andy, trzymając mnie za rękę. Staliśmy przed salonem tatuażu przyjaciela mojego męża.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się otwierając drzwi. Pomieszczenie miało czerwone ściany i ciemną, drewnianą podłogę. Na ścianach było dużo rysunków. Pomieszczenie było podzielone na 2 mniejsze. W pierwszym stało biurko, a pod oknem stała czarna kanapa. Przed kanapą znajdował się stół z kilkoma albumami. W drugim pomieszczeniu było miejsce, w którym robiona tatuaże. Kozetka, przyrządy do tatuowania, farby.. Standard. Przy biurku siedział dość wysoki, długowłosy blondyn. Dzięki bezrękawnikowi i szortom można było przyjrzeć się jego wytatuowanym rękom, nogom, a nawet szyi.
- Dobry! - przywitałam się z mężczyzną, lekko się uśmiechając.
- Witam - odwzajemnił uśmiech i podszedł do Andy'ego, któremu podał rękę.
- No siema, to jest moja żona Michelle - wskazał na mnie - A to Michael, mój przyjaciel i tatuażysta.
Podaliśmy sobie ręce.
- A więc to Ciebie będę tatuował. Jaki byś chciała wzór?
- Na żebrach napis 'Nothing Last Forever', tylko zastanawiam się nad czcionką.
- Okej, wzory masz w pierwszym albumie - uśmiechnął się, wskazując na stół - Jeśli chcesz cokolwiek wiedzieć, pytaj.
- Oks, dzięki.
Usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać. W końcu wybrałam wzór i pokazałam go Mike'owi. Chłopak naszkicował obrazek i pokazał mi go.
1. Zakochanie się ze wzajemnością
2. Piękny ślub
3. Założenie szczęśliwej rodziny (mąż i dzieci (koniecznie syn))
4. Pocałunek w deszczu
10. Seks w plenerze
12. Tatuaż
- To świetnie. Idziemy na spacer?
- Jasne, a bierzemy Jazza ze sobą?
- Niee - pokręciłam przecząco głową - Jest zimno, a on trochę kaszle. Nie chcę, żeby zachorował.
- Ok.
Zeszliśmy na dół i poprosiliśmy Sammi, żeby w razie czegoś zajęła się Małym. Doll oczywiście się zgodziła. Szliśmy jakieś 40 minut, aż w końcu doszliśmy na jakąś dziwnie pustą plaże, na której nigdy nie byłam. Andy usiadł na piasku, a po chwili ja zrobiłam to samo.
- Nigdy tu nie byłam - przyznałam.
- No wiem - uśmiechnął się - Teraz już nikt tu nie przychodzi.
- Dziwne, przecież tu jest pięknie.
- Dlatego cię tu zabrałem.
Rozmawialiśmy jakiś czas, gdy nagle znacznie się ochłodziło. Andy przyciągnął mnie do siebie i cmoknął we włosy. Usiadłam mu na kolanach i zaczęłam całować.
- Kocham cię - wymruczał Andy.
Wyszczerzyłam się, ściągając jego koszulkę.
- Gotowa? - zapytał Andy, trzymając mnie za rękę. Staliśmy przed salonem tatuażu przyjaciela mojego męża.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się otwierając drzwi. Pomieszczenie miało czerwone ściany i ciemną, drewnianą podłogę. Na ścianach było dużo rysunków. Pomieszczenie było podzielone na 2 mniejsze. W pierwszym stało biurko, a pod oknem stała czarna kanapa. Przed kanapą znajdował się stół z kilkoma albumami. W drugim pomieszczeniu było miejsce, w którym robiona tatuaże. Kozetka, przyrządy do tatuowania, farby.. Standard. Przy biurku siedział dość wysoki, długowłosy blondyn. Dzięki bezrękawnikowi i szortom można było przyjrzeć się jego wytatuowanym rękom, nogom, a nawet szyi.
- Dobry! - przywitałam się z mężczyzną, lekko się uśmiechając.
- Witam - odwzajemnił uśmiech i podszedł do Andy'ego, któremu podał rękę.
- No siema, to jest moja żona Michelle - wskazał na mnie - A to Michael, mój przyjaciel i tatuażysta.
Podaliśmy sobie ręce.
- A więc to Ciebie będę tatuował. Jaki byś chciała wzór?
- Na żebrach napis 'Nothing Last Forever', tylko zastanawiam się nad czcionką.
- Okej, wzory masz w pierwszym albumie - uśmiechnął się, wskazując na stół - Jeśli chcesz cokolwiek wiedzieć, pytaj.
- Oks, dzięki.
Usiadłam na kanapie i zaczęłam oglądać. W końcu wybrałam wzór i pokazałam go Mike'owi. Chłopak naszkicował obrazek i pokazał mi go.
- Piękny - uśmiechnęłam się szeroko - No to zaczynamy?
- Jasne - pociągnął mnie na kozetkę - Ściągnij koszulkę i połóż się.
Wykonałam polecenie. Mike przyłożył mi wzór ok. 15 cm pod pachą.
- Może być tu? - przytaknęłam - Ok no to do roboty.
Poczułam ból. Wielki ból. Słyszałam, że robienie tatuażu w tym miejscu boli, więc spodziewałam się tego. Zacisnęłam zęby i czekałam na koniec. Gdy Mike w końcu skończył i pozwolił mi zobaczyć tatuaż zaczęłam się cieszyć jak głupia. Wyglądał dokładnie tak jak chciałam. Niewiele myśląc rzuciłam się tatuażyście na szyję dziękując. Chłopaki się ze mnie śmiali ale nie obchodziło mnie to. Gdy w końcu się ogarnęłam i ubrałam mogliśmy iść. Andy chciał zapłacić, ale Mike stwierdził, że dla tak ślicznej i zajebistej dziewczyny jak ja pierwszy tatuaż za darmo. Jeszcze raz podziękowałam i ruszyliśmy do domu.
~ ~ ~ ~
Dzieeeeń dobry!
No i jest kolejny rozdział. Nie chcę go oceniać, więc zostawiam to wam.
Teraz pod każdym rozdziałem będzie się pojawiała lista. Im bliżej końca opowiadania, tym mniej punktów na liście. Po liście pojawią się jeszcze może 2-3 rozdziały i epilog. Nie bijcie ; /
No ale na razie do następnego ;3
Czekam na komentarze ^^
5. Zaśpiewanie na scenie przed dużą ilością ludzi
6. Taniec w fontannie
7. Rejs po Wenecji z ukochanym
8. Prawdziwa sesja zdjęciowa
9. Pływanie z delfinami
11. Zajebista impreza na Ibizie
13. Wycieczka po Europie
14. Skok na bugnee
15. Nauczyć się grać na gitarze
16. Spędzić noc na plaży
17. Skoczyć z klifu do morza
18. Zdjęcie ze Statuą Wolności
19. Zdjęcie pod wieżą Eiffla
20. Chłopak robi specjalnie dla mnie striptiz
15. Nauczyć się grać na gitarze
17. Skoczyć z klifu do morza
18. Zdjęcie ze Statuą Wolności
19. Zdjęcie pod wieżą Eiffla
20. Chłopak robi specjalnie dla mnie striptiz
wtorek, 28 stycznia 2014
#32 - 6 miesięcy
Obudziłam się koło 14, obudzona przez płacz leżącego obok mnie Jaspera. Ledwo świadoma przyłożyłam syna do piersi, domyślając się, że pewnie jest głodny.
- Dzień dobry - usłyszałam głos mojego męża - Jak się spało?
- No hej, całkiem nieźle - uśmiechnęłam się do niego - Co Mały tu robi?
- Przyniosłem go w nocy, bo płakał. A co przeszkadza ci to?
Pomachałam przecząco głową i usłyszałam szum w głowie.
- Skarbie, źle się czujesz? - zapytał przyglądając mi się badawczo - Jesteś strasznie blada, bardziej niż zwykle. Tak to możliwe.
- Nie jest tak źle - mruknęłam - Trochę mi szumi w głowie.
- Malutka, może dzisiaj odpocznij, a ja się się zajmę młodym.
- Jak chcesz - uśmiechnęłam się lekko i znowu wyłożyłam na poduszki. Andy wstał z łóżka lekko się uśmiechając i podszedł do łóżka. Wyciągnął z szafy szare dresy i moją, wielką, czarną koszulkę. Zabrał małego na ręce i mocno przytulił.
- No młody - wyszczerzył się - My idziemy na dół a mamusia sobie odpocznie. No dalej, pożegnaj się ładnie - złapał małą rączkę naszego syna i pomachał nią w moją stronę, a po chwili wyszli.
Leżałam w łóżku, grając na telefonie w Pou, gdy nagle usłyszałam głośne burczenie w brzuchu. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Zaczęło kręcić mi się w głowie, ale zignorowałam to i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej krótkie, bordowe spodenki i białą bokserkę. Ruszyłam do kuchni, ignorując kręcenie w głowie. Szłam korytarzem, gdy nagle bum! Dostałam z drzwi z pokoju Ashleya i upadłam na ziemie.
- Ou kurwa! - krzyknął Purdy klękając nade mną - Jezus przepraszam! Kurwa, ty krwawisz!
- Oj to nic takiego - mruknęłam łapiąc się za nos - Pomóż mi wstać, dalej już sobie poradzę.
- Jezu przepraszam, przepraszam - powtarzał pomagając mi - Wybacz błagam. Nie chciałem, naprawdę.
- Wybaczam, na serio - uśmiechnęłam się lekko - Dobra idę ogarnąć potok, bo się wykrwawię.
Szłam do łazienki, czując coraz większe obroty w głowie. Jedną ręką opierałam się o ścianę, a drugą trzymałam nos. Weszłam do łazienki i zabrałam ręcznik, który przyłożyłam pod nieustannie krwawiący nos. Do łazienki wszedł Ashley.
- I co? - zapytał i spojrzał na mnie wielkimi oczami - Czemu ten ręcznik jest cały zakrwawiony?
- To nic takiego - mruknęłam zabierając ręcznik sprzed nosa - Podaj mi waciki.
Purdy podszedł do apteczki wiszącej obok drzwi i wyciągnął z niej to o co go prosiłam. Zwinięte waciki włożyłam do nosa. Już bez zawrotów zeszłam na dół.
- Skarbie, co się stało? - zapytał zdziwiony Andy z śpiącym Jasperem na rękach.
- Mały wypadek - uśmiechnęłam się do Ashley'a.
Minęły 3 tygodnie od ślubu. Wciąż mam zawroty głowy, jestem blada i krwawię przy każdej okazji. Do tego szybko się męczę i co chwila pojawiają mi się nowe siniaki przy lekkim stuknięciu się o cokolwiek. Biersack błaga mnie, żebym poszła do lekarza, bo po moim wczorajszym zemdleniu martwi się o mnie bardziej niż wcześniej.
- Skarbie proszę - popatrzyła na mnie prosząco, Sammi - Musisz iść do lekarza. Co jeśli to coś poważnego?
- Eee tam to nic poważnego - uśmiechnęłam się do niej - Na prawdę.
- Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie, ani dla Andy'ego to zrób to dla Jaspera - szepnęła - On nie chcę stracić matki.
- Ale to na prawdę nic takiego.
- Skoro tak myślisz, to dlaczego po prostu tam nie pójdziesz? - podniosła brwi wysoko.
- Bo to strata czasu - odpowiedziała i ominęłam ją.
- Nosz kurwa - zdenerwowała się - Pójdziesz! Jeśli nie to cię kurwa tam zaciągnę. A jeśli sama nie dam rady to wezmę chłopaków i mi pomogą! Nie zachowuj się jak dziecko zrób to.
Spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami. Nigdy na mnie nie krzyczała i co tu dużo mówić, przekonała mnie.
- No dobra pójdę - zgodziłam się - Ale ty pójdziesz ze mną.
Doll zapiszczała z radości i rzuciła mi się na szyję. Pociągnęła mnie za rękę na dół i zaczęła się drzeć, że mnie przekonała. Po jakiejś godzinie ruszyłyśmy do lekarza. Andy chciał jechać z nami, ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak zostanie z Jazzem.
~ Perspektywa Sammi ~
Szłyśmy przez długi, szpitalny korytarz do miejsca, w którym Michy miał mieć wszystkie badania.
- Boisz się? - zapytałam, przytulając ją.
- Nie - odpowiedziała - No może trochę, bo nienawidzę szpitali.
Uśmiechnęłam się do niej pocieszająco, po chwili podszedł do nas starszy, łysy mężczyzna z wielkim wąsem w białym fartuchu.
- Pani Michelle Biersack?
- Co? Aa tak - uśmiechnęła się do mężczyzny - A to Sammi Doll moja przyjaciółka.
- Marian Bailey - podał nam obu rękę - No to zapraszam panią ze sobą. A pani Doll niech tu zaczeka.
Przyjaciółka przytuliła mnie, a ja wyszeptałam ciche Będzie dobrze' i po chwili patrzyłam jak przyjaciółka znika w gabinecie. Usiadłam na krześle i wyciągnęłam telefon. Sprawdziłam twittera, instagrama i zaczęłam grać w 'Dumb Ways To Die'. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Halo?
- Gdzie jesteście? - usłyszałam zatroskany głos Biersack'a - Już was 3 godziny nie ma.
- Serio tak długo? No cóż, dalej ją badają.
- Kurwa, jest na coś chora. Przecież inaczej by jej tak długo nie trzymali.
- Nie jest, na pewno nie.
- Dobra daj znać jak się czegoś dowiesz.
- Yhym papa.
Siedziałam na tym krześle jeszcze z pół godziny, gdy nagle zobaczyłam ją. Michelle wyszła z gabinetu z łzami w oczach.
- Mała, co się stało? - zapytałam przytulając ją.
To co usłyszałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
~ Perspektywa Andy'ego ~
Chodziłem po salonie raz w jedną, raz w drugą martwiąc się niemiłosiernie. A co jeśli na prawdę jest chora.
- Weź kurwa usiądź - mruknął siedzący na kanapie Ashley - Nic jej nie jest.
- Mam nadzieję - usiadłem w końcu obok niego.
Po jakiś 40 minutach do domu weszły dziewczyny. Sammi płakała, a Chellie miała dziwnie nieobecny wzrok. Jinxx wstał z kanapy i podszedł do swojej ukochanej, pytając co się stało. Sammi próbowała wyjaśnić, ale mówiła tylko 6 miesięcy w kółko.
- Michelle, co się stało? - zapytałem w końcu, patrząc na moją żonę.
- Jestem chora - odpowiedziała ze spokojem - Za 6 miesięcy umrę.
~ ~ ~ ~
Oto i kolejny rozdział.
Jakiś taki nijaki i nudny. Mam nadzieję, że następne rozdziały będą lepsze.
Martwi mnie ilość komentarzy. Pod poprzednim rozdziałem jest tylko 1 komentarz, a pod jeszcze wcześniejszym nie ma w ogóle.
Czekam ma komentarze i do następnego.
- Dzień dobry - usłyszałam głos mojego męża - Jak się spało?
- No hej, całkiem nieźle - uśmiechnęłam się do niego - Co Mały tu robi?
- Przyniosłem go w nocy, bo płakał. A co przeszkadza ci to?
Pomachałam przecząco głową i usłyszałam szum w głowie.
- Skarbie, źle się czujesz? - zapytał przyglądając mi się badawczo - Jesteś strasznie blada, bardziej niż zwykle. Tak to możliwe.
- Nie jest tak źle - mruknęłam - Trochę mi szumi w głowie.
- Malutka, może dzisiaj odpocznij, a ja się się zajmę młodym.
- Jak chcesz - uśmiechnęłam się lekko i znowu wyłożyłam na poduszki. Andy wstał z łóżka lekko się uśmiechając i podszedł do łóżka. Wyciągnął z szafy szare dresy i moją, wielką, czarną koszulkę. Zabrał małego na ręce i mocno przytulił.
- No młody - wyszczerzył się - My idziemy na dół a mamusia sobie odpocznie. No dalej, pożegnaj się ładnie - złapał małą rączkę naszego syna i pomachał nią w moją stronę, a po chwili wyszli.
Leżałam w łóżku, grając na telefonie w Pou, gdy nagle usłyszałam głośne burczenie w brzuchu. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Zaczęło kręcić mi się w głowie, ale zignorowałam to i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej krótkie, bordowe spodenki i białą bokserkę. Ruszyłam do kuchni, ignorując kręcenie w głowie. Szłam korytarzem, gdy nagle bum! Dostałam z drzwi z pokoju Ashleya i upadłam na ziemie.
- Ou kurwa! - krzyknął Purdy klękając nade mną - Jezus przepraszam! Kurwa, ty krwawisz!
- Oj to nic takiego - mruknęłam łapiąc się za nos - Pomóż mi wstać, dalej już sobie poradzę.
- Jezu przepraszam, przepraszam - powtarzał pomagając mi - Wybacz błagam. Nie chciałem, naprawdę.
- Wybaczam, na serio - uśmiechnęłam się lekko - Dobra idę ogarnąć potok, bo się wykrwawię.
Szłam do łazienki, czując coraz większe obroty w głowie. Jedną ręką opierałam się o ścianę, a drugą trzymałam nos. Weszłam do łazienki i zabrałam ręcznik, który przyłożyłam pod nieustannie krwawiący nos. Do łazienki wszedł Ashley.
- I co? - zapytał i spojrzał na mnie wielkimi oczami - Czemu ten ręcznik jest cały zakrwawiony?
- To nic takiego - mruknęłam zabierając ręcznik sprzed nosa - Podaj mi waciki.
Purdy podszedł do apteczki wiszącej obok drzwi i wyciągnął z niej to o co go prosiłam. Zwinięte waciki włożyłam do nosa. Już bez zawrotów zeszłam na dół.
- Skarbie, co się stało? - zapytał zdziwiony Andy z śpiącym Jasperem na rękach.
- Mały wypadek - uśmiechnęłam się do Ashley'a.
Minęły 3 tygodnie od ślubu. Wciąż mam zawroty głowy, jestem blada i krwawię przy każdej okazji. Do tego szybko się męczę i co chwila pojawiają mi się nowe siniaki przy lekkim stuknięciu się o cokolwiek. Biersack błaga mnie, żebym poszła do lekarza, bo po moim wczorajszym zemdleniu martwi się o mnie bardziej niż wcześniej.
- Skarbie proszę - popatrzyła na mnie prosząco, Sammi - Musisz iść do lekarza. Co jeśli to coś poważnego?
- Eee tam to nic poważnego - uśmiechnęłam się do niej - Na prawdę.
- Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie, ani dla Andy'ego to zrób to dla Jaspera - szepnęła - On nie chcę stracić matki.
- Ale to na prawdę nic takiego.
- Skoro tak myślisz, to dlaczego po prostu tam nie pójdziesz? - podniosła brwi wysoko.
- Bo to strata czasu - odpowiedziała i ominęłam ją.
- Nosz kurwa - zdenerwowała się - Pójdziesz! Jeśli nie to cię kurwa tam zaciągnę. A jeśli sama nie dam rady to wezmę chłopaków i mi pomogą! Nie zachowuj się jak dziecko zrób to.
Spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami. Nigdy na mnie nie krzyczała i co tu dużo mówić, przekonała mnie.
- No dobra pójdę - zgodziłam się - Ale ty pójdziesz ze mną.
Doll zapiszczała z radości i rzuciła mi się na szyję. Pociągnęła mnie za rękę na dół i zaczęła się drzeć, że mnie przekonała. Po jakiejś godzinie ruszyłyśmy do lekarza. Andy chciał jechać z nami, ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak zostanie z Jazzem.
~ Perspektywa Sammi ~
Szłyśmy przez długi, szpitalny korytarz do miejsca, w którym Michy miał mieć wszystkie badania.
- Boisz się? - zapytałam, przytulając ją.
- Nie - odpowiedziała - No może trochę, bo nienawidzę szpitali.
Uśmiechnęłam się do niej pocieszająco, po chwili podszedł do nas starszy, łysy mężczyzna z wielkim wąsem w białym fartuchu.
- Pani Michelle Biersack?
- Co? Aa tak - uśmiechnęła się do mężczyzny - A to Sammi Doll moja przyjaciółka.
- Marian Bailey - podał nam obu rękę - No to zapraszam panią ze sobą. A pani Doll niech tu zaczeka.
Przyjaciółka przytuliła mnie, a ja wyszeptałam ciche Będzie dobrze' i po chwili patrzyłam jak przyjaciółka znika w gabinecie. Usiadłam na krześle i wyciągnęłam telefon. Sprawdziłam twittera, instagrama i zaczęłam grać w 'Dumb Ways To Die'. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Halo?
- Gdzie jesteście? - usłyszałam zatroskany głos Biersack'a - Już was 3 godziny nie ma.
- Serio tak długo? No cóż, dalej ją badają.
- Kurwa, jest na coś chora. Przecież inaczej by jej tak długo nie trzymali.
- Nie jest, na pewno nie.
- Dobra daj znać jak się czegoś dowiesz.
- Yhym papa.
Siedziałam na tym krześle jeszcze z pół godziny, gdy nagle zobaczyłam ją. Michelle wyszła z gabinetu z łzami w oczach.
- Mała, co się stało? - zapytałam przytulając ją.
To co usłyszałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.
~ Perspektywa Andy'ego ~
Chodziłem po salonie raz w jedną, raz w drugą martwiąc się niemiłosiernie. A co jeśli na prawdę jest chora.
- Weź kurwa usiądź - mruknął siedzący na kanapie Ashley - Nic jej nie jest.
- Mam nadzieję - usiadłem w końcu obok niego.
Po jakiś 40 minutach do domu weszły dziewczyny. Sammi płakała, a Chellie miała dziwnie nieobecny wzrok. Jinxx wstał z kanapy i podszedł do swojej ukochanej, pytając co się stało. Sammi próbowała wyjaśnić, ale mówiła tylko 6 miesięcy w kółko.
- Michelle, co się stało? - zapytałem w końcu, patrząc na moją żonę.
- Jestem chora - odpowiedziała ze spokojem - Za 6 miesięcy umrę.
~ ~ ~ ~
Oto i kolejny rozdział.
Jakiś taki nijaki i nudny. Mam nadzieję, że następne rozdziały będą lepsze.
Martwi mnie ilość komentarzy. Pod poprzednim rozdziałem jest tylko 1 komentarz, a pod jeszcze wcześniejszym nie ma w ogóle.
Czekam ma komentarze i do następnego.
piątek, 24 stycznia 2014
#31 - Always
Obudziłam się w swoim łóżku ze strasznym bólem głowy. Obok mnie spał Andy. Spojrzałam na zegar i uśmiechnęłam się. Za 5 godzin będę żoną Biersack'a. Zeszłam z łóżka i wyszłam na korytarz. W tym czasie wyszła również Sammi. Na mój widok zaśmiała się.
- Co cię tak śmieszy? - zapytałam zaskoczona.
- Spójrz na dół - zachichotała przyglądając się moim majtkom. Podążyłam za jej wzrokiem i zamarłam. Nie miałam majtek. W sumie to byłam całkiem naga. Po sekundzie drzwi do sypialni Sammi powtórnie się otworzyły, ale moja przyjaciółka wepchnęła ukochanego do pokoju zanim zdążył wyjść i wydarła się, że mam się ubrać. Weszłam do pokoju i podeszłam do szafki. Ubrałam czarne jeansy i szarą koszulkę z logiem Murderdolls. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam strasznie. Rozmazany makijaż i rozczochrane włosy. Makijaż, a raczej jego pozostałości zmyłam a włosy rozczesałam i umyłam. Wyszłam z łazienki i spojrzałam na łóżko. Mojego narzeczonego w nim nie było, czyli pewnie już jest na dole. Wyszłam na korytarz i usłyszałam płacz mojego syna. Weszłam do jego pokoju i zobaczyłam Andy'ego trzymającego Jaspera.
- Dzień dobry - przywitałam się całując moich mężczyzn po policzkach.
- No hej - przywitał się Biersack - Jak się spało?
- Całkiem nieźle - odpowiedziałam, zabierając mu syna - No maluszku co się dzieje? No już, nie płacz.
Mały patrzył na mnie swoimi pięknymi oczkami i lekko się uśmiechnął.
- Co to za przystojniak? No co? A to synuś mamusi - wyszczerzyłam się - Mama kocha swojego maluszka!
- Tatuś czuje się zazdrosny - mruknął Andy przytulając mnie od tyłu.
- O zasnął - ucieszyłam się i położyłam Młodego do łóżeczka - Idziemy na śniadanie?
- Ymm.. Tak - pociągnął mnie za rękę na dół. W kuchni byli już wszyscy. Bridesi, dziewczyny i rodzina Andy'ego.
- Cześć - przywitaliśmy się.
- Jak oni pięknie razem wyglądają! - zachwyciła się pani Biersack - Napatrzyć się nie mogę.
- Oj mamo, daj spokój - jęknął Andy podchodząc do swojej matki i mocno ją przytulając.
Wyciągnęłam z lodówki jogurt truskawkowy i łyżeczkę.Usiadłam na szafce i zaczęłam jeść, a raczej próbowałam. Naciągnęło mnie i wyplułam wszystko do zlewu. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę.
- Skarbie, co się dzieje? - spytał Andy szybko do mnie podchodząc - Źle się czujesz?
- Stresuje się i nie dam rady nic zjeść - odpowiedziałam - Nie masz się czym martwić, to normalne.
- Skoro i tak nic nie zjesz to może chodź już się przygotowywać? - zaproponowała Sammi - Zostały 4 godziny, więc trzeba się sprężać.
- No dobra, chodźmy - zgodziłam się - Ella, Jess, idziemy?
- Idziemy - przytaknęły.
- Pożegnaj się z Andym, bo go nie zobaczysz do ślubu.
- No to pa kochanie - przytulił mnie - Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie samego przed ołtarzem.
- Nie zostawię - uśmiechnęłam się - Nigdy cię nie zostawię, bo cię kocham.
Wszyscy zrobili 'Uuu' , a my zachichotaliśmy i wraz z dziewczynami wyszłam.
- Najpierw się ogolisz - powiedziała Sammi - Po tym co dzisiaj widziałam, stwierdzam, że musisz to zrobić.
Weszłam do łazienki i zrobiłam to co kazała Sammi. Po wyjściu doznałam szoku. Na moim biurku stało mnóstwo kosmetyków.
- Siadaj - rozkazała mi Sammi wskazując na krzesło stojące przed nią - Ell, Jess zajmijcie się włosami, a ja zajmę się makijażem.
Po jakimś czasie malowania mnie, ciągania za włosy, wyrywania brwi w końcu przestały. Przy ubieraniu sukni, okazało się, że jest za duża.
- Jakim cudem schudłaś tak długa w tak krótkim czasie!?
- Kurwa i co teraz? - zapytałam przerażonej Sammi.
Doll zaczęła ciągać za sznurki w gorsecie, ale wciąż to nic nie dało.
- Jess umiesz szyć? - spojrzała błagająco na kuzynkę Biersacka - Błagam, powiedz, że tak.
- No umiem - odpowiedziałam - Mogę spróbować coś wykombinować.
Po 15 minutach byłam już w sukience i butach, ale dalej nie wiedziałam jak wyglądam. Cole pociągnęła mnie do lustra w łazience. Po zobaczeniu siebie zamarłam. Oczy miałam pomalowane na czarno-biało, a usta na czerwono. Włosy pokręcono mi lokówką.
- Pięknie, dziękuje - uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam - Kocham was, wiecie?
- To jeszcze nie wszystko - powiedziała Ella, wpinając mi we włosy srebrny diadem. Był skromy ale śliczny.
- Najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widziałam - stwierdziła Jessica uśmiechając się do mnie - Bez obrazy dziewczyny.
- Ee tam przesadzasz - jęknęłam rumieniąc się - Ale i tak dziękuje.
Dziewczyny poszły się przygotować, a ja wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Andy'ego.
- Halo? - po trzech sygnałach usłyszałam głos mojego ukochanego - Rozmyśliłaś się?
- Skąd wiedziałeś? - udałam zaskoczoną - A tak na serio to chciałam zapytać jak przygotowania?
- Bez problemów, a twoje?
- Za duża sukienka była problemem, ale teraz już jest ok - uśmiechnęłam do telefonu i do pokoju weszła Sammi - O Sammi przyszła, muszę kończyć. Na razie.
- Kocham cię, paa.
Rozłączyłam się i spojrzałam na Sammi.
- Za 15 minut się zbieramy - uśmiechnęła się i wyszła.
Weszłam do łazienki się wysikać i myjąc ręce zamarłam. Poszła mi krew z nosa.
- Sammi! - wydarłam się trzymając się za nos.
Po chwili obok mnie pojawiła się Doll. Gdy w końcu udało nam się zatamować potok ruszyłyśmy do samochodu, ponieważ za 10 minut zaczyna się mój ślub, a ja jeszcze nawet nie w drodze. Andy mnie znienawidzi, jeśli się spóźnię. Korki, kurwa korki! Spóźnimy się. O God, co teraz?
- Ja pobiegnę i powiem, że się spóźnicie - powiedziała Sammi - Dobra?
- Cokolwiek - mruknęłam załamana - Możesz iść.
- To do zobaczenia - powiedziała i wybiegła z auta.
~ narrator 3osobowy ~
Przed kościołem stali Ashley i Chris, którzy czekali na Michelle i Sammi. Chris miał prowadzić Chellie do ołtarza, a Ashley i Sammi jako świadkowie mieli iść przed nimi. Jakże wielkie było zdziwienie mężczyzn, gdy zobaczyli biegnącą Doll.
- Co się stało? Czemu ty przybiegłaś, a reszty jeszcze nie ma? - zapytał Purdy.
- Korki - powiedziała tylko jedno słowo.
- Och i co teraz? - zapytał Chris - Andy już czeka przed ołtarzem i zaraz zaczną grać. Jest za późno na odwrót, a jeśli Michelle zaraz się nie pojawi Andy się załamie.
- Mam pomysł! - krzyknęła Sammi - Ashley bierz gitarę z auta i śpiewaj tak długo, aż nie przyjadą.
Purdy popatrzył na nią jak na idiotkę, ale zgodził się.
Andy modlił się, żeby Michelle nie rozmyśliła się i nie zostawiła go samego, przed ołtarzem. Wszyscy patrzyli się na niego, a on nie wiedział co robić. Organista zaczął grać Marsz Mendelssohna, a jego ukochana dalej się nie pojawiała. Gdy piosenka się skończyła Biersack zamarł. Do kościoła wszedł Ashley z gitarą, grając i śpiewając piosenkę Bruno Marsa - Marry You. Gdy piosenka się skończyła, Purdy zaczął grać intro jakiejś nieznanej panu młodemu piosenki, gdy nagle drzwi do kościoła się otworzyły i weszła Sammi trzymając kwiaty, a obok niej Ella i Jess. Sammi złapała Asha pod rękę i ruszyli do ołtarza, a dziewczyny usiadły w 2 ławce. Po chwili drzwi do kościoła otworzyły się powtórnie i do kościoła weszli Michelle i Chris. Na widok swojej kobiety Andy uśmiechnął się szeroko, a ona to odwzajemniła. Biersack senior oddał synowi rękę jego ukochanej i usiadł obok żony w 1 rzędzie. Para młoda obróciła się do księdza, kątem oka zerkając na siebie nawzajem.
- Zebraliśmy się tutaj, aby być świadkami zawarcia związku małżeńskiego przez Michelle Black i Andrew Dennisa Biersacka - zaczął mówić ksiądz spoglądając na parę młodą. Przyszłe małżeństwo wraz z świadkami usiedli na białych krzesłach ozdobionych kwiatami i słuchali księdza. Gdy ksiądz skończył swoje kazanie wszyscy wstali, a ksiądz podszedł do zakochanych. Okręcił ich roztrzęsione dłonie białym szalem z krzyżem.
- Czy ty Andrew Dennisie Biersacku bierzesz sobie Michelle Black za żonę i ślubujesz jej miłość i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścisz jej aż do śmierci? - zapytał patrząc na zdenerwowaną twarz Andy'ego.
- Tak - odpowiedział ze spokojem, uśmiechając się lekko.
- A czy ty, Michelle Black bierzesz sobie Andrew Dennisa Biersacka za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz to że nie opuścisz go aż do śmierci? - jego wzrok skierował się na kobietę. Dziewczyna spojrzała na swojego ukochanego i uśmiechnęła się szczerze i wsunął na jej palec obrączkę.
- Tak - odpowiedziała, wsuwając na palec ukochanego obrączkę, a z jej oka spłynęła jedna pojedyncza łza.
- Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela, od teraz jesteście mężem i żoną, możesz pocałować Pannę Młodą - zakończył, a para połączyła się w namiętnym pocałunku.
~ Michelle ~
Od teraz jestem Michelle Biersack, czy to nie brzmi zajebiście? Odwróciłam się do tyłu i zamarłam. Wśród gości siedzieli Bring Me The Horizon, Escape the Fate i Asking Alexandria. Odwróciłam się w stronę rodziców Andy'ego i zachichotałam cicho. Pani Biersack płakała wtulona w męża, a on szczerzył się jak głupi do sera. Odwróciłam się w stronę mojego męża (Jak to zajebiście brzmi! *.*) i ledwo powstrzymałam śmiech, gdy zobaczyłam jego głupią minę, gdy przyglądał się moim odkrytym nogom. Po chwili ksiądz skończył swoją końcową mowę i rozległy się dzwony weselne. Andy wyciągnął łokieć w moją stronę i prowadził mnie przez środek kościoła do wyjścia. Na zewnątrz byli już wszyscy i gdy tylko pojawiliśmy się obrzucono nas ryżem. Mój mąż poderwał mnie do góry, zachłannie całując i wtedy rozległy się brawa. Z wielkimi uśmiechami ruszyliśmy, do czarnej, przystrojonej limuzyny.
- Jesteś moją żoną! - krzyknął mi do ucha, a ja aż podskoczyłam. Zaśmiał się i lekko pocałował mnie w usta.
Po chwili drzwi się otworzyli i do środka weszli Bridesi.
- Wisisz mi przysługę - wyszczerzył się w moją stronę Ash - Nigdy więcej nie będę śpiewał w kościele!
- O właśnie - spojrzał na mnie Andy - Dlaczego Ash śpiewał i dlaczego tak długo musiałem na ciebie czekać?
- Krwawiła z nosa i dlatego później ruszyłyśmy, do tego jeszcze korki - odpowiedziała Sammi - Masz szczęście, że nie pobrudziłaś sukni!
Chłopaki wypytywali o co chodzi z tym krwawieniem, ale na szczęście dojechaliśmy do ogrodu w którym miało odbyć się wesele. Po wyjściu z samochodu Andy podniósł mnie na ręce. Gdy posłałam mu pytające spojrzenie stwierdził, że tradycją jest przenoszenie panny młodej przez próg, a jako, że takiego w tym ogrodzie nie było, to przeniesie mnie przez bramę. Mężczyzna zajmujący się całym weselem kazałam nam stanąć w altanie, w której miały się odbywać tańce i dał nam do rąk kieliszki. Szybko wypiliśmy ich zawartość i na 'trzy, cztery..' rzuciliśmy je za siebie. Po zjedzeniu obiadu kazano nam wyjść na parkiet i zatańczyć pierwszy taniec. Z głośników zaczęło lecieć 'Forever' Kissów, a ja wraz z Andym zaczęliśmy tańczyć, namiętnie się przy tym całując. Po oficjalnej części, wszyscy ruszyli na parkiet, ale mi zrobiło się dziwnie słabo, więc usiadłam przy stole i zaczęłam bawić się z leżącym w wózku Jasperem.
- Cześć piękna - usłyszałam za sobą dobrze znany mi głos, chociaż nigdy nie słyszałam go na żywo. Obróciłam się i przywitałam się z mężczyzną.
- Cześć Oliver - uśmiechnęłam się - Jak się bawisz?
- Całkiem nieźle - odpowiedział przyglądając się mojemu synowi - Jezuu.. Jaki podobny do Andy'ego.
- No a czego się spodziewałeś po jego synu? - zachichotałam, głaszcząc Małego po policzku.
- No w sumie - zaśmiał się krótko - Zatańczysz?
- Hmm.. Ok - zgodziłam się - Tylko muszę poprosić panią Biersack, żeby zajęła się Jazzem.
Gdy impreza już rozkręciła się się na dobre, a ja właśnie tańczyłam z CCim, muzyka została przerwana, a na scenę wszedł Andy.
- Ymm.. Przepraszam za przerwanie zabawy, ale chciałbym coś zaśpiewać dla Michelle - powiedział do mikrofonu, patrząc prosto na mnie - Skarbie, wiesz dobrze, że nie jestem dobry w mówieniu o uczuciach, dlatego chciałbym ci zaśpiewać piosenkę, która idealnie okazuję to co chciałbym ci powiedzieć.
Usłyszałam dobrze znaną mi melodię piosenki 'Always' Bon Joviego, a po chwili rozległ się głos Andy'ego 'This Romeo is bleading, but you can't see his blood'. Przez całą piosenką miałam łzy w oczach i uwolniłam je, gdy usłyszałam 'If you told me to cry for you, I could If you told me to die for you, I would '. Gdy piosenka się skończyła Andy podszedł do mnie z czerwoną różą. Podarował mi ją, a ja z wielkim uśmiechem na ustach go pocałowałam.
- Kocham cię - wyszeptałam przytulając się do niego.
- Ja ciebie też, Michelle Biersack - usłyszałam po chwili.
~ ~ ~ ~
I jest rozdział. Jak wam się podoba, misiaczki?
Według mnie jest całkiem niezły, ale ocenę w komentarzach pozostawiam wam.
Do następnego ^^
- Co cię tak śmieszy? - zapytałam zaskoczona.
- Spójrz na dół - zachichotała przyglądając się moim majtkom. Podążyłam za jej wzrokiem i zamarłam. Nie miałam majtek. W sumie to byłam całkiem naga. Po sekundzie drzwi do sypialni Sammi powtórnie się otworzyły, ale moja przyjaciółka wepchnęła ukochanego do pokoju zanim zdążył wyjść i wydarła się, że mam się ubrać. Weszłam do pokoju i podeszłam do szafki. Ubrałam czarne jeansy i szarą koszulkę z logiem Murderdolls. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam strasznie. Rozmazany makijaż i rozczochrane włosy. Makijaż, a raczej jego pozostałości zmyłam a włosy rozczesałam i umyłam. Wyszłam z łazienki i spojrzałam na łóżko. Mojego narzeczonego w nim nie było, czyli pewnie już jest na dole. Wyszłam na korytarz i usłyszałam płacz mojego syna. Weszłam do jego pokoju i zobaczyłam Andy'ego trzymającego Jaspera.
- Dzień dobry - przywitałam się całując moich mężczyzn po policzkach.
- No hej - przywitał się Biersack - Jak się spało?
- Całkiem nieźle - odpowiedziałam, zabierając mu syna - No maluszku co się dzieje? No już, nie płacz.
Mały patrzył na mnie swoimi pięknymi oczkami i lekko się uśmiechnął.
- Co to za przystojniak? No co? A to synuś mamusi - wyszczerzyłam się - Mama kocha swojego maluszka!
- Tatuś czuje się zazdrosny - mruknął Andy przytulając mnie od tyłu.
- O zasnął - ucieszyłam się i położyłam Młodego do łóżeczka - Idziemy na śniadanie?
- Ymm.. Tak - pociągnął mnie za rękę na dół. W kuchni byli już wszyscy. Bridesi, dziewczyny i rodzina Andy'ego.
- Cześć - przywitaliśmy się.
- Jak oni pięknie razem wyglądają! - zachwyciła się pani Biersack - Napatrzyć się nie mogę.
- Oj mamo, daj spokój - jęknął Andy podchodząc do swojej matki i mocno ją przytulając.
Wyciągnęłam z lodówki jogurt truskawkowy i łyżeczkę.Usiadłam na szafce i zaczęłam jeść, a raczej próbowałam. Naciągnęło mnie i wyplułam wszystko do zlewu. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę.
- Skarbie, co się dzieje? - spytał Andy szybko do mnie podchodząc - Źle się czujesz?
- Stresuje się i nie dam rady nic zjeść - odpowiedziałam - Nie masz się czym martwić, to normalne.
- Skoro i tak nic nie zjesz to może chodź już się przygotowywać? - zaproponowała Sammi - Zostały 4 godziny, więc trzeba się sprężać.
- No dobra, chodźmy - zgodziłam się - Ella, Jess, idziemy?
- Idziemy - przytaknęły.
- Pożegnaj się z Andym, bo go nie zobaczysz do ślubu.
- No to pa kochanie - przytulił mnie - Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie samego przed ołtarzem.
- Nie zostawię - uśmiechnęłam się - Nigdy cię nie zostawię, bo cię kocham.
Wszyscy zrobili 'Uuu' , a my zachichotaliśmy i wraz z dziewczynami wyszłam.
- Najpierw się ogolisz - powiedziała Sammi - Po tym co dzisiaj widziałam, stwierdzam, że musisz to zrobić.
Weszłam do łazienki i zrobiłam to co kazała Sammi. Po wyjściu doznałam szoku. Na moim biurku stało mnóstwo kosmetyków.
- Siadaj - rozkazała mi Sammi wskazując na krzesło stojące przed nią - Ell, Jess zajmijcie się włosami, a ja zajmę się makijażem.
Po jakimś czasie malowania mnie, ciągania za włosy, wyrywania brwi w końcu przestały. Przy ubieraniu sukni, okazało się, że jest za duża.
- Jakim cudem schudłaś tak długa w tak krótkim czasie!?
- Kurwa i co teraz? - zapytałam przerażonej Sammi.
Doll zaczęła ciągać za sznurki w gorsecie, ale wciąż to nic nie dało.
- Jess umiesz szyć? - spojrzała błagająco na kuzynkę Biersacka - Błagam, powiedz, że tak.
- No umiem - odpowiedziałam - Mogę spróbować coś wykombinować.
Po 15 minutach byłam już w sukience i butach, ale dalej nie wiedziałam jak wyglądam. Cole pociągnęła mnie do lustra w łazience. Po zobaczeniu siebie zamarłam. Oczy miałam pomalowane na czarno-biało, a usta na czerwono. Włosy pokręcono mi lokówką.
- Pięknie, dziękuje - uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam - Kocham was, wiecie?
- To jeszcze nie wszystko - powiedziała Ella, wpinając mi we włosy srebrny diadem. Był skromy ale śliczny.
- Najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widziałam - stwierdziła Jessica uśmiechając się do mnie - Bez obrazy dziewczyny.
- Ee tam przesadzasz - jęknęłam rumieniąc się - Ale i tak dziękuje.
Dziewczyny poszły się przygotować, a ja wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Andy'ego.
- Halo? - po trzech sygnałach usłyszałam głos mojego ukochanego - Rozmyśliłaś się?
- Skąd wiedziałeś? - udałam zaskoczoną - A tak na serio to chciałam zapytać jak przygotowania?
- Bez problemów, a twoje?
- Za duża sukienka była problemem, ale teraz już jest ok - uśmiechnęłam do telefonu i do pokoju weszła Sammi - O Sammi przyszła, muszę kończyć. Na razie.
- Kocham cię, paa.
Rozłączyłam się i spojrzałam na Sammi.
- Za 15 minut się zbieramy - uśmiechnęła się i wyszła.
Weszłam do łazienki się wysikać i myjąc ręce zamarłam. Poszła mi krew z nosa.
- Sammi! - wydarłam się trzymając się za nos.
Po chwili obok mnie pojawiła się Doll. Gdy w końcu udało nam się zatamować potok ruszyłyśmy do samochodu, ponieważ za 10 minut zaczyna się mój ślub, a ja jeszcze nawet nie w drodze. Andy mnie znienawidzi, jeśli się spóźnię. Korki, kurwa korki! Spóźnimy się. O God, co teraz?
- Ja pobiegnę i powiem, że się spóźnicie - powiedziała Sammi - Dobra?
- Cokolwiek - mruknęłam załamana - Możesz iść.
- To do zobaczenia - powiedziała i wybiegła z auta.
~ narrator 3osobowy ~
Przed kościołem stali Ashley i Chris, którzy czekali na Michelle i Sammi. Chris miał prowadzić Chellie do ołtarza, a Ashley i Sammi jako świadkowie mieli iść przed nimi. Jakże wielkie było zdziwienie mężczyzn, gdy zobaczyli biegnącą Doll.
- Co się stało? Czemu ty przybiegłaś, a reszty jeszcze nie ma? - zapytał Purdy.
- Korki - powiedziała tylko jedno słowo.
- Och i co teraz? - zapytał Chris - Andy już czeka przed ołtarzem i zaraz zaczną grać. Jest za późno na odwrót, a jeśli Michelle zaraz się nie pojawi Andy się załamie.
- Mam pomysł! - krzyknęła Sammi - Ashley bierz gitarę z auta i śpiewaj tak długo, aż nie przyjadą.
Purdy popatrzył na nią jak na idiotkę, ale zgodził się.
Andy modlił się, żeby Michelle nie rozmyśliła się i nie zostawiła go samego, przed ołtarzem. Wszyscy patrzyli się na niego, a on nie wiedział co robić. Organista zaczął grać Marsz Mendelssohna, a jego ukochana dalej się nie pojawiała. Gdy piosenka się skończyła Biersack zamarł. Do kościoła wszedł Ashley z gitarą, grając i śpiewając piosenkę Bruno Marsa - Marry You. Gdy piosenka się skończyła, Purdy zaczął grać intro jakiejś nieznanej panu młodemu piosenki, gdy nagle drzwi do kościoła się otworzyły i weszła Sammi trzymając kwiaty, a obok niej Ella i Jess. Sammi złapała Asha pod rękę i ruszyli do ołtarza, a dziewczyny usiadły w 2 ławce. Po chwili drzwi do kościoła otworzyły się powtórnie i do kościoła weszli Michelle i Chris. Na widok swojej kobiety Andy uśmiechnął się szeroko, a ona to odwzajemniła. Biersack senior oddał synowi rękę jego ukochanej i usiadł obok żony w 1 rzędzie. Para młoda obróciła się do księdza, kątem oka zerkając na siebie nawzajem.
- Zebraliśmy się tutaj, aby być świadkami zawarcia związku małżeńskiego przez Michelle Black i Andrew Dennisa Biersacka - zaczął mówić ksiądz spoglądając na parę młodą. Przyszłe małżeństwo wraz z świadkami usiedli na białych krzesłach ozdobionych kwiatami i słuchali księdza. Gdy ksiądz skończył swoje kazanie wszyscy wstali, a ksiądz podszedł do zakochanych. Okręcił ich roztrzęsione dłonie białym szalem z krzyżem.
- Czy ty Andrew Dennisie Biersacku bierzesz sobie Michelle Black za żonę i ślubujesz jej miłość i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścisz jej aż do śmierci? - zapytał patrząc na zdenerwowaną twarz Andy'ego.
- Tak - odpowiedział ze spokojem, uśmiechając się lekko.
- A czy ty, Michelle Black bierzesz sobie Andrew Dennisa Biersacka za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz to że nie opuścisz go aż do śmierci? - jego wzrok skierował się na kobietę. Dziewczyna spojrzała na swojego ukochanego i uśmiechnęła się szczerze i wsunął na jej palec obrączkę.
- Tak - odpowiedziała, wsuwając na palec ukochanego obrączkę, a z jej oka spłynęła jedna pojedyncza łza.
- Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela, od teraz jesteście mężem i żoną, możesz pocałować Pannę Młodą - zakończył, a para połączyła się w namiętnym pocałunku.
~ Michelle ~
Od teraz jestem Michelle Biersack, czy to nie brzmi zajebiście? Odwróciłam się do tyłu i zamarłam. Wśród gości siedzieli Bring Me The Horizon, Escape the Fate i Asking Alexandria. Odwróciłam się w stronę rodziców Andy'ego i zachichotałam cicho. Pani Biersack płakała wtulona w męża, a on szczerzył się jak głupi do sera. Odwróciłam się w stronę mojego męża (Jak to zajebiście brzmi! *.*) i ledwo powstrzymałam śmiech, gdy zobaczyłam jego głupią minę, gdy przyglądał się moim odkrytym nogom. Po chwili ksiądz skończył swoją końcową mowę i rozległy się dzwony weselne. Andy wyciągnął łokieć w moją stronę i prowadził mnie przez środek kościoła do wyjścia. Na zewnątrz byli już wszyscy i gdy tylko pojawiliśmy się obrzucono nas ryżem. Mój mąż poderwał mnie do góry, zachłannie całując i wtedy rozległy się brawa. Z wielkimi uśmiechami ruszyliśmy, do czarnej, przystrojonej limuzyny.
- Jesteś moją żoną! - krzyknął mi do ucha, a ja aż podskoczyłam. Zaśmiał się i lekko pocałował mnie w usta.
Po chwili drzwi się otworzyli i do środka weszli Bridesi.
- Wisisz mi przysługę - wyszczerzył się w moją stronę Ash - Nigdy więcej nie będę śpiewał w kościele!
- O właśnie - spojrzał na mnie Andy - Dlaczego Ash śpiewał i dlaczego tak długo musiałem na ciebie czekać?
- Krwawiła z nosa i dlatego później ruszyłyśmy, do tego jeszcze korki - odpowiedziała Sammi - Masz szczęście, że nie pobrudziłaś sukni!
Chłopaki wypytywali o co chodzi z tym krwawieniem, ale na szczęście dojechaliśmy do ogrodu w którym miało odbyć się wesele. Po wyjściu z samochodu Andy podniósł mnie na ręce. Gdy posłałam mu pytające spojrzenie stwierdził, że tradycją jest przenoszenie panny młodej przez próg, a jako, że takiego w tym ogrodzie nie było, to przeniesie mnie przez bramę. Mężczyzna zajmujący się całym weselem kazałam nam stanąć w altanie, w której miały się odbywać tańce i dał nam do rąk kieliszki. Szybko wypiliśmy ich zawartość i na 'trzy, cztery..' rzuciliśmy je za siebie. Po zjedzeniu obiadu kazano nam wyjść na parkiet i zatańczyć pierwszy taniec. Z głośników zaczęło lecieć 'Forever' Kissów, a ja wraz z Andym zaczęliśmy tańczyć, namiętnie się przy tym całując. Po oficjalnej części, wszyscy ruszyli na parkiet, ale mi zrobiło się dziwnie słabo, więc usiadłam przy stole i zaczęłam bawić się z leżącym w wózku Jasperem.
- Cześć piękna - usłyszałam za sobą dobrze znany mi głos, chociaż nigdy nie słyszałam go na żywo. Obróciłam się i przywitałam się z mężczyzną.
- Cześć Oliver - uśmiechnęłam się - Jak się bawisz?
- Całkiem nieźle - odpowiedział przyglądając się mojemu synowi - Jezuu.. Jaki podobny do Andy'ego.
- No a czego się spodziewałeś po jego synu? - zachichotałam, głaszcząc Małego po policzku.
- No w sumie - zaśmiał się krótko - Zatańczysz?
- Hmm.. Ok - zgodziłam się - Tylko muszę poprosić panią Biersack, żeby zajęła się Jazzem.
Gdy impreza już rozkręciła się się na dobre, a ja właśnie tańczyłam z CCim, muzyka została przerwana, a na scenę wszedł Andy.
- Ymm.. Przepraszam za przerwanie zabawy, ale chciałbym coś zaśpiewać dla Michelle - powiedział do mikrofonu, patrząc prosto na mnie - Skarbie, wiesz dobrze, że nie jestem dobry w mówieniu o uczuciach, dlatego chciałbym ci zaśpiewać piosenkę, która idealnie okazuję to co chciałbym ci powiedzieć.
Usłyszałam dobrze znaną mi melodię piosenki 'Always' Bon Joviego, a po chwili rozległ się głos Andy'ego 'This Romeo is bleading, but you can't see his blood'. Przez całą piosenką miałam łzy w oczach i uwolniłam je, gdy usłyszałam 'If you told me to cry for you, I could If you told me to die for you, I would '. Gdy piosenka się skończyła Andy podszedł do mnie z czerwoną różą. Podarował mi ją, a ja z wielkim uśmiechem na ustach go pocałowałam.
- Kocham cię - wyszeptałam przytulając się do niego.
- Ja ciebie też, Michelle Biersack - usłyszałam po chwili.
~ ~ ~ ~
I jest rozdział. Jak wam się podoba, misiaczki?
Według mnie jest całkiem niezły, ale ocenę w komentarzach pozostawiam wam.
Do następnego ^^
sobota, 18 stycznia 2014
#30 - Będziesz moją żoną
~ 25 kwietnia, 2 tygodnie do ślubu ~
- To już ostatnia sala w LA i nic.. Skarbie, co teraz? - zapytałam Andy'ego, mocno ściskając jego dłoń.
- Mam pomysł. Jest taki piękny ogród niedaleko kościoła, w którym bierzemy ślub. Mogę cię tam zabrać jeśli chcesz..
- No jasne - zgodziłam się - Co mamy do stracenia?
Pojechaliśmy do ogrodu, o którym wspominał Andy. Po przekroczeniu bramy zamarłam. Ogród był piękny. Mnóstwo kwiatów w różnych kolorach, choć przeważały głównie białe i czerwone. Mały stawik, altanka, w której będzie można tańczyć.
- Pięknie tu - przyznałam rozglądając się - Trzeba pogadać z właścicielem, czy pozwoli nam tu urządzić wesele.
Andy wyciągnął telefon z tylnej kieszeni i wybrał jakiś numer.
- Halo Tom - chwila przerwy - Tak podoba jej się i chce - znowu przerwa - Tak, jak się umawialiśmy. To do zobaczenia. Dzięki.
- Znasz właściciela? - zdziwiłam się.
- Tak, to stary kumpel mojego ojca - odpowiedział przytulając mnie - Wszystko załatwiliśmy, a on i rodzice wszystko tu urządzą. Nie przejmuj się, będzie idealnie.
- Mam nadzieję - mruknęłam - To ma być najpiękniejszy dzień mojego życia..
- I będzie, zobaczysz - cmoknął mnie we włosy - Kocham cię, malutka.
- Ja ciebie też, duży - wyszczerzyłam się - Idziemy do domu? już mi nogi odpadają.
- Tak, jasne, chodź - Andy złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do auta.
~ 2 maja, tydzień do ślubu ~
- W tej wyglądasz pięknie! - klasnęła w dłonie Sammi, gdy wyszłam z przymierzalni. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zamarłam. Wyglądałam pięknie w białej sukni, pokazującej moje atuty takie jak dość duże piersi, zgrabne nogi i ogólnie całkiem niezłą figurę. Suknia przodu była krótka do połowy ud, a z tyłu długa aż do kostek. Biały gorset pokryty koronką.
- Całkiem nieźle - zgodziłam się z przyjaciółką - A ty co sądzisz Ash?
- Zajebiście! - uśmiechnął się. Łaził z nami po sklepach już jakieś 2 godziny i nawet nie marudził. Obiecał Andy'emu, któremu Sammi nie pozwoliła iść wybierać sukni, że wybierze sukienkę w której będę wyglądać i ruszać się jak najlepiej - Wyglądasz świetnie, ale jak się ruszasz?
Przeszłam się po sali i zakręciłam się w kółko. Sukienka nie przeszkadzała mi w ruchach.
- Oj nie tak - wyszczerzył się podchodząc do mnie i obejmując w talii - Sammi muzyka!
Doll włączyła jakąś muzykę z telefonu, a ja z Purdym zaczęliśmy ruszać się do rytmu. Nasz 'występ' zakończył się przechyleniem mnie w tył. Sammi wstała klaszcząc, a my teatralnie się ukłoniliśmy.
- I co? - zapytał mój towarzysz - Bierzemy?
- Bierzemy! - krzyknęłyśmy z Doll jednocześnie. W drodze do kasy znalazłam jeszcze śliczną, białą bieliznę i pończochy. Przechodząc obok sklepu z ubraniami dla dzieci zobaczyłam coś co po prostu musiałam kupić. Mały, biały garnitur, wręcz idealny dla mojego syna. Nie zważając na resztę weszłam do sklepu i kupiłam garniak.
~ 8 maja, jeden dzień do ślubu ~
- Sammi pomóż! - krzyknęłam przeglądając szafę. Za 1,5 godziny zaczyna się mój panieński, a ja nie mam się w co ubrać. Sammi weszła do mojego pokoju z jakimiś ubraniami w ręce. Jedna była bez rękawów skórzana, czarna i mocno przylegająca. Druga również czarna i mocno przylegająca bez dekoltu, z rękawami 3/4 i wycięciem na plecach trochę ponad pupę, a trzecia granatowa opinająca piersi a dalej opadająca luźno.
- Czerwona najlepsza - powiedziała Sammi i podała mi czarne szpilki. Po ubraniu się, przyszła pora na makijaż, którym zajęła się Sammi. Mocno podkreślone czarną kredką oczy i czerwona szminka idealnie kontrastowały z moją trupio bladą skórą. Włosy zakręciłam lokówką i byłam gotowa, w tym czasie Sammi poszła się przygotować. 30 minut do rozpoczęcia imprezy. Nakarmiłam Jaspera piersią i pożegnałam się z Andym i chłopakami, którzy właśnie wychodzili. Co do mojego syna to zostają z nim babcia i dziadek Biersackowie. Mój panieński postanowiłyśmy, w przeciwieństwie do chłopaków spędzić w bardzo wąskim gronie, ponieważ tylko ja, Sammi, Ella, Roxana (córka Jacoba), Sara i kuzynka Andy'ego, Jessica. Gdy już wszystkie znalazłyśmy się u mnie, zadzwoniłam po taksówkę i wyszłyśmy.
- Jak się czuję przyszła pani młoda? - zapytała Rox kierując we mnie kamerę.
- Zajebiście - wyszczerzyłam się do kamery - Zgrasz mi ten film kiedyś. Będę go oglądać jako stara, pomarszczona babcia, wspominając jaka byłam zajebista, gdy jeszcze byłam młoda.
- Hahaha jasne.
Weszłyśmy do klubu i od razu podeszłyśmy do baru. Alkohol lał się litrami. Gdy byłam już nieźle wstawiona razem z Sammi i Amy wskoczyłyśmy na bar i zaczęłyśmy tańczyć ocierając się o siebie. Faceci wręcz ślinili się na nasz widok. Po chwili dołączyły do nas Ella i Sara, tylko Roxana stała i nas filmowała. Puściłam całusa do kamery i zeszłam ze stołu. Wyszłam na zewnątrz trochę odetchnąć, bo w klubie było strasznie gorąco. Usłyszałam mój telefon. Spojrzałam na niego i zobaczyłam jedną nową wiadomość od Andy'ego.
'Za 15 godzin będziesz już moją żoną. Już nie mogę się doczekać. Kocham ;3'
Uśmiechnęłam się do telefonu i schowałam go do torebki.
- Co robisz? - obok mnie pojawiła się Sara - Czemu się nie bawisz?
- Gorąco tam, musiałam odpocząć - uśmiechnęłam się do niej - A ty czemu się nie bawisz?
- Przyszłam sprawdzić gdzie jesteś - odpowiedziała uśmiechem - Już za niedługo zostaniesz panią Biersack..
- No tak, nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Widać jaka jesteś szczęśliwa - stwierdziła - Cały czas się uśmiechasz... Nawet jak byłyśmy razem nie byłaś tak szczęśliwa, prawda?
- No prawda, tyle złego było w moim życiu i w końcu jest świetnie.
- I życzę ci, żeby tak było jak najdłużej - przytuliła mnie. Po chwili obok nas pojawiła się Rox z kamerą. Czy ona musi ją wszędzie nosić!?
- Chellie, chcesz powiedzieć coś Andy'emu? - zapytała kierując obiektyw w moją stronę.
- Kocham cię, skarbie - po chwili odezwałam się do kamery z wielkim uśmiechem - A i czekam na noc poślubną.
Puściłam oczko do kamery i ruszyłam do klubu. Usiadłam przy barze i zamówiłam drinka, po chwili obok mnie pojawiły się Sammi i Ella. Razem piłyśmy, później tańczyłyśmy, a potem.. No cóż urwał mi się film.
~ ~ ~ ~
I jest rozdział.
W następnym odbędzie się ślub i wesele, cieszycie się?
A co do komentarzy pod poprzednim rozdziałem... Misiaczki ja jeszcze nie kończę! Powiedziałam tylko, że mam już pomysł, ale przed końcem jeszcze trochę rozdziałów się pojawi ;)
Czekam na komentarze i do następnego :3
- To już ostatnia sala w LA i nic.. Skarbie, co teraz? - zapytałam Andy'ego, mocno ściskając jego dłoń.
- Mam pomysł. Jest taki piękny ogród niedaleko kościoła, w którym bierzemy ślub. Mogę cię tam zabrać jeśli chcesz..
- No jasne - zgodziłam się - Co mamy do stracenia?
Pojechaliśmy do ogrodu, o którym wspominał Andy. Po przekroczeniu bramy zamarłam. Ogród był piękny. Mnóstwo kwiatów w różnych kolorach, choć przeważały głównie białe i czerwone. Mały stawik, altanka, w której będzie można tańczyć.
- Pięknie tu - przyznałam rozglądając się - Trzeba pogadać z właścicielem, czy pozwoli nam tu urządzić wesele.
Andy wyciągnął telefon z tylnej kieszeni i wybrał jakiś numer.
- Halo Tom - chwila przerwy - Tak podoba jej się i chce - znowu przerwa - Tak, jak się umawialiśmy. To do zobaczenia. Dzięki.
- Znasz właściciela? - zdziwiłam się.
- Tak, to stary kumpel mojego ojca - odpowiedział przytulając mnie - Wszystko załatwiliśmy, a on i rodzice wszystko tu urządzą. Nie przejmuj się, będzie idealnie.
- Mam nadzieję - mruknęłam - To ma być najpiękniejszy dzień mojego życia..
- I będzie, zobaczysz - cmoknął mnie we włosy - Kocham cię, malutka.
- Ja ciebie też, duży - wyszczerzyłam się - Idziemy do domu? już mi nogi odpadają.
- Tak, jasne, chodź - Andy złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do auta.
~ 2 maja, tydzień do ślubu ~
- W tej wyglądasz pięknie! - klasnęła w dłonie Sammi, gdy wyszłam z przymierzalni. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zamarłam. Wyglądałam pięknie w białej sukni, pokazującej moje atuty takie jak dość duże piersi, zgrabne nogi i ogólnie całkiem niezłą figurę. Suknia przodu była krótka do połowy ud, a z tyłu długa aż do kostek. Biały gorset pokryty koronką.
- Całkiem nieźle - zgodziłam się z przyjaciółką - A ty co sądzisz Ash?
- Zajebiście! - uśmiechnął się. Łaził z nami po sklepach już jakieś 2 godziny i nawet nie marudził. Obiecał Andy'emu, któremu Sammi nie pozwoliła iść wybierać sukni, że wybierze sukienkę w której będę wyglądać i ruszać się jak najlepiej - Wyglądasz świetnie, ale jak się ruszasz?
Przeszłam się po sali i zakręciłam się w kółko. Sukienka nie przeszkadzała mi w ruchach.
- Oj nie tak - wyszczerzył się podchodząc do mnie i obejmując w talii - Sammi muzyka!
Doll włączyła jakąś muzykę z telefonu, a ja z Purdym zaczęliśmy ruszać się do rytmu. Nasz 'występ' zakończył się przechyleniem mnie w tył. Sammi wstała klaszcząc, a my teatralnie się ukłoniliśmy.
- I co? - zapytał mój towarzysz - Bierzemy?
- Bierzemy! - krzyknęłyśmy z Doll jednocześnie. W drodze do kasy znalazłam jeszcze śliczną, białą bieliznę i pończochy. Przechodząc obok sklepu z ubraniami dla dzieci zobaczyłam coś co po prostu musiałam kupić. Mały, biały garnitur, wręcz idealny dla mojego syna. Nie zważając na resztę weszłam do sklepu i kupiłam garniak.
~ 8 maja, jeden dzień do ślubu ~
- Sammi pomóż! - krzyknęłam przeglądając szafę. Za 1,5 godziny zaczyna się mój panieński, a ja nie mam się w co ubrać. Sammi weszła do mojego pokoju z jakimiś ubraniami w ręce. Jedna była bez rękawów skórzana, czarna i mocno przylegająca. Druga również czarna i mocno przylegająca bez dekoltu, z rękawami 3/4 i wycięciem na plecach trochę ponad pupę, a trzecia granatowa opinająca piersi a dalej opadająca luźno.
- Czerwona najlepsza - powiedziała Sammi i podała mi czarne szpilki. Po ubraniu się, przyszła pora na makijaż, którym zajęła się Sammi. Mocno podkreślone czarną kredką oczy i czerwona szminka idealnie kontrastowały z moją trupio bladą skórą. Włosy zakręciłam lokówką i byłam gotowa, w tym czasie Sammi poszła się przygotować. 30 minut do rozpoczęcia imprezy. Nakarmiłam Jaspera piersią i pożegnałam się z Andym i chłopakami, którzy właśnie wychodzili. Co do mojego syna to zostają z nim babcia i dziadek Biersackowie. Mój panieński postanowiłyśmy, w przeciwieństwie do chłopaków spędzić w bardzo wąskim gronie, ponieważ tylko ja, Sammi, Ella, Roxana (córka Jacoba), Sara i kuzynka Andy'ego, Jessica. Gdy już wszystkie znalazłyśmy się u mnie, zadzwoniłam po taksówkę i wyszłyśmy.
- Jak się czuję przyszła pani młoda? - zapytała Rox kierując we mnie kamerę.
- Zajebiście - wyszczerzyłam się do kamery - Zgrasz mi ten film kiedyś. Będę go oglądać jako stara, pomarszczona babcia, wspominając jaka byłam zajebista, gdy jeszcze byłam młoda.
- Hahaha jasne.
Weszłyśmy do klubu i od razu podeszłyśmy do baru. Alkohol lał się litrami. Gdy byłam już nieźle wstawiona razem z Sammi i Amy wskoczyłyśmy na bar i zaczęłyśmy tańczyć ocierając się o siebie. Faceci wręcz ślinili się na nasz widok. Po chwili dołączyły do nas Ella i Sara, tylko Roxana stała i nas filmowała. Puściłam całusa do kamery i zeszłam ze stołu. Wyszłam na zewnątrz trochę odetchnąć, bo w klubie było strasznie gorąco. Usłyszałam mój telefon. Spojrzałam na niego i zobaczyłam jedną nową wiadomość od Andy'ego.
'Za 15 godzin będziesz już moją żoną. Już nie mogę się doczekać. Kocham ;3'
Uśmiechnęłam się do telefonu i schowałam go do torebki.
- Co robisz? - obok mnie pojawiła się Sara - Czemu się nie bawisz?
- Gorąco tam, musiałam odpocząć - uśmiechnęłam się do niej - A ty czemu się nie bawisz?
- Przyszłam sprawdzić gdzie jesteś - odpowiedziała uśmiechem - Już za niedługo zostaniesz panią Biersack..
- No tak, nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Widać jaka jesteś szczęśliwa - stwierdziła - Cały czas się uśmiechasz... Nawet jak byłyśmy razem nie byłaś tak szczęśliwa, prawda?
- No prawda, tyle złego było w moim życiu i w końcu jest świetnie.
- I życzę ci, żeby tak było jak najdłużej - przytuliła mnie. Po chwili obok nas pojawiła się Rox z kamerą. Czy ona musi ją wszędzie nosić!?
- Chellie, chcesz powiedzieć coś Andy'emu? - zapytała kierując obiektyw w moją stronę.
- Kocham cię, skarbie - po chwili odezwałam się do kamery z wielkim uśmiechem - A i czekam na noc poślubną.
Puściłam oczko do kamery i ruszyłam do klubu. Usiadłam przy barze i zamówiłam drinka, po chwili obok mnie pojawiły się Sammi i Ella. Razem piłyśmy, później tańczyłyśmy, a potem.. No cóż urwał mi się film.
~ ~ ~ ~
I jest rozdział.
W następnym odbędzie się ślub i wesele, cieszycie się?
A co do komentarzy pod poprzednim rozdziałem... Misiaczki ja jeszcze nie kończę! Powiedziałam tylko, że mam już pomysł, ale przed końcem jeszcze trochę rozdziałów się pojawi ;)
Czekam na komentarze i do następnego :3
piątek, 10 stycznia 2014
#29 - Wody
Andy klęczał przede mną z lekkim uśmiechem, który po chwili zamienił się w smutek. Nie mogłam patrzeć na ten smutek w jego oczach. Uśmiechnęłam się lekko i energicznie pokiwałam głową. Biersack wyciągnął z pudełeczka srebrny pierścionek z dużym czerwonym rubinem, otoczonym jakimiś mniejszymi, czarnymi kamieniami i założył mi go na palec. Po chwili znajdowałam się w ramionach mojego chło.. narzeczonego.
- Kocham cię, malutka - wyszeptał z wielkim wyszczerzem - I za niedługo będziesz tylko moja, będziesz moją żoną.
- Już jestem tylko twoja - odpowiedziałam ze łzami w oczach. Łzami szczęścia oczywiście - A ślubu nie wezmę przed porodem. Chcę wyglądać pięknie, jak księżniczka w ten najważniejszy dzień w moim życiu.
- Ale ty wyglądasz pięknie jak księżniczka, ale spoko, poczekam do porodu.
- Ejj.. Skarbie - odsunął mnie od siebie - Idziemy na dół?
- Hmm.. Okej - powiedziałam ciągnąc go za rękę na dół.
Weszliśmy do salonu i wszystkie oczy skierowały się na nas.Jak gdyby nic usiedliśmy na kanapie.
- Andy i co? - zapytała Sammi z wyszczerzem na twarzy.
- Nie zgodziła się.. - odpowiedział ze smutkiem - Nie kocha mnie.
Popatrzyłam na niego jak na idiotę i odparłam:
- Kocham, ale nie nazwę swojego syna Harold, bo przegrałeś zakład!
- No weź kurwa! - mruknął smutno - Bo będę musiał śpiewać na koncercie piosenki One Direction!
- No to zacznij już ćwiczyć - wyszczerzyłam się - Nie skrzywdzę dziecka tak beznadziejnym imieniem.
- Ejj.. Biersack stchórzyłeś? - zapytał Christian z niedowierzaniem.
- Jasne, że stchórzył - powiedziałam machając mu ręką, na której widniał pierścionek.
Wszyscy zaczęli nam gratulować i w ogóle, a później udałam się z Andym na górę.
~ 3 miesiące później ~
Za tydzień mam planowany termin porodu. Stałam przed milionem podobnych do siebie farb i miałam wybrać kolor do pokoju mojego syna.
- Co powiesz na błękit królewski? - zapytała Sammi patrząc na farby.
- Jaki kurwa? - zapytałam patrząc na nią jak na idiotkę.
Doll pokazała jeden z kolorów, a ja jako że miałam już dość oglądania prawie identycznych kolorów, więc się zgodziłam. Gdy my zajmowałyśmy się farbami i dodatkami, chłopcy kupowali meble. Po powrocie do domu wzięłam się za malowanie pokoju mojego syna, przez co dostałam opierdol od Sammi, za nadwyrężanie się tydzień przed porodem. Stojąc na krześle poczułam silny skurcz i wody mi odeszły.
- Sammi, wody! - krzyknęłam trzymając się za brzuch.
- Masz 2 ręce to sobie przynieś! - usłyszałam z dołu, a ja zachichotałam.
- Wody mi odeszły idiotko - odkrzyknęłam idąc w stronę pokoju, w którym trzymałam moją torbę do szpitala. Sammi wbiegła do pokoju, dzwoniąc po taksówkę. Razem z nią zeszłam na dół i udałyśmy się do szpitala. Mimo, że to mój pierwszy poród, czułam się bardzo spokojnie.
~ Perspektywa Andy'ego ~
- Halo? - odebrałem telefon, nie patrząc na wyświetlacz.
- Andy.. Michelle zaczęła rodzić - usłyszałem po drugiej stronie, a ja zamarłem.
- W którym szpitalu jesteście?
- Głównym - odpowiedziała.
- Za 10 minut będę - mruknąłem i rozłączyłem się.
Opowiedziałem chłopakom, o tym co się stało i ruszyliśmy do szpitala. Po 15 minutach znajdowałem się pod salą porodową. Ukochana Jinxx'a opowiedziała mi o tym co robiła Michelle i wtedy z sali wyszedł lekarz.
- Który z panów jest ojcem dziecka? - zapytał patrząc na każdego z osobna.
- Ja - odpowiedziałem niepewnie - Czy coś się stało?
- Pan Andy? - upewnił się - Może pan już wejść i zobaczyć syna.
Wbiegłem do sali, gdzie ujrzałem moją ukochaną leżącą na szpitalnym łóżku z zawiniątkiem. Podszedłem do łóżka z wielkim uśmiechem, cmoknąłem moją ukochaną w czoło i spojrzałem na swojego syna. Mimo, że był jeszcze opuchnięty, uważam, że to najpiękniejsze dziecko na świecie. Miał czarne włoski i identyczne co moje, niebieskie oczy. Ogólnie był do mnie podobny.
- Jasper.. - wyszeptałem przejeżdżając moim palcem po jego policzku, a malec się uśmiechnął przez co oniemiałem - Czy on ma kły!?
- Nie krzycz - zwróciła mi uwagę Michelle - Przecież to w połowie wampir, drapieżnik... Musi mieć kły, ale nie przejmuj się, jeśli nie dostanie krwi przez najbliższe 24 godziny zostanie człowiekiem.
- Ah... To świetnie - mruknąłem z uśmiechem - I te kły znikną?
Skinęła głową przyglądając się Jazz'owi.
- Może chcesz go potrzymać? - zaproponowała po chwili ciszy.
- Jasne - odpowiedziałem niepewnie, układając ręce w kołyskę. Moja narzeczona ułożyła dziecko w moich ramionach, a ja poczułem, że moje oczy robią się mokre od łez. Łez szczęścia.
- Jestem taki szczęśliwy - szepnąłem - Kocham cię, kocham was.
- My ciebie też - odpowiedziała Michelle, równie szczęśliwa co ja.
Po jakiś 30 minutach lekarz kazał mi wyjść z sali. Zrobiłem zdjęcie mojej ukochanej z synem i udałem się do chłopaków oraz Sammi. Od razu po wyjściu z sali zostałem obsypany pytaniami typu 'jak wygląda? do kogo podobny? na pewno chłopak?'. Wyciągnąłem telefon i pokazałem im zdjęcie. Wszyscy zaczęli się zachwycać, jaki on jest piękny, ale nie dziwię im się. Mój syn był na prawdę śliczny. Udaliśmy się do auta, a ja postanowiłem wysłać zdjęcie do rodziców i dodać na twitter'a. Podpisałem tylko 'Moje skarby' i poczułem wibracje. Spojrzałem na wyświetlacz. 'Mama'.
- Halo? - odebrałem, wysiadając z auta.
- Gratulacje dla młodego tatusia! - usłyszałem głosy moich rodziców, uśmiechnąłem się do siebie.
- Dziękuje.
- Jak tam mój wnuk? Jak się nazywa? - zasypali mnie pytaniami - Ile waży? Jaki jest długi?
- Jasper BIERSACK ma się nieźle - odpowiedziałem dumnie, akcentując nazwisko - 2,5 kg, ale nie wiem ile ma długości.
- Ah... To wyściskaj swoją ukochaną i synka od dziadków - powiedział ojciec - To na razie, synu.
- No pa.
Rozłączyli się, a ja z chłopakami postanowiliśmy w końcu ogarnąć pokój Młodego. Ja z CCim pomalowaliśmy ściany, a reszta w tym czasie wnosiła meble. Wieczorem zmęczeniu udaliśmy się do swoich pokoi.
~ 1,5 miesiąca później ~
Stałem z moim zajebistym synem na rękach próbując go uśpić. Chellie mówiła, żebym go ciągle nie nosił usypiając, bo później nie będzie chciał zasypiać w łóżeczku i będę go sam usypiał, bo to nie ona go tego nauczyła i teraz mam. Chyba już z 1,5 godziny napierdalam po pokoju jak głupi, próbując uspać Jazz'a a on tylko patrzy na mnie jak na idiotę ssając kciuka.
- Mały zaśnij już, proszę - wyszeptałem błagalnie - Ręce zaraz mi odpadną.
Do pokoju weszła moją ukochana. Spojrzała na mnie współczująco i zabrała mi Jasper'a. Uśmiechnąłem się do mojej ukochanej, która właśnie śpiewała piosenkę 'Dream On' Aerosmith. Wiedziałem, że mam najzajebistrzą kobietę na świecie, ale nie wiedziałem, że aż tak zajebiście śpiewa. Objąłem ją od tyłu i śpiewałem z nią wcześniej wspomnianą piosenkę.
- No i nasz aniołek zasnął - szepnęła wyrywając się lekko z mojego uścisku i odłożyła syna do łóżeczka. Pogłaskała go po jego ciemnych włoskach i pociągnęła mnie do salonu.
- I co zasnął? - zainteresowała się Sammi, patrząc na mnie badawczo.
- Słysząc tak zajebisty głos nie miał innego wyjścia - puściła do mnie oczko Chellie - Prawda?
- Jak już to głosów - poprawiłem ją - Ej właśnie, wiecie, że Michelle ma talent?
- Serio? - zdziwił się Ash - Nigdy nie słyszałem jak śpiewa.. Może coś zaprezentujesz, młoda?
- Co? Nie umiem śpiewać - zaczęła się wykręcać - Andy kłamie. Ja pieje jak kogut.
- Udowodnij - uśmiechnął się cwaniacko.
Zgromiła go spojrzeniem, ale zaczęła śpiewać 'Impossible'. Wszyscy przyglądali jej się jak zahipnotyzowani, nawet ja. Gdy skończyła rozległy się brawa.
- Ja pierdole, jesteś zajebista - jęknął Christian - Andy ty szczęściarzu..
- Jestem największym szczęściarzem na świecie - potwierdziłem, przytulając się do pleców mojego skarba - Chellie może powinniśmy w końcu pomyśleć o ślubie? Wyglądasz już tak jak przed ciążą, więc chyba nie masz już żadnych 'ale'?
- Nie mam - odpowiedziała po chwili ciszy - A więc wypadało by pójść do kościoła załatwić termin, jakąś zajebistą salę, muzykę no i suknie. A nie czekaj, przecież ty jesteś ateistą, więc kościół odpada..
- Mogę brać ślub w kościele - odpowiedziałem bez zastanowienia. Nie przejmowałem się miejscem, w którym to się stanie po prostu chciałem mieć Michelle tylko dla siebie.
- Na pewno? - upewniła się, na co kiwnąłem głową - Okej, już chyba wiem, gdzie możemy się pobrać!
Krzyknęła podekscytowana i pobiegła na górę. Po chwili wróciła z laptopem i usiadła na kanapie. Chwilę coś pisała i po chwili pokazała mi zdjęcie dużego kościoła, który świetnie znałem. Church St. Brendan w LA. To w środku tego kościoła kręcony był 'November Rain' Gunsów. Gdy już wybraliśmy kościół musieliśmy ogarnąć listę gości. O dziwo miało zjawić się ze 100 osób. Sala po chwili też już była wybrana. Taka dziewczyna jak Chellie szybko decyduje się czego chcę, co dla mnie jest wielką zaletą.
- Moją świadkową zostanie Sammi - powiedział mój skarb z wielkim zacieszem na ryju - A twoim świadkiem kto?
- Jej, dziękuję! - krzyknęła Sammi rzucając się na szyję Michy - Panieński, skarbie!
- Nie mam pojęcia - mruknąłem zastanawiając się chwilę - Może Ash?
- Ja? - zdziwił się Purdy z dziwnym uśmiechem - Yhm.. Będę zaszczycony. Zorganizuje ci najlepszy kawalerski ever! Będzie picie i zajebiste towarzystwo i dużo nagości i...
- Sex - dokończyła za niego Chacky - Znaczy w twoim wypadku, bo kilku panów ma stałe partnerki.
- Tyle striptizerek - udawałem rozmarzonego - I wszystkie będą na wyciągnięcie ręki. Nic tylko macać!
Michelle popatrzyła na mnie uśmiechając się tak jakoś dziwnie. Co ona chce zrobić?
~Michelle~
Postanowiłam go trochę powkurwiać i też pogadać o striptizerach. Na poczekaniu wymyśliłem imię i zaczęłam:
- Sammi sprowadzisz Brandona? Wiesz te jego kocie ruchy i długi.. Mrrr.. Nic tylko głaskać!
Doll uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo i zachichotała.
- Nie wiedziałam, że ma długiego.. - podłapała zabawę - Sprawdzałaś?
- Wiesz wolę nie gadać na jego temat przy Andy'm ale myślisz, że skąd wiem?
- C.co? - zapytał zdziwiony Andy - Michelle kto to Brandon!?
- Ale Mike'a i resztę też weź - zignorowałam jego pytanie - Nie powinnaś być sama, reszta dziewczyn też nie, a wiem jak polubiłyście chłopców...
- Sammi? - do przysłuchiwania się nam włączył się Jinxx - Kto to kurwa jest Mike?
Spojrzałam na miny chłopaków i wybuchnęła śmiechem. Po chwili zawtórowała mi Sammi.
- Jerry! One nas wkręciły - poskarżył się Andy - Obrażam się i idę do siebie.
Jak powiedział tak zrobił.
- Dobra misiaczki, też jestem zmęczona - powiedziałam i przytuliłam każdego z osobna - Do jutra.
Weszłam na górę do swojego pokoju. Andy'ego w nim nie było, czyli jest w łazience. Wpadłam na iście szatański pomysł. Rozebrałam się do naga i po cichu weszłam do łazienki. Andy stał pod prysznicem, obrócony do mnie tyłem. Na palcach podeszłam do niego i położyłam ręce na jego biodrach. Przestraszony Biersack podskoczył cicho krzycząc. Odwrócił się do mnie przodem i szybko wciągnął mnie do siebie. Pocałował mnie najpierw delikatnie, ale później stawał się coraz bardziej namiętny. Oparłam się plecami o ścianę i położyłam ręke na piersi Andy'ego. Czułam jego szybko bijące serce.
- Skarbie, wiesz, że to nasz ostatni raz przed ślubem? - zapytałam go, gdy poczułam jego dłonie na moich pośladkach.
- Co? Czemu? - zapytał między pocałunkami. Z ust przeszedł na szyję.
- Zobaczysz jak po jakimś czasie bez seksu, zajebista będzie noc poślubna - wymruczałam.
- Okej rozumiem - jęknął. Chyba nie muszę mówić co było dalej.
~ ~ ~ ~
I w końcu mamy rozdział! Nie jest jakiś specjalnie dobry, ale za niedługo panieński, ślub itd. Mam już pomysł na zakończenie opowiadania. Bez obaw, przed jego końcem jeszcze trochę rozdziałów się pojawi. Także, zapraszam do komentowania i do następnego.
A właśnie, dzięki sugestii Chelsea Smile dodałam stronę z bohaterami opowiadania.
- Hmm.. Okej - powiedziałam ciągnąc go za rękę na dół.
Weszliśmy do salonu i wszystkie oczy skierowały się na nas.Jak gdyby nic usiedliśmy na kanapie.
- Andy i co? - zapytała Sammi z wyszczerzem na twarzy.
- Nie zgodziła się.. - odpowiedział ze smutkiem - Nie kocha mnie.
Popatrzyłam na niego jak na idiotę i odparłam:
- Kocham, ale nie nazwę swojego syna Harold, bo przegrałeś zakład!
- No weź kurwa! - mruknął smutno - Bo będę musiał śpiewać na koncercie piosenki One Direction!
- No to zacznij już ćwiczyć - wyszczerzyłam się - Nie skrzywdzę dziecka tak beznadziejnym imieniem.
- Ejj.. Biersack stchórzyłeś? - zapytał Christian z niedowierzaniem.
- Jasne, że stchórzył - powiedziałam machając mu ręką, na której widniał pierścionek.
Wszyscy zaczęli nam gratulować i w ogóle, a później udałam się z Andym na górę.
~ 3 miesiące później ~
Za tydzień mam planowany termin porodu. Stałam przed milionem podobnych do siebie farb i miałam wybrać kolor do pokoju mojego syna.
- Co powiesz na błękit królewski? - zapytała Sammi patrząc na farby.
- Jaki kurwa? - zapytałam patrząc na nią jak na idiotkę.
Doll pokazała jeden z kolorów, a ja jako że miałam już dość oglądania prawie identycznych kolorów, więc się zgodziłam. Gdy my zajmowałyśmy się farbami i dodatkami, chłopcy kupowali meble. Po powrocie do domu wzięłam się za malowanie pokoju mojego syna, przez co dostałam opierdol od Sammi, za nadwyrężanie się tydzień przed porodem. Stojąc na krześle poczułam silny skurcz i wody mi odeszły.
- Sammi, wody! - krzyknęłam trzymając się za brzuch.
- Masz 2 ręce to sobie przynieś! - usłyszałam z dołu, a ja zachichotałam.
- Wody mi odeszły idiotko - odkrzyknęłam idąc w stronę pokoju, w którym trzymałam moją torbę do szpitala. Sammi wbiegła do pokoju, dzwoniąc po taksówkę. Razem z nią zeszłam na dół i udałyśmy się do szpitala. Mimo, że to mój pierwszy poród, czułam się bardzo spokojnie.
~ Perspektywa Andy'ego ~
- Halo? - odebrałem telefon, nie patrząc na wyświetlacz.
- Andy.. Michelle zaczęła rodzić - usłyszałem po drugiej stronie, a ja zamarłem.
- W którym szpitalu jesteście?
- Głównym - odpowiedziała.
- Za 10 minut będę - mruknąłem i rozłączyłem się.
Opowiedziałem chłopakom, o tym co się stało i ruszyliśmy do szpitala. Po 15 minutach znajdowałem się pod salą porodową. Ukochana Jinxx'a opowiedziała mi o tym co robiła Michelle i wtedy z sali wyszedł lekarz.
- Który z panów jest ojcem dziecka? - zapytał patrząc na każdego z osobna.
- Ja - odpowiedziałem niepewnie - Czy coś się stało?
- Pan Andy? - upewnił się - Może pan już wejść i zobaczyć syna.
Wbiegłem do sali, gdzie ujrzałem moją ukochaną leżącą na szpitalnym łóżku z zawiniątkiem. Podszedłem do łóżka z wielkim uśmiechem, cmoknąłem moją ukochaną w czoło i spojrzałem na swojego syna. Mimo, że był jeszcze opuchnięty, uważam, że to najpiękniejsze dziecko na świecie. Miał czarne włoski i identyczne co moje, niebieskie oczy. Ogólnie był do mnie podobny.
- Jasper.. - wyszeptałem przejeżdżając moim palcem po jego policzku, a malec się uśmiechnął przez co oniemiałem - Czy on ma kły!?
- Nie krzycz - zwróciła mi uwagę Michelle - Przecież to w połowie wampir, drapieżnik... Musi mieć kły, ale nie przejmuj się, jeśli nie dostanie krwi przez najbliższe 24 godziny zostanie człowiekiem.
- Ah... To świetnie - mruknąłem z uśmiechem - I te kły znikną?
Skinęła głową przyglądając się Jazz'owi.
- Może chcesz go potrzymać? - zaproponowała po chwili ciszy.
- Jasne - odpowiedziałem niepewnie, układając ręce w kołyskę. Moja narzeczona ułożyła dziecko w moich ramionach, a ja poczułem, że moje oczy robią się mokre od łez. Łez szczęścia.
- Jestem taki szczęśliwy - szepnąłem - Kocham cię, kocham was.
- My ciebie też - odpowiedziała Michelle, równie szczęśliwa co ja.
Po jakiś 30 minutach lekarz kazał mi wyjść z sali. Zrobiłem zdjęcie mojej ukochanej z synem i udałem się do chłopaków oraz Sammi. Od razu po wyjściu z sali zostałem obsypany pytaniami typu 'jak wygląda? do kogo podobny? na pewno chłopak?'. Wyciągnąłem telefon i pokazałem im zdjęcie. Wszyscy zaczęli się zachwycać, jaki on jest piękny, ale nie dziwię im się. Mój syn był na prawdę śliczny. Udaliśmy się do auta, a ja postanowiłem wysłać zdjęcie do rodziców i dodać na twitter'a. Podpisałem tylko 'Moje skarby' i poczułem wibracje. Spojrzałem na wyświetlacz. 'Mama'.
- Halo? - odebrałem, wysiadając z auta.
- Gratulacje dla młodego tatusia! - usłyszałem głosy moich rodziców, uśmiechnąłem się do siebie.
- Dziękuje.
- Jak tam mój wnuk? Jak się nazywa? - zasypali mnie pytaniami - Ile waży? Jaki jest długi?
- Jasper BIERSACK ma się nieźle - odpowiedziałem dumnie, akcentując nazwisko - 2,5 kg, ale nie wiem ile ma długości.
- Ah... To wyściskaj swoją ukochaną i synka od dziadków - powiedział ojciec - To na razie, synu.
- No pa.
Rozłączyli się, a ja z chłopakami postanowiliśmy w końcu ogarnąć pokój Młodego. Ja z CCim pomalowaliśmy ściany, a reszta w tym czasie wnosiła meble. Wieczorem zmęczeniu udaliśmy się do swoich pokoi.
~ 1,5 miesiąca później ~
Stałem z moim zajebistym synem na rękach próbując go uśpić. Chellie mówiła, żebym go ciągle nie nosił usypiając, bo później nie będzie chciał zasypiać w łóżeczku i będę go sam usypiał, bo to nie ona go tego nauczyła i teraz mam. Chyba już z 1,5 godziny napierdalam po pokoju jak głupi, próbując uspać Jazz'a a on tylko patrzy na mnie jak na idiotę ssając kciuka.
- Mały zaśnij już, proszę - wyszeptałem błagalnie - Ręce zaraz mi odpadną.
Do pokoju weszła moją ukochana. Spojrzała na mnie współczująco i zabrała mi Jasper'a. Uśmiechnąłem się do mojej ukochanej, która właśnie śpiewała piosenkę 'Dream On' Aerosmith. Wiedziałem, że mam najzajebistrzą kobietę na świecie, ale nie wiedziałem, że aż tak zajebiście śpiewa. Objąłem ją od tyłu i śpiewałem z nią wcześniej wspomnianą piosenkę.
- No i nasz aniołek zasnął - szepnęła wyrywając się lekko z mojego uścisku i odłożyła syna do łóżeczka. Pogłaskała go po jego ciemnych włoskach i pociągnęła mnie do salonu.
- I co zasnął? - zainteresowała się Sammi, patrząc na mnie badawczo.
- Słysząc tak zajebisty głos nie miał innego wyjścia - puściła do mnie oczko Chellie - Prawda?
- Jak już to głosów - poprawiłem ją - Ej właśnie, wiecie, że Michelle ma talent?
- Serio? - zdziwił się Ash - Nigdy nie słyszałem jak śpiewa.. Może coś zaprezentujesz, młoda?
- Co? Nie umiem śpiewać - zaczęła się wykręcać - Andy kłamie. Ja pieje jak kogut.
- Udowodnij - uśmiechnął się cwaniacko.
Zgromiła go spojrzeniem, ale zaczęła śpiewać 'Impossible'. Wszyscy przyglądali jej się jak zahipnotyzowani, nawet ja. Gdy skończyła rozległy się brawa.
- Ja pierdole, jesteś zajebista - jęknął Christian - Andy ty szczęściarzu..
- Jestem największym szczęściarzem na świecie - potwierdziłem, przytulając się do pleców mojego skarba - Chellie może powinniśmy w końcu pomyśleć o ślubie? Wyglądasz już tak jak przed ciążą, więc chyba nie masz już żadnych 'ale'?
- Nie mam - odpowiedziała po chwili ciszy - A więc wypadało by pójść do kościoła załatwić termin, jakąś zajebistą salę, muzykę no i suknie. A nie czekaj, przecież ty jesteś ateistą, więc kościół odpada..
- Mogę brać ślub w kościele - odpowiedziałem bez zastanowienia. Nie przejmowałem się miejscem, w którym to się stanie po prostu chciałem mieć Michelle tylko dla siebie.
- Na pewno? - upewniła się, na co kiwnąłem głową - Okej, już chyba wiem, gdzie możemy się pobrać!
Krzyknęła podekscytowana i pobiegła na górę. Po chwili wróciła z laptopem i usiadła na kanapie. Chwilę coś pisała i po chwili pokazała mi zdjęcie dużego kościoła, który świetnie znałem. Church St. Brendan w LA. To w środku tego kościoła kręcony był 'November Rain' Gunsów. Gdy już wybraliśmy kościół musieliśmy ogarnąć listę gości. O dziwo miało zjawić się ze 100 osób. Sala po chwili też już była wybrana. Taka dziewczyna jak Chellie szybko decyduje się czego chcę, co dla mnie jest wielką zaletą.
- Moją świadkową zostanie Sammi - powiedział mój skarb z wielkim zacieszem na ryju - A twoim świadkiem kto?
- Jej, dziękuję! - krzyknęła Sammi rzucając się na szyję Michy - Panieński, skarbie!
- Nie mam pojęcia - mruknąłem zastanawiając się chwilę - Może Ash?
- Ja? - zdziwił się Purdy z dziwnym uśmiechem - Yhm.. Będę zaszczycony. Zorganizuje ci najlepszy kawalerski ever! Będzie picie i zajebiste towarzystwo i dużo nagości i...
- Sex - dokończyła za niego Chacky - Znaczy w twoim wypadku, bo kilku panów ma stałe partnerki.
- Tyle striptizerek - udawałem rozmarzonego - I wszystkie będą na wyciągnięcie ręki. Nic tylko macać!
Michelle popatrzyła na mnie uśmiechając się tak jakoś dziwnie. Co ona chce zrobić?
~Michelle~
Postanowiłam go trochę powkurwiać i też pogadać o striptizerach. Na poczekaniu wymyśliłem imię i zaczęłam:
- Sammi sprowadzisz Brandona? Wiesz te jego kocie ruchy i długi.. Mrrr.. Nic tylko głaskać!
Doll uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo i zachichotała.
- Nie wiedziałam, że ma długiego.. - podłapała zabawę - Sprawdzałaś?
- Wiesz wolę nie gadać na jego temat przy Andy'm ale myślisz, że skąd wiem?
- C.co? - zapytał zdziwiony Andy - Michelle kto to Brandon!?
- Ale Mike'a i resztę też weź - zignorowałam jego pytanie - Nie powinnaś być sama, reszta dziewczyn też nie, a wiem jak polubiłyście chłopców...
- Sammi? - do przysłuchiwania się nam włączył się Jinxx - Kto to kurwa jest Mike?
Spojrzałam na miny chłopaków i wybuchnęła śmiechem. Po chwili zawtórowała mi Sammi.
- Jerry! One nas wkręciły - poskarżył się Andy - Obrażam się i idę do siebie.
Jak powiedział tak zrobił.
- Dobra misiaczki, też jestem zmęczona - powiedziałam i przytuliłam każdego z osobna - Do jutra.
Weszłam na górę do swojego pokoju. Andy'ego w nim nie było, czyli jest w łazience. Wpadłam na iście szatański pomysł. Rozebrałam się do naga i po cichu weszłam do łazienki. Andy stał pod prysznicem, obrócony do mnie tyłem. Na palcach podeszłam do niego i położyłam ręce na jego biodrach. Przestraszony Biersack podskoczył cicho krzycząc. Odwrócił się do mnie przodem i szybko wciągnął mnie do siebie. Pocałował mnie najpierw delikatnie, ale później stawał się coraz bardziej namiętny. Oparłam się plecami o ścianę i położyłam ręke na piersi Andy'ego. Czułam jego szybko bijące serce.
- Skarbie, wiesz, że to nasz ostatni raz przed ślubem? - zapytałam go, gdy poczułam jego dłonie na moich pośladkach.
- Co? Czemu? - zapytał między pocałunkami. Z ust przeszedł na szyję.
- Zobaczysz jak po jakimś czasie bez seksu, zajebista będzie noc poślubna - wymruczałam.
- Okej rozumiem - jęknął. Chyba nie muszę mówić co było dalej.
~ ~ ~ ~
I w końcu mamy rozdział! Nie jest jakiś specjalnie dobry, ale za niedługo panieński, ślub itd. Mam już pomysł na zakończenie opowiadania. Bez obaw, przed jego końcem jeszcze trochę rozdziałów się pojawi. Także, zapraszam do komentowania i do następnego.
A właśnie, dzięki sugestii Chelsea Smile dodałam stronę z bohaterami opowiadania.
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)