wtorek, 28 stycznia 2014

#32 - 6 miesięcy

Obudziłam się koło 14, obudzona przez płacz leżącego obok mnie Jaspera. Ledwo świadoma przyłożyłam syna do piersi, domyślając się, że pewnie jest głodny.
- Dzień dobry - usłyszałam głos mojego męża - Jak się spało?
- No hej, całkiem nieźle - uśmiechnęłam się do niego - Co Mały tu robi?
- Przyniosłem go w nocy, bo płakał. A co przeszkadza ci to?
Pomachałam przecząco głową i usłyszałam szum w głowie.
- Skarbie, źle się czujesz? - zapytał przyglądając mi się badawczo - Jesteś strasznie blada, bardziej niż zwykle. Tak to możliwe.
- Nie jest tak źle - mruknęłam - Trochę mi szumi w głowie.
- Malutka, może dzisiaj odpocznij, a ja się się zajmę młodym.
- Jak chcesz - uśmiechnęłam się lekko i znowu wyłożyłam na poduszki. Andy wstał z łóżka lekko się uśmiechając i podszedł do łóżka. Wyciągnął z szafy szare dresy i moją, wielką, czarną koszulkę. Zabrał małego na ręce i mocno przytulił.
- No młody - wyszczerzył się - My idziemy na dół a mamusia sobie odpocznie. No dalej, pożegnaj się ładnie - złapał małą rączkę naszego syna i pomachał nią w moją stronę, a po chwili wyszli.
Leżałam w łóżku, grając na telefonie w Pou, gdy nagle usłyszałam głośne burczenie w brzuchu. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Zaczęło kręcić mi się w głowie, ale zignorowałam to i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej krótkie, bordowe spodenki i białą bokserkę. Ruszyłam do kuchni, ignorując kręcenie w głowie. Szłam korytarzem, gdy nagle bum! Dostałam z drzwi z pokoju Ashleya i upadłam na ziemie.
- Ou kurwa! - krzyknął Purdy klękając nade mną - Jezus przepraszam! Kurwa, ty krwawisz!
- Oj to nic takiego - mruknęłam łapiąc się za nos - Pomóż mi wstać, dalej już sobie poradzę.
- Jezu przepraszam, przepraszam - powtarzał pomagając mi - Wybacz błagam. Nie chciałem, naprawdę.
- Wybaczam, na serio - uśmiechnęłam się lekko - Dobra idę ogarnąć potok, bo się wykrwawię.
Szłam do łazienki, czując coraz większe obroty w głowie. Jedną ręką opierałam się o ścianę, a drugą trzymałam nos. Weszłam do łazienki i zabrałam ręcznik, który przyłożyłam pod nieustannie krwawiący nos. Do łazienki wszedł Ashley.
- I co? - zapytał i spojrzał na mnie wielkimi oczami - Czemu ten ręcznik jest cały zakrwawiony?
- To nic takiego - mruknęłam zabierając ręcznik sprzed nosa - Podaj mi waciki.
Purdy podszedł do apteczki wiszącej obok drzwi i wyciągnął z niej to o co go prosiłam. Zwinięte waciki włożyłam do nosa. Już bez zawrotów zeszłam na dół.
- Skarbie, co się stało? - zapytał zdziwiony Andy z śpiącym Jasperem na rękach.
- Mały wypadek - uśmiechnęłam się do Ashley'a.

Minęły 3 tygodnie od ślubu. Wciąż mam zawroty głowy, jestem blada i krwawię przy każdej okazji. Do tego szybko się męczę i co chwila pojawiają mi się nowe siniaki przy lekkim stuknięciu się o cokolwiek. Biersack błaga mnie, żebym poszła do lekarza, bo po moim wczorajszym zemdleniu martwi się o mnie bardziej niż wcześniej.
- Skarbie proszę - popatrzyła na mnie prosząco, Sammi - Musisz iść do lekarza. Co jeśli to coś poważnego?
- Eee tam to nic poważnego - uśmiechnęłam się do niej - Na prawdę.
- Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie, ani dla Andy'ego to zrób to dla Jaspera - szepnęła - On nie chcę stracić matki.
- Ale to na prawdę nic takiego.
- Skoro tak myślisz, to dlaczego po prostu tam nie pójdziesz? - podniosła brwi wysoko.
- Bo to strata czasu - odpowiedziała i ominęłam ją.
- Nosz kurwa - zdenerwowała się - Pójdziesz!  Jeśli nie to cię kurwa tam zaciągnę. A jeśli sama nie dam rady to wezmę chłopaków i mi pomogą! Nie zachowuj się jak dziecko zrób to.
Spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami. Nigdy na mnie nie krzyczała i co tu dużo mówić, przekonała mnie.
- No dobra pójdę - zgodziłam się - Ale ty pójdziesz ze mną.
Doll zapiszczała z radości i rzuciła mi się na szyję. Pociągnęła mnie za rękę na dół i zaczęła się drzeć, że mnie przekonała. Po jakiejś godzinie ruszyłyśmy do lekarza. Andy chciał jechać z nami, ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak zostanie z Jazzem.

~ Perspektywa Sammi ~
Szłyśmy przez długi, szpitalny korytarz do miejsca, w którym Michy miał mieć wszystkie badania.
- Boisz się? - zapytałam, przytulając ją.
- Nie - odpowiedziała - No może trochę, bo nienawidzę szpitali.
Uśmiechnęłam się do niej pocieszająco, po chwili podszedł do nas starszy, łysy mężczyzna z wielkim wąsem w białym fartuchu.
- Pani Michelle Biersack?
- Co? Aa tak - uśmiechnęła się do mężczyzny - A to Sammi Doll moja przyjaciółka.
- Marian Bailey - podał nam obu rękę - No to zapraszam panią ze sobą. A pani Doll niech tu zaczeka.
Przyjaciółka przytuliła mnie, a ja wyszeptałam ciche Będzie dobrze' i po chwili patrzyłam jak przyjaciółka znika w gabinecie. Usiadłam na krześle i wyciągnęłam telefon. Sprawdziłam twittera, instagrama i zaczęłam grać w 'Dumb Ways To Die'. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Halo?
- Gdzie jesteście? - usłyszałam zatroskany głos Biersack'a - Już was 3 godziny nie ma.
- Serio tak długo? No cóż, dalej ją badają.
- Kurwa, jest na coś chora. Przecież inaczej by jej tak długo nie trzymali.
- Nie jest, na pewno nie.
- Dobra daj znać jak się czegoś dowiesz.
- Yhym papa.
Siedziałam na tym krześle jeszcze z pół godziny, gdy nagle zobaczyłam ją. Michelle wyszła z gabinetu z łzami w oczach.
- Mała, co się stało? - zapytałam przytulając ją.
To co usłyszałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

~ Perspektywa Andy'ego ~
Chodziłem po salonie raz w jedną, raz w drugą martwiąc się niemiłosiernie. A co jeśli na prawdę jest chora.
- Weź kurwa usiądź - mruknął siedzący na kanapie Ashley - Nic jej nie jest.
- Mam nadzieję - usiadłem w końcu obok niego.
Po jakiś 40 minutach do domu weszły dziewczyny. Sammi płakała, a Chellie miała dziwnie nieobecny wzrok. Jinxx wstał z kanapy i podszedł do swojej ukochanej, pytając co się stało. Sammi próbowała wyjaśnić, ale mówiła tylko 6 miesięcy w kółko.
- Michelle, co się stało? - zapytałem w końcu, patrząc na moją żonę.
- Jestem chora - odpowiedziała ze spokojem - Za 6 miesięcy umrę.

~ ~ ~ ~
Oto i kolejny rozdział.
Jakiś taki nijaki i nudny. Mam nadzieję, że następne rozdziały będą lepsze.
Martwi mnie ilość komentarzy. Pod poprzednim rozdziałem jest tylko 1 komentarz, a pod jeszcze wcześniejszym nie ma w ogóle.
Czekam ma komentarze i do następnego.

piątek, 24 stycznia 2014

#31 - Always

Obudziłam się w swoim łóżku ze strasznym bólem głowy. Obok mnie spał Andy. Spojrzałam na zegar i uśmiechnęłam się. Za 5 godzin będę żoną Biersack'a. Zeszłam z łóżka i  wyszłam na korytarz. W tym czasie wyszła również Sammi. Na mój widok zaśmiała się.
- Co cię tak śmieszy? - zapytałam zaskoczona.
- Spójrz na dół - zachichotała przyglądając się moim majtkom. Podążyłam za jej wzrokiem i zamarłam. Nie miałam majtek. W sumie to byłam całkiem naga. Po sekundzie drzwi do sypialni Sammi powtórnie się otworzyły, ale moja przyjaciółka wepchnęła ukochanego do pokoju zanim zdążył wyjść i wydarła się, że mam się ubrać. Weszłam do pokoju i podeszłam do szafki. Ubrałam czarne jeansy i szarą koszulkę z logiem Murderdolls. Weszłam do łazienki i spojrzałam w lustro. Wyglądałam strasznie. Rozmazany makijaż i rozczochrane włosy. Makijaż, a raczej jego pozostałości zmyłam a włosy rozczesałam i umyłam. Wyszłam z łazienki i spojrzałam na łóżko. Mojego narzeczonego w nim nie było, czyli pewnie już jest na dole. Wyszłam na korytarz i usłyszałam płacz mojego syna. Weszłam do jego pokoju i zobaczyłam Andy'ego trzymającego Jaspera.
- Dzień dobry - przywitałam się całując moich mężczyzn po policzkach.
- No hej - przywitał się Biersack - Jak się spało?
- Całkiem nieźle - odpowiedziałam, zabierając mu syna - No maluszku co się dzieje? No już, nie płacz.
Mały patrzył na mnie swoimi pięknymi oczkami i lekko się uśmiechnął.
- Co to za przystojniak? No co? A to synuś mamusi - wyszczerzyłam się - Mama kocha swojego maluszka!
- Tatuś czuje się zazdrosny - mruknął Andy przytulając mnie od tyłu.
- O zasnął - ucieszyłam się i położyłam Młodego do łóżeczka - Idziemy na śniadanie?
- Ymm.. Tak - pociągnął mnie za rękę na dół. W kuchni byli już wszyscy. Bridesi, dziewczyny i rodzina Andy'ego.
- Cześć - przywitaliśmy się.
- Jak oni pięknie razem wyglądają! - zachwyciła się pani Biersack - Napatrzyć się nie mogę.
- Oj mamo, daj spokój - jęknął Andy podchodząc do swojej matki i mocno ją przytulając.
Wyciągnęłam z lodówki jogurt truskawkowy i łyżeczkę.Usiadłam na szafce i zaczęłam jeść, a raczej próbowałam. Naciągnęło mnie i wyplułam wszystko do zlewu. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę.
- Skarbie, co się dzieje? - spytał Andy szybko do mnie podchodząc - Źle się czujesz?
- Stresuje się i nie dam rady nic zjeść - odpowiedziałam - Nie masz się czym martwić, to normalne.
- Skoro i tak nic nie zjesz to może chodź już się przygotowywać? - zaproponowała Sammi - Zostały 4 godziny, więc trzeba się sprężać.
- No dobra, chodźmy - zgodziłam się - Ella, Jess, idziemy?
- Idziemy - przytaknęły.
- Pożegnaj się z Andym, bo go nie zobaczysz do ślubu.
- No to pa kochanie - przytulił mnie - Mam nadzieję, że nie zostawisz mnie samego przed ołtarzem.
- Nie zostawię - uśmiechnęłam się - Nigdy cię nie zostawię, bo cię kocham.
Wszyscy zrobili 'Uuu' , a my zachichotaliśmy i wraz z dziewczynami wyszłam.
- Najpierw się ogolisz - powiedziała Sammi - Po tym co dzisiaj widziałam, stwierdzam, że musisz to zrobić.
Weszłam do łazienki i zrobiłam to co kazała Sammi. Po wyjściu doznałam szoku. Na moim biurku stało mnóstwo kosmetyków.
- Siadaj - rozkazała mi Sammi wskazując na krzesło stojące przed nią - Ell, Jess zajmijcie się włosami, a ja zajmę się makijażem.
Po jakimś czasie malowania mnie, ciągania za włosy, wyrywania brwi w końcu przestały. Przy ubieraniu sukni, okazało się, że jest za duża.
- Jakim cudem schudłaś tak długa w tak krótkim czasie!?
- Kurwa i co teraz? - zapytałam przerażonej Sammi.
Doll zaczęła ciągać za sznurki w gorsecie, ale wciąż to nic nie dało.
- Jess umiesz szyć? - spojrzała błagająco na kuzynkę Biersacka - Błagam, powiedz, że tak.
- No umiem - odpowiedziałam - Mogę spróbować coś wykombinować.
Po 15 minutach byłam już w sukience i butach, ale dalej nie wiedziałam jak wyglądam. Cole pociągnęła mnie do lustra w łazience. Po zobaczeniu siebie zamarłam. Oczy miałam pomalowane na czarno-biało, a usta na czerwono. Włosy pokręcono mi lokówką.
- Pięknie, dziękuje - uśmiechnęłam się najszczerzej jak potrafiłam - Kocham was, wiecie?
- To jeszcze nie wszystko - powiedziała Ella, wpinając mi we włosy srebrny diadem. Był skromy ale śliczny.
- Najpiękniejsza kobieta jaką w życiu widziałam - stwierdziła Jessica uśmiechając się do mnie - Bez obrazy dziewczyny.
- Ee tam przesadzasz - jęknęłam rumieniąc się - Ale i tak dziękuje.
Dziewczyny poszły się przygotować, a ja wyciągnęłam telefon i wybrałam numer Andy'ego.
- Halo? - po trzech sygnałach usłyszałam głos mojego ukochanego - Rozmyśliłaś się?
- Skąd wiedziałeś? - udałam zaskoczoną - A tak na serio to chciałam zapytać jak przygotowania?
- Bez problemów, a twoje?
- Za duża sukienka była problemem, ale teraz już jest ok - uśmiechnęłam do telefonu i do pokoju weszła Sammi - O Sammi przyszła, muszę kończyć. Na razie.
- Kocham cię, paa.
Rozłączyłam się i spojrzałam na Sammi.
- Za 15 minut się zbieramy - uśmiechnęła się i wyszła.
Weszłam do łazienki się wysikać i myjąc ręce zamarłam. Poszła mi krew z nosa.
- Sammi! - wydarłam się trzymając się za nos.
 Po chwili obok mnie pojawiła się Doll. Gdy w końcu udało nam się zatamować potok ruszyłyśmy do samochodu, ponieważ za 10 minut zaczyna się mój ślub, a ja jeszcze nawet nie w drodze. Andy mnie znienawidzi, jeśli się spóźnię. Korki, kurwa korki! Spóźnimy się. O God, co teraz?
- Ja pobiegnę i powiem, że się spóźnicie - powiedziała Sammi - Dobra?
- Cokolwiek - mruknęłam załamana - Możesz iść.
- To do zobaczenia - powiedziała i wybiegła z auta.

~ narrator 3osobowy ~
Przed kościołem stali Ashley i Chris, którzy czekali na Michelle i Sammi. Chris miał prowadzić Chellie do ołtarza, a Ashley i Sammi jako świadkowie mieli iść przed nimi. Jakże wielkie było zdziwienie mężczyzn, gdy zobaczyli biegnącą Doll.
- Co się stało? Czemu ty przybiegłaś, a reszty jeszcze nie ma? - zapytał Purdy.
- Korki - powiedziała tylko jedno słowo.
- Och i co teraz? - zapytał Chris - Andy już czeka przed ołtarzem i zaraz zaczną grać. Jest za późno na odwrót, a jeśli Michelle zaraz się nie pojawi Andy się załamie.
- Mam pomysł! - krzyknęła Sammi - Ashley bierz gitarę z auta i śpiewaj tak długo, aż nie przyjadą.
Purdy popatrzył na nią jak na idiotkę, ale zgodził się.

Andy modlił się, żeby Michelle nie rozmyśliła się i nie zostawiła go samego, przed ołtarzem. Wszyscy patrzyli się na niego, a on nie wiedział co robić. Organista zaczął grać Marsz Mendelssohna, a jego ukochana dalej się nie pojawiała. Gdy piosenka się skończyła Biersack zamarł. Do kościoła wszedł Ashley z gitarą, grając i śpiewając piosenkę Bruno Marsa - Marry You. Gdy piosenka się skończyła, Purdy zaczął grać intro jakiejś nieznanej panu młodemu piosenki, gdy nagle drzwi do kościoła się otworzyły i weszła Sammi trzymając kwiaty, a obok niej Ella i Jess. Sammi złapała Asha pod rękę i ruszyli do ołtarza, a dziewczyny usiadły w 2 ławce. Po chwili drzwi do kościoła otworzyły się powtórnie i do kościoła weszli Michelle i Chris. Na widok swojej kobiety Andy uśmiechnął się szeroko, a ona to odwzajemniła. Biersack senior oddał synowi rękę jego ukochanej i usiadł obok żony w 1 rzędzie. Para młoda obróciła się do księdza, kątem oka zerkając na siebie nawzajem.
- Zebraliśmy się tutaj, aby być świadkami zawarcia związku małżeńskiego przez Michelle Black i Andrew Dennisa Biersacka - zaczął mówić ksiądz spoglądając na parę młodą. Przyszłe małżeństwo wraz z świadkami usiedli na białych krzesłach ozdobionych kwiatami i słuchali księdza. Gdy ksiądz skończył swoje kazanie wszyscy wstali, a ksiądz podszedł do zakochanych. Okręcił ich roztrzęsione dłonie białym szalem z krzyżem.
- Czy ty Andrew Dennisie Biersacku bierzesz sobie Michelle Black za żonę i ślubujesz jej miłość i uczciwość małżeńską oraz to, że nie opuścisz jej aż do śmierci? - zapytał patrząc na zdenerwowaną twarz Andy'ego.
- Tak - odpowiedział ze spokojem, uśmiechając się lekko.
- A czy ty, Michelle Black bierzesz sobie Andrew Dennisa Biersacka za męża i ślubujesz mu miłość, wierność i uczciwość małżeńską, oraz to że nie opuścisz go aż do śmierci? - jego wzrok skierował się na kobietę. Dziewczyna spojrzała na swojego ukochanego i uśmiechnęła się szczerze i wsunął na jej palec obrączkę.
- Tak - odpowiedziała, wsuwając na palec ukochanego obrączkę, a z jej oka spłynęła jedna pojedyncza łza.
- Co Bóg złączył człowiek niech nie rozdziela, od teraz jesteście mężem i żoną, możesz pocałować Pannę Młodą - zakończył, a para połączyła się w namiętnym pocałunku.

~ Michelle ~
 Od teraz jestem Michelle Biersack, czy to nie brzmi zajebiście? Odwróciłam się do tyłu i zamarłam. Wśród gości siedzieli Bring Me The Horizon, Escape the Fate i Asking Alexandria. Odwróciłam się w stronę rodziców Andy'ego i zachichotałam cicho. Pani Biersack płakała wtulona w męża, a on szczerzył się jak głupi do sera. Odwróciłam się w stronę mojego męża (Jak to zajebiście brzmi! *.*) i ledwo powstrzymałam śmiech, gdy zobaczyłam jego głupią minę, gdy przyglądał się moim odkrytym nogom. Po chwili ksiądz skończył swoją końcową mowę i rozległy się dzwony weselne. Andy wyciągnął łokieć w moją stronę i prowadził mnie przez środek kościoła do wyjścia. Na zewnątrz byli już wszyscy i gdy tylko pojawiliśmy się obrzucono nas ryżem. Mój mąż poderwał mnie do góry, zachłannie całując i wtedy rozległy się brawa. Z wielkimi uśmiechami ruszyliśmy, do czarnej, przystrojonej limuzyny.
- Jesteś moją żoną! - krzyknął mi do ucha, a ja aż podskoczyłam. Zaśmiał się i lekko pocałował mnie w usta.
Po chwili drzwi się otworzyli i do środka weszli Bridesi.
- Wisisz mi przysługę - wyszczerzył się w moją stronę Ash - Nigdy więcej nie będę śpiewał w kościele!
- O właśnie - spojrzał na mnie Andy - Dlaczego Ash śpiewał i dlaczego tak długo musiałem na ciebie czekać?
- Krwawiła z nosa i dlatego później ruszyłyśmy, do tego jeszcze korki - odpowiedziała Sammi - Masz szczęście, że nie pobrudziłaś sukni!
Chłopaki wypytywali o co chodzi z tym krwawieniem, ale na szczęście dojechaliśmy do ogrodu w którym miało odbyć się wesele. Po wyjściu z samochodu Andy podniósł mnie na ręce. Gdy posłałam mu pytające spojrzenie stwierdził, że tradycją jest przenoszenie panny młodej przez próg, a jako, że takiego w tym ogrodzie nie było, to przeniesie mnie przez bramę. Mężczyzna zajmujący się całym weselem kazałam nam stanąć w altanie, w której miały się odbywać tańce i dał nam do rąk kieliszki. Szybko wypiliśmy ich zawartość i na 'trzy, cztery..' rzuciliśmy je za siebie. Po zjedzeniu obiadu kazano nam wyjść na parkiet i zatańczyć pierwszy taniec. Z głośników zaczęło lecieć 'Forever' Kissów, a ja wraz z Andym zaczęliśmy tańczyć, namiętnie się przy tym całując. Po oficjalnej części, wszyscy ruszyli na parkiet, ale mi zrobiło się dziwnie słabo, więc usiadłam przy stole i zaczęłam bawić się z leżącym w wózku Jasperem.
- Cześć piękna - usłyszałam za sobą dobrze znany mi głos, chociaż nigdy nie słyszałam go na żywo. Obróciłam się i przywitałam się z mężczyzną.
- Cześć Oliver - uśmiechnęłam się - Jak się bawisz?
- Całkiem nieźle - odpowiedział przyglądając się mojemu synowi - Jezuu.. Jaki podobny do Andy'ego.
- No a czego się spodziewałeś po jego synu? - zachichotałam, głaszcząc Małego po policzku.
- No w sumie - zaśmiał się krótko - Zatańczysz?
- Hmm.. Ok - zgodziłam się - Tylko muszę poprosić panią Biersack, żeby zajęła się Jazzem.

Gdy impreza już rozkręciła się się na dobre, a ja właśnie tańczyłam z CCim, muzyka została przerwana, a na scenę wszedł Andy.
- Ymm.. Przepraszam za przerwanie zabawy, ale chciałbym coś zaśpiewać dla Michelle - powiedział do mikrofonu, patrząc prosto na mnie - Skarbie, wiesz dobrze, że nie jestem dobry w mówieniu o uczuciach, dlatego chciałbym ci zaśpiewać piosenkę, która idealnie okazuję to co chciałbym ci powiedzieć.
Usłyszałam dobrze znaną mi melodię piosenki 'Always' Bon Joviego, a po chwili rozległ się głos Andy'ego 'This Romeo is bleading, but you can't see his blood'. Przez całą piosenką miałam łzy w oczach i uwolniłam je, gdy usłyszałam 'If you told me to cry for you, I could  If you told me to die for you, I would '. Gdy piosenka się skończyła Andy podszedł do mnie z czerwoną różą. Podarował mi ją, a ja z wielkim uśmiechem na ustach go pocałowałam.
- Kocham cię - wyszeptałam przytulając się do niego.
- Ja ciebie też, Michelle Biersack - usłyszałam po chwili.

~ ~ ~ ~
I jest rozdział. Jak wam się podoba, misiaczki?
Według mnie jest całkiem niezły, ale ocenę w komentarzach pozostawiam wam.
Do następnego ^^

sobota, 18 stycznia 2014

#30 - Będziesz moją żoną

~ 25 kwietnia, 2 tygodnie do ślubu ~
- To już ostatnia sala w LA i nic.. Skarbie, co teraz? - zapytałam Andy'ego, mocno ściskając jego dłoń.
- Mam pomysł. Jest taki piękny ogród niedaleko kościoła, w którym bierzemy ślub. Mogę cię tam zabrać jeśli chcesz..
- No jasne - zgodziłam się - Co mamy do stracenia?
Pojechaliśmy do ogrodu, o którym wspominał Andy. Po przekroczeniu bramy zamarłam. Ogród był piękny. Mnóstwo kwiatów w różnych kolorach, choć przeważały głównie białe i czerwone. Mały stawik, altanka, w której będzie można tańczyć.
- Pięknie tu - przyznałam rozglądając się - Trzeba pogadać z właścicielem, czy pozwoli nam tu urządzić wesele.
Andy wyciągnął telefon z tylnej kieszeni i wybrał jakiś numer.
- Halo Tom - chwila przerwy - Tak podoba jej się i chce - znowu przerwa - Tak, jak się umawialiśmy. To do zobaczenia. Dzięki.
- Znasz właściciela? - zdziwiłam się.
- Tak, to stary kumpel mojego ojca - odpowiedział przytulając mnie - Wszystko załatwiliśmy, a on i rodzice wszystko tu urządzą. Nie przejmuj się, będzie idealnie.
- Mam nadzieję - mruknęłam - To ma być najpiękniejszy dzień mojego życia..
- I będzie, zobaczysz - cmoknął mnie we włosy - Kocham cię, malutka.
- Ja ciebie też, duży - wyszczerzyłam się - Idziemy do domu? już mi nogi odpadają.
- Tak, jasne, chodź - Andy złapał mnie za rękę i ruszyliśmy do auta.

~ 2 maja, tydzień do ślubu ~
- W tej wyglądasz pięknie! - klasnęła w dłonie Sammi, gdy wyszłam z przymierzalni. Spojrzałam na swoje odbicie w lustrze i zamarłam. Wyglądałam pięknie w białej sukni, pokazującej moje atuty takie jak dość duże piersi, zgrabne nogi i ogólnie całkiem niezłą figurę. Suknia przodu była krótka do połowy ud, a z tyłu długa aż do kostek. Biały gorset pokryty koronką.
- Całkiem nieźle - zgodziłam się z przyjaciółką - A ty co sądzisz Ash?
- Zajebiście! - uśmiechnął się. Łaził z nami po sklepach już jakieś 2 godziny i nawet nie marudził. Obiecał Andy'emu, któremu Sammi nie pozwoliła iść wybierać sukni, że wybierze sukienkę w której będę wyglądać i ruszać się jak najlepiej - Wyglądasz świetnie, ale jak się ruszasz?
Przeszłam się po sali i zakręciłam się w kółko. Sukienka nie przeszkadzała mi w ruchach.
- Oj nie tak - wyszczerzył się podchodząc do mnie i obejmując w talii - Sammi muzyka!
Doll włączyła jakąś muzykę z telefonu, a ja z Purdym zaczęliśmy ruszać się do rytmu. Nasz 'występ' zakończył się przechyleniem mnie w tył. Sammi wstała klaszcząc, a my teatralnie się ukłoniliśmy.
- I co? - zapytał mój towarzysz - Bierzemy?
- Bierzemy! - krzyknęłyśmy z Doll jednocześnie. W drodze do kasy znalazłam jeszcze śliczną, białą bieliznę i pończochy. Przechodząc obok sklepu z ubraniami dla dzieci zobaczyłam coś co po prostu musiałam kupić. Mały, biały garnitur, wręcz idealny dla mojego syna. Nie zważając na resztę weszłam do sklepu i kupiłam garniak.

~ 8 maja, jeden dzień do ślubu ~
- Sammi pomóż! - krzyknęłam  przeglądając szafę. Za 1,5 godziny zaczyna się mój panieński, a ja nie mam się w co ubrać. Sammi weszła do mojego pokoju z jakimiś ubraniami w ręce. Jedna była bez rękawów skórzana, czarna i mocno przylegająca. Druga również czarna i mocno przylegająca bez dekoltu, z rękawami 3/4 i wycięciem na plecach trochę ponad pupę, a trzecia granatowa opinająca piersi a dalej opadająca luźno.
- Czerwona najlepsza - powiedziała Sammi i podała mi czarne szpilki. Po ubraniu się, przyszła pora na makijaż, którym zajęła się Sammi. Mocno podkreślone czarną kredką oczy i czerwona szminka idealnie kontrastowały z moją trupio bladą skórą. Włosy zakręciłam lokówką i byłam gotowa, w tym czasie Sammi poszła się przygotować. 30 minut do rozpoczęcia imprezy. Nakarmiłam Jaspera piersią i pożegnałam się z Andym i chłopakami, którzy właśnie wychodzili. Co do mojego syna to zostają z nim babcia i dziadek Biersackowie. Mój panieński postanowiłyśmy, w przeciwieństwie do chłopaków spędzić w bardzo wąskim gronie, ponieważ tylko ja, Sammi, Ella, Roxana (córka Jacoba), Sara i kuzynka Andy'ego, Jessica. Gdy już wszystkie znalazłyśmy się u mnie, zadzwoniłam po taksówkę i wyszłyśmy.
- Jak się czuję przyszła pani młoda? - zapytała Rox kierując we mnie kamerę.
- Zajebiście - wyszczerzyłam się do kamery - Zgrasz mi ten film kiedyś. Będę go oglądać jako stara, pomarszczona babcia, wspominając jaka byłam zajebista, gdy jeszcze byłam młoda.
- Hahaha jasne.
Weszłyśmy do klubu i od razu podeszłyśmy do baru. Alkohol lał się litrami. Gdy byłam już nieźle wstawiona razem z Sammi i Amy wskoczyłyśmy na bar i zaczęłyśmy tańczyć ocierając się o siebie. Faceci wręcz ślinili się na nasz widok. Po chwili dołączyły do nas Ella i Sara, tylko Roxana stała i nas filmowała. Puściłam całusa do kamery i zeszłam ze stołu. Wyszłam na zewnątrz trochę odetchnąć, bo w klubie było strasznie gorąco. Usłyszałam mój telefon. Spojrzałam na niego i zobaczyłam jedną nową wiadomość od Andy'ego.
'Za 15 godzin będziesz już moją żoną. Już nie mogę się doczekać. Kocham ;3'
Uśmiechnęłam się do telefonu i schowałam go do torebki.
- Co robisz? - obok mnie pojawiła się Sara - Czemu się nie bawisz?
- Gorąco tam, musiałam odpocząć - uśmiechnęłam się do niej - A ty czemu się nie bawisz?
- Przyszłam sprawdzić gdzie jesteś - odpowiedziała uśmiechem - Już za niedługo zostaniesz panią Biersack..
- No tak, nawet nie wiesz jak się cieszę.
- Widać jaka jesteś szczęśliwa - stwierdziła - Cały czas się uśmiechasz... Nawet jak byłyśmy razem nie byłaś tak szczęśliwa, prawda?
- No prawda, tyle złego było w moim życiu i w końcu jest świetnie.
- I życzę ci, żeby tak było jak najdłużej - przytuliła mnie. Po chwili obok nas pojawiła się Rox z kamerą. Czy ona musi ją wszędzie nosić!?
- Chellie, chcesz powiedzieć coś Andy'emu? - zapytała kierując obiektyw w moją stronę.
- Kocham cię, skarbie - po chwili odezwałam się do kamery z wielkim uśmiechem - A i czekam na noc poślubną.
Puściłam oczko do kamery i ruszyłam do klubu. Usiadłam przy barze i zamówiłam drinka, po chwili obok mnie pojawiły się Sammi i Ella. Razem piłyśmy, później tańczyłyśmy, a potem.. No cóż urwał mi się film.

~ ~ ~ ~
I jest rozdział.
W następnym odbędzie się ślub i wesele, cieszycie się?
A co do komentarzy pod poprzednim rozdziałem... Misiaczki ja jeszcze nie kończę! Powiedziałam tylko, że mam już pomysł, ale przed końcem jeszcze trochę rozdziałów się pojawi ;)
Czekam na komentarze i do następnego :3

piątek, 10 stycznia 2014

#29 - Wody

Andy klęczał przede mną z lekkim uśmiechem, który po chwili zamienił się w smutek. Nie mogłam patrzeć na ten smutek w jego oczach. Uśmiechnęłam się lekko i energicznie pokiwałam głową. Biersack wyciągnął z pudełeczka srebrny pierścionek z dużym czerwonym rubinem, otoczonym jakimiś mniejszymi, czarnymi kamieniami i założył mi go na palec. Po chwili znajdowałam się w ramionach mojego chło.. narzeczonego.
- Kocham cię, malutka - wyszeptał z wielkim wyszczerzem - I za niedługo będziesz tylko moja, będziesz moją żoną.
- Już jestem tylko twoja - odpowiedziałam ze łzami w oczach. Łzami szczęścia oczywiście - A ślubu nie wezmę przed porodem. Chcę wyglądać pięknie, jak księżniczka w ten najważniejszy dzień w moim życiu.
- Ale ty wyglądasz pięknie jak księżniczka, ale spoko, poczekam do porodu. 
- Ejj.. Skarbie - odsunął mnie od siebie - Idziemy na dół?
- Hmm.. Okej - powiedziałam ciągnąc go za rękę na dół.
Weszliśmy do salonu i wszystkie oczy skierowały się na nas.Jak gdyby nic usiedliśmy na kanapie.
- Andy i co? - zapytała Sammi z wyszczerzem na twarzy.
- Nie zgodziła się.. - odpowiedział ze smutkiem - Nie kocha mnie.
Popatrzyłam na niego jak na idiotę i odparłam:
- Kocham, ale nie nazwę swojego syna Harold, bo przegrałeś zakład!
- No weź kurwa! - mruknął smutno - Bo będę musiał śpiewać na koncercie piosenki One Direction!
- No to zacznij już ćwiczyć - wyszczerzyłam się - Nie skrzywdzę dziecka tak beznadziejnym imieniem.
- Ejj.. Biersack stchórzyłeś? - zapytał Christian z niedowierzaniem.
- Jasne, że stchórzył - powiedziałam machając mu ręką, na której widniał pierścionek.
Wszyscy zaczęli nam gratulować i w ogóle, a później udałam się z Andym na górę.

~ 3 miesiące później ~
Za tydzień mam planowany termin porodu. Stałam przed milionem podobnych do siebie farb i miałam wybrać kolor do pokoju mojego syna.
- Co powiesz na błękit królewski? - zapytała Sammi patrząc na farby.
- Jaki kurwa? - zapytałam patrząc na nią jak na idiotkę.
Doll pokazała jeden z kolorów, a ja jako że miałam już dość oglądania prawie identycznych kolorów, więc się zgodziłam. Gdy my zajmowałyśmy się farbami i dodatkami, chłopcy kupowali meble. Po powrocie do domu wzięłam się za malowanie pokoju mojego syna, przez co dostałam opierdol od Sammi, za nadwyrężanie się tydzień przed porodem. Stojąc na krześle poczułam silny skurcz i wody mi odeszły.
- Sammi, wody! - krzyknęłam trzymając się za brzuch.
- Masz 2 ręce to sobie przynieś! - usłyszałam z dołu, a ja zachichotałam.
- Wody mi odeszły idiotko - odkrzyknęłam idąc w stronę pokoju, w którym trzymałam moją torbę do szpitala. Sammi wbiegła do pokoju, dzwoniąc po taksówkę. Razem z nią zeszłam na dół i udałyśmy się do szpitala. Mimo, że to mój pierwszy poród, czułam się bardzo spokojnie.

~ Perspektywa Andy'ego ~
- Halo? - odebrałem telefon, nie patrząc na wyświetlacz.
- Andy.. Michelle zaczęła rodzić - usłyszałem po drugiej stronie, a ja zamarłem.
- W którym szpitalu jesteście?
- Głównym - odpowiedziała.
- Za 10 minut będę - mruknąłem i rozłączyłem się.
Opowiedziałem chłopakom, o tym co się stało i ruszyliśmy do szpitala. Po 15 minutach znajdowałem się pod salą porodową. Ukochana Jinxx'a opowiedziała mi o tym co robiła Michelle i wtedy z sali wyszedł lekarz.
- Który z panów jest ojcem dziecka? - zapytał patrząc na każdego z osobna.
- Ja - odpowiedziałem niepewnie - Czy coś się stało?
- Pan Andy? - upewnił się - Może pan już wejść i zobaczyć syna.
Wbiegłem do sali, gdzie ujrzałem moją ukochaną leżącą na szpitalnym łóżku z zawiniątkiem. Podszedłem do łóżka z wielkim uśmiechem, cmoknąłem moją ukochaną w czoło i spojrzałem na swojego syna. Mimo, że był jeszcze opuchnięty, uważam, że to najpiękniejsze dziecko na świecie. Miał czarne włoski i identyczne co moje, niebieskie oczy. Ogólnie był do mnie podobny.
- Jasper.. - wyszeptałem przejeżdżając moim palcem po jego policzku, a malec się uśmiechnął przez co oniemiałem - Czy on ma kły!?
- Nie krzycz - zwróciła mi uwagę Michelle - Przecież to w połowie wampir, drapieżnik... Musi mieć kły, ale nie przejmuj się, jeśli nie dostanie krwi przez najbliższe 24 godziny zostanie człowiekiem.
- Ah... To świetnie - mruknąłem z uśmiechem - I te kły znikną?
Skinęła głową przyglądając się Jazz'owi.
- Może chcesz go potrzymać? - zaproponowała po chwili ciszy.
- Jasne - odpowiedziałem niepewnie, układając ręce w kołyskę.  Moja narzeczona ułożyła dziecko w moich ramionach, a ja poczułem, że moje oczy robią się mokre od łez. Łez szczęścia.
- Jestem taki szczęśliwy - szepnąłem - Kocham cię, kocham was.
- My ciebie też - odpowiedziała Michelle, równie szczęśliwa co ja.
Po jakiś 30 minutach lekarz kazał mi wyjść z sali. Zrobiłem zdjęcie mojej ukochanej z synem i udałem się do chłopaków oraz Sammi. Od razu po wyjściu z sali zostałem obsypany pytaniami typu 'jak wygląda? do kogo podobny? na pewno chłopak?'. Wyciągnąłem telefon i pokazałem im zdjęcie. Wszyscy zaczęli się zachwycać, jaki on jest piękny, ale nie dziwię im się. Mój syn był na prawdę śliczny. Udaliśmy się do auta, a ja postanowiłem wysłać zdjęcie do rodziców i dodać na twitter'a. Podpisałem tylko 'Moje skarby' i poczułem wibracje. Spojrzałem na wyświetlacz. 'Mama'.
- Halo? - odebrałem, wysiadając z auta.
- Gratulacje dla młodego tatusia! - usłyszałem głosy moich rodziców, uśmiechnąłem się do siebie.
- Dziękuje.
- Jak tam mój wnuk? Jak się nazywa? - zasypali mnie pytaniami - Ile waży? Jaki jest długi?
- Jasper BIERSACK ma się nieźle - odpowiedziałem dumnie, akcentując nazwisko - 2,5 kg, ale nie wiem ile ma długości.
- Ah... To wyściskaj swoją ukochaną i synka od dziadków - powiedział ojciec - To na razie, synu.
- No pa.
Rozłączyli się, a ja z chłopakami postanowiliśmy w końcu ogarnąć pokój Młodego. Ja z CCim pomalowaliśmy ściany, a reszta w tym czasie wnosiła meble. Wieczorem zmęczeniu udaliśmy się do swoich pokoi.

~ 1,5 miesiąca później ~
Stałem z moim zajebistym synem na rękach próbując go uśpić. Chellie mówiła, żebym go ciągle nie nosił usypiając, bo później nie będzie chciał zasypiać w łóżeczku i będę go sam usypiał, bo to nie ona go tego nauczyła i teraz mam. Chyba już z 1,5 godziny napierdalam po pokoju jak głupi, próbując uspać Jazz'a a on tylko patrzy na mnie jak na idiotę ssając kciuka.
- Mały zaśnij już, proszę - wyszeptałem błagalnie - Ręce zaraz mi odpadną.
Do pokoju weszła moją ukochana. Spojrzała na mnie współczująco i zabrała mi Jasper'a. Uśmiechnąłem się do mojej ukochanej, która właśnie śpiewała piosenkę 'Dream On' Aerosmith. Wiedziałem, że mam najzajebistrzą kobietę na świecie, ale nie wiedziałem, że aż tak zajebiście śpiewa. Objąłem ją od tyłu i śpiewałem z nią wcześniej wspomnianą piosenkę.
- No i nasz aniołek zasnął - szepnęła wyrywając się lekko z mojego uścisku i odłożyła syna do łóżeczka. Pogłaskała go po jego ciemnych włoskach i pociągnęła mnie do salonu.
- I co zasnął? - zainteresowała się Sammi, patrząc na mnie badawczo.
- Słysząc tak zajebisty głos nie miał innego wyjścia - puściła do mnie oczko Chellie - Prawda?
- Jak już to głosów - poprawiłem ją - Ej właśnie, wiecie, że Michelle ma talent?
- Serio? - zdziwił się Ash - Nigdy nie słyszałem jak śpiewa.. Może coś zaprezentujesz, młoda?
- Co? Nie umiem śpiewać - zaczęła się wykręcać - Andy kłamie. Ja pieje jak kogut.
- Udowodnij - uśmiechnął się cwaniacko.
Zgromiła go spojrzeniem, ale zaczęła śpiewać 'Impossible'. Wszyscy przyglądali jej się jak zahipnotyzowani, nawet ja. Gdy skończyła rozległy się brawa.
- Ja pierdole, jesteś zajebista - jęknął Christian - Andy ty szczęściarzu..
- Jestem największym szczęściarzem na świecie - potwierdziłem, przytulając się do pleców mojego skarba - Chellie może powinniśmy w końcu pomyśleć o ślubie? Wyglądasz już tak jak przed ciążą, więc chyba nie masz już żadnych 'ale'?
- Nie mam - odpowiedziała po chwili ciszy - A więc wypadało by pójść do kościoła załatwić termin, jakąś zajebistą salę, muzykę no i suknie. A nie czekaj, przecież ty jesteś ateistą, więc kościół odpada..
- Mogę brać ślub w kościele - odpowiedziałem bez zastanowienia. Nie przejmowałem się miejscem, w którym to się stanie po prostu chciałem mieć Michelle tylko dla siebie.
- Na pewno? - upewniła się, na co kiwnąłem głową - Okej, już chyba wiem, gdzie możemy się pobrać!
Krzyknęła podekscytowana i pobiegła na górę. Po chwili wróciła z laptopem i usiadła na kanapie. Chwilę coś pisała i po chwili pokazała mi zdjęcie dużego kościoła, który świetnie znałem. Church St. Brendan w LA. To w środku tego kościoła kręcony był 'November Rain' Gunsów. Gdy już wybraliśmy kościół musieliśmy ogarnąć listę gości. O dziwo miało zjawić się ze 100 osób. Sala po chwili też już była wybrana. Taka dziewczyna jak Chellie szybko decyduje się czego chcę, co dla mnie jest wielką zaletą.
- Moją świadkową zostanie Sammi - powiedział mój skarb z wielkim zacieszem na ryju - A twoim świadkiem kto?
- Jej, dziękuję! - krzyknęła Sammi rzucając się na szyję Michy - Panieński, skarbie!
- Nie mam pojęcia - mruknąłem zastanawiając się chwilę - Może Ash?
- Ja? - zdziwił się Purdy z dziwnym uśmiechem - Yhm.. Będę zaszczycony. Zorganizuje ci najlepszy kawalerski ever! Będzie picie i zajebiste towarzystwo i dużo nagości i...
- Sex - dokończyła za niego Chacky - Znaczy w twoim wypadku, bo kilku panów ma stałe partnerki.
- Tyle striptizerek - udawałem rozmarzonego - I wszystkie będą na wyciągnięcie ręki. Nic tylko macać!
Michelle popatrzyła na mnie uśmiechając się tak jakoś dziwnie. Co ona chce zrobić?

~Michelle~
Postanowiłam go trochę powkurwiać i też pogadać o striptizerach. Na poczekaniu wymyśliłem imię i zaczęłam:
- Sammi sprowadzisz Brandona? Wiesz te jego kocie ruchy i długi.. Mrrr.. Nic tylko głaskać!
Doll uśmiechnęła się do mnie porozumiewawczo i zachichotała.
- Nie wiedziałam, że ma długiego.. - podłapała zabawę - Sprawdzałaś?
- Wiesz wolę nie gadać na jego temat przy Andy'm ale myślisz, że skąd wiem?
- C.co? - zapytał zdziwiony Andy - Michelle kto to Brandon!?
- Ale Mike'a i resztę też weź - zignorowałam jego pytanie - Nie powinnaś być sama, reszta dziewczyn też nie, a wiem jak polubiłyście chłopców...
- Sammi? - do przysłuchiwania się nam włączył się Jinxx - Kto to kurwa jest Mike?
Spojrzałam na miny chłopaków i wybuchnęła śmiechem. Po chwili zawtórowała mi Sammi.
- Jerry! One nas wkręciły - poskarżył się Andy - Obrażam się i idę do siebie.
Jak powiedział tak zrobił.
- Dobra misiaczki, też jestem zmęczona - powiedziałam i przytuliłam każdego z osobna - Do jutra.
Weszłam na górę do swojego pokoju. Andy'ego w nim nie było, czyli jest w łazience. Wpadłam na iście szatański pomysł. Rozebrałam się do naga i po cichu weszłam do łazienki. Andy stał pod prysznicem, obrócony do mnie tyłem. Na palcach podeszłam do niego i położyłam ręce na jego biodrach. Przestraszony Biersack podskoczył cicho krzycząc. Odwrócił się do mnie przodem i szybko wciągnął mnie do siebie. Pocałował mnie najpierw delikatnie, ale później stawał się coraz bardziej namiętny. Oparłam się plecami o ścianę i położyłam ręke na piersi Andy'ego. Czułam jego szybko bijące serce.
- Skarbie, wiesz, że to nasz ostatni raz przed ślubem? - zapytałam go, gdy poczułam jego dłonie na moich pośladkach.
- Co? Czemu? - zapytał między pocałunkami. Z ust przeszedł na szyję.
- Zobaczysz jak po jakimś czasie bez seksu, zajebista będzie noc poślubna - wymruczałam.
- Okej rozumiem - jęknął. Chyba nie muszę mówić co było dalej.

~ ~ ~ ~
I w końcu mamy rozdział! Nie jest jakiś specjalnie dobry, ale za niedługo panieński, ślub itd. Mam już pomysł na zakończenie opowiadania. Bez obaw, przed jego końcem jeszcze trochę rozdziałów się pojawi. Także, zapraszam do komentowania i do następnego.
A właśnie, dzięki sugestii Chelsea Smile dodałam stronę z bohaterami opowiadania.