wtorek, 28 stycznia 2014

#32 - 6 miesięcy

Obudziłam się koło 14, obudzona przez płacz leżącego obok mnie Jaspera. Ledwo świadoma przyłożyłam syna do piersi, domyślając się, że pewnie jest głodny.
- Dzień dobry - usłyszałam głos mojego męża - Jak się spało?
- No hej, całkiem nieźle - uśmiechnęłam się do niego - Co Mały tu robi?
- Przyniosłem go w nocy, bo płakał. A co przeszkadza ci to?
Pomachałam przecząco głową i usłyszałam szum w głowie.
- Skarbie, źle się czujesz? - zapytał przyglądając mi się badawczo - Jesteś strasznie blada, bardziej niż zwykle. Tak to możliwe.
- Nie jest tak źle - mruknęłam - Trochę mi szumi w głowie.
- Malutka, może dzisiaj odpocznij, a ja się się zajmę młodym.
- Jak chcesz - uśmiechnęłam się lekko i znowu wyłożyłam na poduszki. Andy wstał z łóżka lekko się uśmiechając i podszedł do łóżka. Wyciągnął z szafy szare dresy i moją, wielką, czarną koszulkę. Zabrał małego na ręce i mocno przytulił.
- No młody - wyszczerzył się - My idziemy na dół a mamusia sobie odpocznie. No dalej, pożegnaj się ładnie - złapał małą rączkę naszego syna i pomachał nią w moją stronę, a po chwili wyszli.
Leżałam w łóżku, grając na telefonie w Pou, gdy nagle usłyszałam głośne burczenie w brzuchu. Niechętnie podniosłam się z łóżka. Zaczęło kręcić mi się w głowie, ale zignorowałam to i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej krótkie, bordowe spodenki i białą bokserkę. Ruszyłam do kuchni, ignorując kręcenie w głowie. Szłam korytarzem, gdy nagle bum! Dostałam z drzwi z pokoju Ashleya i upadłam na ziemie.
- Ou kurwa! - krzyknął Purdy klękając nade mną - Jezus przepraszam! Kurwa, ty krwawisz!
- Oj to nic takiego - mruknęłam łapiąc się za nos - Pomóż mi wstać, dalej już sobie poradzę.
- Jezu przepraszam, przepraszam - powtarzał pomagając mi - Wybacz błagam. Nie chciałem, naprawdę.
- Wybaczam, na serio - uśmiechnęłam się lekko - Dobra idę ogarnąć potok, bo się wykrwawię.
Szłam do łazienki, czując coraz większe obroty w głowie. Jedną ręką opierałam się o ścianę, a drugą trzymałam nos. Weszłam do łazienki i zabrałam ręcznik, który przyłożyłam pod nieustannie krwawiący nos. Do łazienki wszedł Ashley.
- I co? - zapytał i spojrzał na mnie wielkimi oczami - Czemu ten ręcznik jest cały zakrwawiony?
- To nic takiego - mruknęłam zabierając ręcznik sprzed nosa - Podaj mi waciki.
Purdy podszedł do apteczki wiszącej obok drzwi i wyciągnął z niej to o co go prosiłam. Zwinięte waciki włożyłam do nosa. Już bez zawrotów zeszłam na dół.
- Skarbie, co się stało? - zapytał zdziwiony Andy z śpiącym Jasperem na rękach.
- Mały wypadek - uśmiechnęłam się do Ashley'a.

Minęły 3 tygodnie od ślubu. Wciąż mam zawroty głowy, jestem blada i krwawię przy każdej okazji. Do tego szybko się męczę i co chwila pojawiają mi się nowe siniaki przy lekkim stuknięciu się o cokolwiek. Biersack błaga mnie, żebym poszła do lekarza, bo po moim wczorajszym zemdleniu martwi się o mnie bardziej niż wcześniej.
- Skarbie proszę - popatrzyła na mnie prosząco, Sammi - Musisz iść do lekarza. Co jeśli to coś poważnego?
- Eee tam to nic poważnego - uśmiechnęłam się do niej - Na prawdę.
- Jeśli nie chcesz tego zrobić dla mnie, ani dla Andy'ego to zrób to dla Jaspera - szepnęła - On nie chcę stracić matki.
- Ale to na prawdę nic takiego.
- Skoro tak myślisz, to dlaczego po prostu tam nie pójdziesz? - podniosła brwi wysoko.
- Bo to strata czasu - odpowiedziała i ominęłam ją.
- Nosz kurwa - zdenerwowała się - Pójdziesz!  Jeśli nie to cię kurwa tam zaciągnę. A jeśli sama nie dam rady to wezmę chłopaków i mi pomogą! Nie zachowuj się jak dziecko zrób to.
Spojrzałam na nią szeroko otwartymi oczami. Nigdy na mnie nie krzyczała i co tu dużo mówić, przekonała mnie.
- No dobra pójdę - zgodziłam się - Ale ty pójdziesz ze mną.
Doll zapiszczała z radości i rzuciła mi się na szyję. Pociągnęła mnie za rękę na dół i zaczęła się drzeć, że mnie przekonała. Po jakiejś godzinie ruszyłyśmy do lekarza. Andy chciał jechać z nami, ale stwierdziłam, że lepiej będzie jak zostanie z Jazzem.

~ Perspektywa Sammi ~
Szłyśmy przez długi, szpitalny korytarz do miejsca, w którym Michy miał mieć wszystkie badania.
- Boisz się? - zapytałam, przytulając ją.
- Nie - odpowiedziała - No może trochę, bo nienawidzę szpitali.
Uśmiechnęłam się do niej pocieszająco, po chwili podszedł do nas starszy, łysy mężczyzna z wielkim wąsem w białym fartuchu.
- Pani Michelle Biersack?
- Co? Aa tak - uśmiechnęła się do mężczyzny - A to Sammi Doll moja przyjaciółka.
- Marian Bailey - podał nam obu rękę - No to zapraszam panią ze sobą. A pani Doll niech tu zaczeka.
Przyjaciółka przytuliła mnie, a ja wyszeptałam ciche Będzie dobrze' i po chwili patrzyłam jak przyjaciółka znika w gabinecie. Usiadłam na krześle i wyciągnęłam telefon. Sprawdziłam twittera, instagrama i zaczęłam grać w 'Dumb Ways To Die'. Usłyszałam dzwonek mojego telefonu.
- Halo?
- Gdzie jesteście? - usłyszałam zatroskany głos Biersack'a - Już was 3 godziny nie ma.
- Serio tak długo? No cóż, dalej ją badają.
- Kurwa, jest na coś chora. Przecież inaczej by jej tak długo nie trzymali.
- Nie jest, na pewno nie.
- Dobra daj znać jak się czegoś dowiesz.
- Yhym papa.
Siedziałam na tym krześle jeszcze z pół godziny, gdy nagle zobaczyłam ją. Michelle wyszła z gabinetu z łzami w oczach.
- Mała, co się stało? - zapytałam przytulając ją.
To co usłyszałam przeszło moje najśmielsze oczekiwania.

~ Perspektywa Andy'ego ~
Chodziłem po salonie raz w jedną, raz w drugą martwiąc się niemiłosiernie. A co jeśli na prawdę jest chora.
- Weź kurwa usiądź - mruknął siedzący na kanapie Ashley - Nic jej nie jest.
- Mam nadzieję - usiadłem w końcu obok niego.
Po jakiś 40 minutach do domu weszły dziewczyny. Sammi płakała, a Chellie miała dziwnie nieobecny wzrok. Jinxx wstał z kanapy i podszedł do swojej ukochanej, pytając co się stało. Sammi próbowała wyjaśnić, ale mówiła tylko 6 miesięcy w kółko.
- Michelle, co się stało? - zapytałem w końcu, patrząc na moją żonę.
- Jestem chora - odpowiedziała ze spokojem - Za 6 miesięcy umrę.

~ ~ ~ ~
Oto i kolejny rozdział.
Jakiś taki nijaki i nudny. Mam nadzieję, że następne rozdziały będą lepsze.
Martwi mnie ilość komentarzy. Pod poprzednim rozdziałem jest tylko 1 komentarz, a pod jeszcze wcześniejszym nie ma w ogóle.
Czekam ma komentarze i do następnego.

5 komentarzy:

  1. Ona nie może umrzeć O.o
    świetny rozdział ^^
    Czekam xD

    OdpowiedzUsuń
  2. dlaczego chcesz ja usmiercic ?!
    nie mozesz XD

    OdpowiedzUsuń
  3. Ona ma żyć bo jak nie to zabije!! :D Michelle nie może umrzeć, nie zrobisz nam tego!! :'( Pisz szybko nexta <3

    OdpowiedzUsuń
  4. kurwa co
    no weź jej tego nie rób, przecież ona jest wampirem ;_;
    czekam i bez dram proszę

    OdpowiedzUsuń
  5. Co?! Ej nie maXD To znaczy, że jak Michelle umrze to oznacza to koniec bloga. Ej nie! Nie ma! Nie możesz prooooszę! :( Rozdział super, ale końcówka mnie załamała :\ Do następnego :*

    OdpowiedzUsuń

Jeśli już przeczytałaś/łeś rozdział to miło by było gdybyś zostawił/a komentarz. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie to motywacja do działania :)