Strony

środa, 25 grudnia 2013

#28 - Berek

- Mamusiu, obudź się! - usłyszałam radosny głos dziecka, obok mojego ucha. Co tu robi dziecko!?Gwałtownie otworzyłam i spojrzałam na posiadacza owego głosu. Zamarłam. Przede mną stał mały, wyglądający na jakieś 5 lat chłopczyk o długich do ramion czarnych włosach i niebieskich oczach. Oczach Andy'ego.
- Co? Kim ty jesteś? - zapytałam, przyglądając się ślicznemu chłopcu.
- Jestem Jasper, mamusiu - uśmiechnął się, ukazując swoje mleczaki.
- Jesteś moim synem? - zdziwiłam się, przecież jeszcze 3 miesiące do porodu.
- Mamo, przestań zadawać głupie pytania i chodź na śniadanie - zaśmiał się melodyjnie ciągnąc mnie za rękę - Dzisiaj przyjeżdża tatuś i wujkowie. A tatuś obiecał, że kupi mi pieska, wiesz? Nazwę go Kermit, dobrze? I on będzie ze mną spał, pozwolisz mu?
Opowiadał mały chłopczyk ciągnął mnie w stronę kuchni. Czemu nie pamiętam jego narodzin, ani nic. Ile lat zapomniałam? Musze się dowiedzieć.
- Jasper, synku - przerwałam jego wywód na temat wyglądu psa - Ile ty właściwie masz lat, skarbie?
- 5 - odpowiedział z dumą - A ty masz 26, wiesz?
Patrzyłam na Jaspera jak na idiotę. Mam 26 lat! Nie pamiętam ostatnich 5 lat no przecież to niemożliwe. Weszliśmy do kuchni. Mały poprosił mnie o naleśniki na śniadanie. Zaczęłam przygotowywać jedzenie, gdy nagle usłyszeliśmy otwieranie się drzwi.
- Tato! - wydarł się mój syn i pobiegł w stronę drzwi.
Poszłam za nim i ujrzałam chłopaków, ale starszych niż ich znałam. Nawet wyglądali starzej, ale wciąż byli przystojni. No cóż w końcu minęło 5 lat, więc nic dziwnego, że się zmienili.
- Jazz, przystojniaku! - wydarł się mój ukochany podnosząc syna wysoko do góry - Jak ja za tobą tęskniłem!
- Tatusiu, kiedy kupisz mi pieska?
- Młody, za chwilę o tym porozmawiamy, a teraz daj mi się przywitać z mamą - uśmiechnął się Andy stawiając Jaspera na podłodze.
- Cześć kochanie - przytulił mnie - Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem.
Przywitałam się z resztą i udaliśmy się do salonu. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy. Po pierwsze wyszłam za Andy'ego 3 miesiące po narodzinach Jazz'a. Jake pobrał się z Ellą. Ashley poznał jakąś Alice i z nią się ożenił. Tylko CC jest wciąż wolny. Dziwnie, nie? Wielki Ashley Purdy, największy playboy z zespołu się ustatkował, a Christian nie poznał jeszcze miłości swojego życia. Podobno kręcił z niejaką Sarą, ale jeszcze się nie pobrali. Oglądaliśmy zdjęcia z ostatnich lat, gdy nagle Jasper siedzący na moich kolanach poprosił, żebym poszła z nim na górę. Powoli udaliśmy się do jego pokoju.
- Popatrz mamusiu - wyszczerzył się pokazując mi rysunek przedstawiający całą naszą rodzinę, czyli Bridesów, mnie, ukochane chłopaków i Jazz'a.
- Ojej.. Śliczne - uśmiechnęłam się szczerze - Masz wielki talent.
- Dziękuje - przytulił z wielkim uśmiechem - Pobawimy się w berka?
- Oczywiście, skarbie - powiedziałam z entuzjazmem - Berek!
Krzyknęłam, biegnąc do sypialni.
- Berek! - wydarł się mój syn biegnąc przez korytarz. Zaczął zbiegać po schodach.
- Stój! Nie biegaj po schodach! - krzyknęłam i usłyszałam uderzenie o ziemię - Jasper!
Podbiegłam do drzwi, a na dole ujrzałam mojego syna. Leżał z otwartymi oczami, a jego głowy lała się krew. Zbiegłam po schodach i uklęknęłam nad nim, mocno go przytulając.
-Andy, dzwoń na pogotowie! - krzyknęłam przez łzy.
- Przepraszam mamusiu - wyszeptał słabo - Kocham cię..
- Nie zamykaj oczu, błagam - odpowiedział przez łzy - Jasper, mów do mnie.
- Kocham cię - powtórzył i zamknął oczy. Przyłożyłam palce do jego gardła, nie było pulsu. Wybuchnęłam płaczem i zaczęłam krzyczeć.

- Michelle! - krzyknął Andy, potrząsając mną. Gwałtownie otworzyłam oczy i usiadłam.
- Andy, skarbie - przytuliłam go - Miałam taki okropny sen. Jasper.. on umarł.
- Jasper? - zdziwił się mój ukochany - Że nasz syn?
- Tak Jasper - uśmiechnęłam się - Nie podoba ci się?
- Strasznie mi się podoba - odpowiedział - Czyli tak będzie się nazywał?
- Hmm.. Tak. Jak tam mały, podoba ci się?  - pogłaskałam się po brzuchu. Młody zaczął kopać jak szalony, a ja uśmiechnęłam się szeroko - Oczywiście, że ci się podoba.
- Dobra skarbie, jest 3 w nocy, może idziemy spać? - zaproponował Andy.
- Okej - zgodziłam się i udałam się do krainy Morfeusza.

Dzisiaj 24 grudnia. Wigilia. Zaraz po ogarnięciu się, zabrałam się za pakowanie prezentów. Pierwszy wzięłam prezent Ashley'a, czyli koszulkę z napisem 'Bez tej koszulki wyglądam jeszcze lepiej' i jakieś wino.  Jake'owi kupiłam nową kostkę i perfumę, Christianowi koszulkę z jego ulubionym zespołem i pałeczki, a Jinxx dostanie skrzypce. Sammi kupiłam gorset, a Elli bieliznę. Nad prezentem dla Andy'ego zastanawiałam się najdłużej. W końcu postanowiłam kupić mu czarny zegarek, na czarnym skórzanym pasku. Spakowane już prezenty wcisnęłam pod łóżko i zauważyłam tam, również prezenty Andy'iego. Ciekawość mnie zrżerała, chciałam je zobaczyć, ale postanowiłam się powstrzymać. Zeszłam na dół po schodach. Musiałam pomóc dziewczynom w kuchni.
- Dziewczyny w czym wam pomóc? - zapytałam, siadając na blacie.
- W sumie to nie musisz w niczym - odpowiedziała Ella - Ale jak bardzo ci zależy to idź ubierać choinkę.
- Ehh... Okej - mruknęłam idąc do salonu.
- Ejj mała, tylko się nie przemęczaj - upomniałam mnie Sammi -Bo jeszcze Jasper na tym ucierpi.
Nie odpowiedziałam i  w ciszy weszłam do salonu. Przed dość dużą, sztuczną choinką stali chłopcy zakładając lampki.
- Mogę wam pomóc? - zapytałam z nadzieją - Nudzi mi się, a nie mam co robić w kuchni.
- No jasne - odpowiedział Andy - Możesz już rozwieszać bombki.
Zabrałam się do pracy. Ubieranie choinki szło nam opornie, ponieważ nie obeszło się bez rzucania w siebie bombkami i zawijania nawzajem w łańcuchy.
- Ejj.. Kto daje gwiazdkę na samą górę? - zapytał Ash, znacząco patrząc na mnie.
- Na mnie nie patrz. Nie dosięgnę - mruknęłam - A podnieść mnie nie podniesiecie, bo jestem jebanym wielorybem i nikt mnie nie utrzyma, co najwyżej dźwig.
- Kochanie ja dam radę - uśmiechnął się słodko Andy - Ale skoro nie chcesz, to ja dam radę bez podnoszenia. Poza tym nie jesteś wielorybem, jesteś w ciąży, więc to normalne, że masz duży brzuch, a za 3 miesiące wrócisz do wagi z przed ciąży, więc cierpliwości.
Andy umieścił gwiazdę na czubki i po chwili znajdowałam się w jego ramionach.

~ 3 godziny później ~
Po złożeniu sobie życzeń usiedliśmy do stołu. Ja siedziałam między Andym, a Sammi. Doll cały czas radła się na mnie, gdy mówiłam, że już nie jem, bo jestem gruba. Przez tą ciąże, wpadłam w obsesje na punkcie mojej wagi. Po zjedzeniu wszystkiego rozdaliśmy sobie prezenty. Z racji tego, że jestem leniwa powiem tylko co dostałam. Od Asha, CCiego, Jinnxa i Jake'a dostałam Porsche Panamera przez co oczywiście się popłakałam (ze szczęścia) i opierdoliłam ich za tak drogi prezent, a od Sammi miętową sukienkę. Mocno opinającą piersi, a od nich w dół była luźna, do tegomajtki z napisem 'Seksowna mamuśka' (!?) i jakieś zajebiście pachnące perfumy. Andy podarował mi gramofon, kilka winyli i powiedział, że reszta prezentów czeka na górze. Szczerze, średnio obchodziło mnie co jest tam, na górze, ponieważ cieszyłam się gramofonem jak dziecko. Ten prezent to było moje marzenie odkąd skończyłam 8 lat.
- Ja pójdę na górę i  przyjdź kiedy cię zawołam, okej? - zapytał mój ukochany wesoło. W ogóle cały dzień był dzisiaj strasznie wesoły. Przytaknęłam i usiadłam na kanapie.
- Mała, a może ubrałabyś moją sukienkę? - zapytała Sammi, mrugając do mnie.
- Jak chcesz - odpowiedziałam i z sukienką udałam się do łazienki, a Sammi za mną. Bez skrępowania ściągnęłam moje czarne jeansy i białą koszulę i przebrałam się w miętowe cudo.
- Zwiąż włosy w koka - rozkazała Sammi, zapinając sukienkę.Wykonałam polecenie, dodatkowo pomalowałam jasnym cieniem powieki i przejechałam czerwonym błyszczykiem po ustach. Sammi ściągnęła swój śliczny wisiorek i założyła go mi, tłumacząc, że to na szczęście. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować, co ma się stać tam na górze.
- Wyglądasz zajebiście - zaklaskała w dłonie Sammi - Mam najśliczniejszą przyjaciółkę na całym świecie.
- Nie skarbie - zaśmiałam się - To ja mam najśliczniejszą przyjaciółkę.
Przekomarzałyśmy się jeszcze chwilę, gdy do łazienki wszedł Ash.
- Andy cię wo... ła - powiedział, dosłownie pożerając mnie wzrokiem - Także ten, idź do niego i powodzenia, piękna.
Powoli weszłam na górę i skręciłam do pokoju mojego i ojca. To co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Na środku pokoju, wśród białych płatków róż klęczał Andy, ubrany w garnitur z małym, granatowym pudełeczkiem w ręce.
- Miłości mojego życia, Channel Rose, obecnie znana jako Michelle Black,  kocham ciebie i nasze dziecko. Chcę z tobą spędzić wieczność. Zasypiać i budzić się przy tobie, a gdy będziemy jebanymi starcami, chcę siedzieć z tobą na bujanych fotelach i opowiadać o tym jak zajebiste było nasze wspólne życie - wyrecytował z lekkim uśmiechem, a ja już wiedziałam co się święci - Czy sprawisz mi tą przyjemność i zostaniesz moją żoną?
Zamarłam. Niby wiedziałam, że prędzej, czy później to nastąpi, ale nie wiedziałam, że już. Stałam jak słup, z lekko otworzonymi ustami i nie mogłam wydusić z siebie słowa.

~ ~ ~ ~
No i jest rozdział. Nie jest do końca taki, jaki chciałabym, żeby był, ale nie jest najgorszy (chyba). Z resztą co ja go będę oceniać. Ocenę pozostawiam wam i czekam na komentarze. Do następnego ^^

czwartek, 12 grudnia 2013

#27 - Pokaż co potrafisz... synu

- Andy, wstawaj - mówiłam próbując ucucić Biersack'a. Po chwili Andrew otworzył oczy.
- Ch.. Chelle? - zapytał siadając - Co się stało?
- Zemdlałeś - zaśmiałam się - Dzidziuś cię kopnął i z wrażenia odleciałeś.
- Ahaa.. To fajnie - mruknął wstając - Mała, chodź ze mną na chwilę.
- Okeej - zgodziłam się, a Andy pociągnął mnie na górę. Weszliśmy do pokoju Biersack'a i usiedliśmy na łóżku.
- No więc? - zapytałam patrząc mu w oczy - Czego chciałeś?
- Kocham cię - wyszeptał, łapiąc mnie ręce - I chciałbym razem z tobą wychowywać nasze dziecko, naszego syna i chcę, abyśmy na zawsze byli razem. Czy jest szansa, że kiedykolwiek mi wybaczysz?
- Szansa jest zawsze - uśmiechnęłam się lekko - A w tym przypadku całkiem duża. Au kurwa.. Andy on mnie kopie!
Poskarżyłam się Biersack'owi.
- No maluchu - pogłaskał mnie po brzuchu - Nie wolno tak mocno kopać mamusi.. Znaczy tak trochę to możesz, bo przynajmniej wiemy, że jesteś zdrowy, ale nie tak mocno.. Wiem, że jesteś silny jak tatuś, ale..
Przerwałam mu wybuchając śmiechem.
- No widzisz młody ona się ze mnie śmieje - powiedział z wyrzutem - Możesz ją kopać za karę, pokaż co potrafisz.. synu.
Jak na zawołanie poczułam mocne kopnięcie w żebra, aż zwinęłam się w pół.Niby jako wampir nie czułam tak mocnego bólu jak ludzie, ale 'coś' kopiące mnie od środka zadawało ból.
- Kurde... Przypomniało mi się coś - mruknął Andy - Trzeba wymyślić jakieś imię dla naszego maleństwa.
- Masz jakieś pomysły? - zapytałam z nadzieją. Liczyłam, że coś wymyślił.
- Kilka - uśmiechnął się niepewnie - Ale może zapytamy też chłopaków i Sammi?
- Okej - zgodziłam się, wstając. Andy uczynił to samo co ja i zbiegł na dół. Bedąc na 4 od dołu schodku zakręciło mi się w głowie i poczułam, że lecę.
- Co ty byś beze mnie zrobiła? - zapytał Biersack, łapiąc mnie w locie.
- Jebłabym o ziemię - mruknęłam, próbując wstać, ale ramiona wokalisty mi to uniemożliwiały.
- A jakaś nagroda za uratowanie twojej ślicznej mordki? - zapytał, patrząc mi w oczy z uśmiechem.
- A czego by pan chciał, panie Biersack? - nie odpowiedział, tylko zrobił dziubek.
Zachichotałam i pokręciłam przecząco głową. Andy zrobił smutną minę, ale podniósł mnie do pozycji stojącej i puścił. Weszłam do salonu, a za mną mną mój towarzysz. Andrew usiadł na fotelu, a jako, że nie było innego wolnego miejsca wbiłam mu się na kolana. Rozmowy ucichły, a wszystkie oczy skierowały się w naszą stronę.
- A więc- zaczął Andy, obejmując mój brzuch - Chciałem, żebyście tu wszyscy byli, bo mamy sprawę. Ten maluch wychodzi z brzucha za 3 miesiące i trzeba by go było jakoś nazwać, więc liczymy na waszą pomoc co do imienia...
- Ashley! - wydarł się Purdy - Zajebistrzego imienia nie znajdziecie.
- Głupi jesteś - zaśmiał się CC - Już prędzej Christian.
- Debile - wybuchnęła śmiechem Sammi - Oni nie chcą skrzywdzić dziecka już na samym początku waszymi chujowymi imionami.
- Dzięki - mruknęli obaj, robiąc minę obrażonej pięciolatki.
- Może Chris po ojcu Andy'ego - zaproponował Jake, gdy już myśleliśmy, że nikt nie podszedł do tematu poważnie - Albo Steven po twoim?
- Nie - odpowiedziałam szybko - Nie chcę, żeby młody miał cokolwiek wspólnego z moim ojcem poza genami..
- Sebasian, William, Justin, Matt, Joe, James, Willian, Nicholas, Jasper, Billy, Charles... - wymieniał Jeremy - Anothony, Adam, Oscar, Lucas.. I jak podoba się jakieś?
- A więc mi się spodobały Sebastian, Nicholas (dzięki Rebel Angel ;*) i  Jasper, a tobie, skarbie? - popatrzył na mnie pytająco Andrew.
- Też - odpowiedziałam szczerze - A więc, które wybrać?
- Myśmy podali propozycje, ale decyzja należy do was - powiedział Pitts - Przemyślcie to sobie, przecież nie musicie już dzisiaj mieć imienia.
- Masz rację - uśmiechnęłam się, wstając z kolan Andy'go. Podeszłam do Jake'a i Jinxx'a i mocno ich przytuliłam - Dzięki za pomoc.
- Ejj.. Mam pytanie - powiedziała Sammi - Czy wy wróciliście do siebie? - wskazała na mnie i Andy'ego.
Andy patrzył na mnie smutno, bo w końcu jeszcze mu nie wybaczyłam.
- N.. Tak - odpowiedziałam uśmiechając się lekko do zaskoczonego Biersack'a - Kocham go i chcę z nim wychowywać malucha.A ten jego wyskok... No cóż.. Było minęło.
- C..Co? - zapytał zdziwiony Andy - Czy ty mi wybaczyłaś?
- Chyba, że już mnie nie chcesz..
- O kurwa! Ja pierdolę! - krzyknął podbiegając do mnie, podnosząc i kręcąc się w okół własnej osi - Wybaczyła mi! Ja pierdolę! Moja Michelle mi wybaczyła! Kocham cię, kocham cię!
Wszyscy patrzyli na nas jak na parę idiotów, a gdy tylko Andy w końcu mnie postawił, wpiłam się w jego usta. Po oderwaniu się od siebie mój chłopak powtórzył ponownie, że mnie kocha.
- Wiem, wiem ja ciebie też, debilu - uśmiechnęłam się słodko.
- Kurwa, zapomniałem! - krzyknął biegnąć w stronę schodów - Mam coś dla ciebie, skarbie!
Po chwili wrócił z wielką ramką, w której znajdowało się mnóstwo naszych zdjęć. Nie byłam tylko ja z Biersackiem, byli także chłopcy, Sammi, Ella, a nawet Elizabeth. Pośród zdjęć było miejsce puste.
- Pewnie zastanawiasz się o co chodzi z tym pustym miejscem? - zapytał Andy, a ja przytaknęłam - To miejsce na zdjęcie naszego syna.
- Oh.. Skarbie, dziękuje! - przytuliłam go - Powieszę to nad swoim łóżkiem.
- Nad naszym łóżkiem - poprawił mnie mój chłopak.
- Tak, tak - uśmiechnęłam się i poszłam na górę odłożyć mój prezent. Biersack oczywiście poszedł za mną. Zaraz po wejściu do pokoju odłożyłam ramkę pod okno i położyłam się na łóżku, a Andy obok mnie. Złapał moją twarz w dłonie i lekko pocałował, a ja szybko pogłębiłam. Usiadłam na Biersacku okrakiem, wciąż go całując i rozpinając koszulę. Chłopak odsunął się na chwilę i popatrzył mi w oczy.
- Możemy? - zapytał niepewnie.
- Oczywiście - uśmiechnęłam się szeroko.
Mój ukochany uśmiechnął się drapieżnie, a ja już wiedziałam, że to będzie długa i pracowita noc.

~ ~ ~ ~
Hej misiaczki!
Tak, więc pojawił się nowy rozdział :3
Jak pewnie zauważyłyście pojawiła się ankieta i liczę, że pomożecie mi w wyborze imienia dla malucha :D
Czekam na komentarze i do następnego :3

piątek, 6 grudnia 2013

#26 - Byłeś grzeczny?

~ Perspektywa Andy'ego ~

Michelle wybiegła z pokoju, zostawiając mnie samego z informacją, że zostanę ojcem. Siedziałem na łóżku opierdalając się w myślach, za to co zrobiłem. Biersack ty pierdolony pojebańcu po co to zrobiłeś!? Masz, a raczej miałeś mądrą i piękną dziewczynę a zdradziłeś ją z jakąś zwykłą dziwką! Ona na to nie zasłużyła! Nie wybaczy ci tego. Ehh.. Jesteś żałosny.
- Biersack coś ty jej kurwa zrobił!? - do pokoju wpadła Sammi. Nigdy nie widziałem jej tak wkurwionej.
- Zdradziłem ją.. - powiedziałem wstając.
- Ty cioto! Ona się kochała, jak mogłeś jej coś takiego zrobić!? - krzyczała przyciskając mnie do ściany - Miłość, wiesz co to znaczy!? Nie, nie wiesz! A wiesz dlaczego? Bo jesteś niedojebanym sukinsynem bez uczuć.
- Sammi kurwa, błagam.. - wyszeptałem przez łzy - Daj mi spokój.
- Nie! Staram się uświadomić ci, że jesteś nic nie wartym śmieciem. Wybiegła stąd a ty co? Siedzisz sobie, jak niby nic się nie stało. Wiedz, że jak jej się coś stanie to nie pozwolę ci się zabić, będziesz żył ze świadomością że to przez ciebie, rozumiesz?
Rozpłakałem się jeszcze bardziej. Sammi popatrzyła na mnie ze współczuciem i.. przytuliła mnie.
- C.. Co ty robisz? - zapytałem lekko oszołomiony. Najpierw mnie opierdala, później przytula.
- Boję się - wyszeptała - Wiesz, że ona jest w ciąży? Gdy się o tym dowiedziała, wcale nie cieszyła się z tego dziecka. Wydaje mi się, że chciała się go pozbyć, ale powiedziałam, że ty się ucieszysz, a ty... No cóż zdradziłeś ją. Boję się, że ona zrobi coś głupiego.
- Zadzwoń do niej! - powiedziałem smutno - Ja pójdę jej poszukać.
- Nie pójdziesz jej szukać - popatrzyła na mnie jak na idiotę - Jesteś ostatnią osobą, którą Chacky chcę teraz zobaczyć.
- Ale musimy coś zrobić, błagam cię.
- Możemy tylko czekać - odpowiedziała, wskazując ręką na telefon Chacky, leżący na szafce.

~ Perspektywa Michelle ~

Biegłam ulicą w jakimś nieokreślonym kierunku. Co ja teraz zrobię? Nie wrócę teraz do chłopaków, nie chcę GO widzieć.Zamyśliłam się i wpadłam na kogoś.
- Prze.. Przepraszam - wyszeptałam przez łzy - Nie zauważyłam pana.
- Michelle? - zapytał mnie mężczyzna, na którego wpadłam. Podniosłam wzrok i ujrzałam Jacoba.
- Cz.. Cześć Jacob - przywitałam się wysilając się na uśmiech.
- Śliczna, co się stało? - zapytał przytulając mnie do siebie.
- Jestem w ciąży, chłopak mnie zdradził i nie mam gdzie mieszkać - odpowiedziałam na jednym wdechu.
- Możesz zamieszkać u mnie - uśmiechnął się - W końcu jesteś moją, tak jakby, córką. W końcu to ja cię stworzyłem i jestem za ciebie odpowiedzialny.
- Nie Jacob, nie jesteś. Sama sobie jakoś poradzę.
- Nie gadaj głupot - uśmiechnął się słodko i pociągnął mnie w nieokreślonym kierunku - Chodź.
Po chwili dotarliśmy do mieszkania Jacoba. Zaraz po wejściu usłyszeliśmy kobiecy głos.
- Tato, to ty?
- Tak, skarbie, to ja! - odkrzyknął mój stwórca - Chodź tu na chwilę.
Obok nas pojawiła się niska, blond włosa wampirzyca.
- A to kto? - zapytała mierząc mnie wzrokiem.
- Michelle Black - przedstawiłam się podając blondynce rękę.
- Roxana Jonas - niepewnie ściskając moją dłoń - Córka Jacob'a.
- Skarbie, Chelle będzie z nami mieszkać jakiś czas, ok? - zapytał Jacob - Jest w ciąży i nie ma gdzie mieszkać.
- W ciąży..? - zdziwiła się Roxana -Że z tobą?
- Nie - zaprzeczyłam szybko - Jestem w ciąży z pewnym dupkiem, który mnie zdradził.
- Och.. tak mi przykro - przytuliła mnie - To zwykły debil, nie przejmuj się nim.
- Ale.. Ja go kocham - wybuchnęłam płaczem - Nie poradzę sobie bez niego.
- Poradzisz, razem z ojcem będziemy cię wspierać .
Rozmawialiśmy jeszcze chwilę i  nagle coś mi się przypomniało.
- Nie mam tutaj żadnych ubrań, ani telefonu - powiedziałam - Pojedzie ktoś ze mną do domu?
- Jasne, nie pozwolę ci tam iść samej, siostrzyczko - powiedziała Roxi. Popatrzyłam na nią pytająco. Siostrzyczko? - No w końcu mamy tego samego ojca. Znaczy mnie mnie stworzył, a ciebie przywrócił do życia, ale to taki szczegół.
- Dobra to idziemy? - zapytałam wstając z kanapy. Chciałam to mieć jak najszybciej za sobą.
- Zawiozę was - powiedział Jacob i ruszyliśmy do samochodu.

Wysiadłyśmy z czarnego BMW Jacoba i ruszyłyśmy do domu. Zaraz po przekroczeniu progu na mojej szyi uwiesiła się Sammi.
- Mała, gdzieś ty była!? - zapytała moja przyjaciółka przytulając mnie - Martwiliśmy się..
- Taa.. A szczególnie Andy - zaśmiałam się gorzko - Wyprowadzam się, nie chcę z nim mieszkać, to boli.
- Ahh.. Rozumiem - powiedziała puszczając mnie - Pewnie teraz idziesz się spakować, co?
- No tak jakby, czy on jest na górze? - zapytałam ze łzami w oczach. Doll przytaknęła, a ja razem z Roxi poszłyśmy na górę. Niepewnie otworzyłam drzwi i ujrzałam leżącego na łóżku Andy'ego. Starałam się nie zwracać na niego uwagi podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej walizkę i zaczęłam wrzucać do niej moje ubrania.
- Michelle? - zapytał wstając podchodząc do mnie - Skarbie, proszę porozmawiajmy.
- Nie nazywaj mnie skarbem! - wykrzyknęłam - Mów sobie tak do tej swojej dziwki..
- Mała, proszę nie bądź taka - wyszeptał przytulając mnie - Kocham cię.
- Spierdalaj! - popchnęłam go na łóżko - Nie kochasz mnie! Jakbyś kochał to byś nie zdradził! Nienawidzę cię, czaisz?
- Nie kochasz mnie już? - zapytał ze łzami w oczach - No przecież uczucie tak szybko nie znika...
- Zdziwił byś się jak szybko. Nie kocham cię - skłamałam. Wciąż go kochałam, ale nie chciałam, żeby o tym wiedział - A teraz daj mi się już spakować.
- A dziecko? Będzie się wychowywało bez ojca?
- Będziesz się mógł spotykać z maleństwem, kiedy tylko chcesz.
Skończyłam się pakować. Wzięłam telefon z szafki nocnej i gdy chciałam odejść, Biersack złapał mnie za rękę.
- Kocham cię - wyszeptał, a moje oczy się zaszkliły.
- Nienawidzę cię - odpowiedziałam  i wyszłam z Roxaną.
Zaraz po opuszczeniu pokoju wybuchnęłam płaczem. Roxi przytuliła mnie i głaskała po głowie.
- Chacky!? - usłyszałyśmy głos Asha. Pociągnął mnie do siebie - Kochanie, co się dzieje?
- Wyprowadzam się - odpowiedziałam - Powód pewnie znasz, prawda?
- Tak, tak znam - mruknął smutno - Ale wciąż będziemy się przyjaźnić, tak?
- Jasne! - uśmiechnęłam się krzywo - Jesteś moim najlepszym przyjacielem.
- Idziemy? - zapytała Roxana wyczekująco - Ojciec czeka.
- Tak, idziemy. Pa Ash.
Pożegnałam się z resztą i wyszłyśmy do samochodu.

~ 3 miesiące później ~
Jest 6 grudnia. Minęły 3 miesiące od zerwania z Andy'm. Jestem w 6 miesiącu ciąży i urodzę chłopca. Czuję się jak wieloryb, ale chłopcy pocieszając mnie, że wciąż jestem piękna. Andy'ego unikam, jak tylko mogę, ale to trudne, ponieważ gdy siedzę w domu u chłopaków to on zawsze tam jest. Biersack cały czas chce do mnie wrócić, również bym chciała, ale nie potrafię mu wybaczyć. Dzisiaj idę do chłopaków. Jako, że dzisiaj Mikołajki ubrałam sweter z reniferem i czapkę św. Mikołaja. Ruszyłam do domu Black Veil Brides. Po 20 minutach zapukałam do drzwi. Otworzyła mi Sammi w stroju śnieżynki.
- Wesołych mikołajek! - rozdarłyśmy się jednocześnie przytulając się.
- Cześć maluchu! - przywitała się z moim brzuchem. Miała na jego punkcie obsesję.
Weszłyśmy do salonu, gdzie przywitałam się ze wszystkimi.
- Młody, wujek Ashley coś dla ciebie ma - powiedział Purdy głaszcząc mnie po brzuchu i wymachując jakąś torbą z prezentem.
- Matka otwieraj - podał mi torebkę.
Niepewnie zajrzałam do środka i wyciągnęłam z niej czarne body z białym napisem 'Outlaw'. Gdy tylko je zobaczyłam wybuchnęłam śmiechem.
- Ejj.. Też coś dla niego mam - powiedziała Sammi podając mi kolejną torebkę. Wyciągnęłam z niej czerwoną koszulkę z napisem 'Kiedyś będę prezydentem'. Przytuliłam Sammi i usiadłyśmy na kanapie.
- Michelle, chodź tu - powiedział Andy z cwaniackim uśmiechem.
Niepewnie podeszłam do niego a on popatrzył w górę z uśmiechem. Podniosłam wzrok i zamarłam. Jemioła.
- No skarbie, czekam - zrobił dziubek. Cmoknęłam go i się odsunęłam się szybko. Pragnęłam więcej, ale nie mogłam. Bałam się, ale jednocześnie chciałam do niego wrócić. A może spróbować mu wybaczyć?- Tylko tyle?
- A zasłużyłeś na więcej? - zaczęłam się z nim droczyć - Byłeś grzeczny?
- No byłem  - wyszczerzył się.
- Na pewno?
- Starałem się - uśmiechnął się słodko - A więc?
Pocałowałam go. Tym razem dłużej i namiętniej. Był tak zaskoczony, że na początku nie oddał pocałunków, ale po chwili zaczął z dużym zaangażowaniem. Przytulił mnie do siebie, wplątując palce we włosy. Nasz pocałunek trwał by dłużej, gdyby nie to co poczułam. Odskoczyłam od Andy'ego, a on popatrzył na mnie smutno.
- Kopnął mnie! - krzyknęłam wesoło - O znowu. Andy popatrz!
Przyciągnęłam rękę Biersack'a do swojego brzucha i po chwili znowu poczułam kopnięcie.
- O kurwa! - szepnął Andrew ze łzami w oczach i... zemdlał!?

~ ~ ~ ~
Bum! Jest kolejny rozdział.
Misiaczki, mam do was wielką prośbę.
Podawajcie w komentarza imię dla syna Chacky i Andy'ego.
Tak więc czekam i życzę udanych mikołajek ;*
Hej! <3


niedziela, 1 grudnia 2013

#25 - Nie rób nic głupiego

~ 2 miesiące później ~

3 tygodnie temu chłopcy pojechali w trasę i wracają dopiero za tydzień. Na szczęście dzisiaj przyjeżdża Sammi. Siedziałam na kanapie oglądając 'Mroczne przygody Billy'ego i Mandy' i jedząc wielki kubełek lodów czekoladowych. Od pewnego czasu strasznie dużo jem i mogę przysiąść, że przytyłam, więc objadam się ze smutku. Tak, tak logika kobiet. Moje zamyślenie przerwał dźwięk otwierania drzwi. Podniosłam się z kanapy i pobiegłam zobaczyć przyjaciółkę.
- Sammi! - wydarłam się rzucając się kumpeli na szyję.
- No hej mała - przytuliła mnie tak mocno, że aż zrobiło mi się nie dobrze i musiałam pobiec do toalety. Klęcząc nad toaletą poczułam, że Doll odsuwa mi włosy.
- Michelle! Co się dzieje? - zapytała przejęta.
- N. nic - wyszeptałam - Od jakiegoś czasu tak mam, to normalne.
- Czy.. ty jesteś w ciąży?
- Co!? - zamarłam - Nie mogę być w ciąży! Przecież jestem wampirem.. Ja nie żyję!
- Może jednak można - uśmiechnęła się - Ja lecę do apteki po test, a ty tu czekaj.
Sammi wybiegła z łazienki, a ja podniosłam się z kafelków i poszłam do salonu oglądać telewizor. Nie mogę być w ciąży! Wampiry nie zachodzą w ciążę.. chyba. Jacob na pewno wie, w końcu sam jest wampirem. Mówił, że jak będę chciała się o coś zapytać to zawsze odpowie. Pobiegłam do mojego pokoju po telefon i wybrałam jego numer. Po 3 sygnałach usłyszałam głos Jacoba.
- Halo?
- Hej tu Michelle - powiedziałam drżącym głosem - Zamieniłeś mnie w wampira w szpitalu, pamiętasz?
- Michelle? Oczywiście, że cię pamiętam. Jesteś najpiękniejszą wampirzycą jaką stworzyłem - zaśmiał się - A więc co się stało, że do mnie dzwonisz?
- Mówiłeś, że jeśli będę czegoś potrzebować, to mam zdzwonić, więc chciałam zapytać... Czy wampiry mogą zajść w ciąże?
- Wampirzyce może zajść w ciąże z człowiekiem, lecz jest mały haczyk - powiedział po chwili ciszy - Dziecko jest w połowie wampirem, więc potrzebuje krwi i zabiera ją od matki. Dlatego wampirzyca potrzebuje więcej krwi, mniej więcej pół litra na miesiąc, jeśli kobieta tyle nie wypije dziecko zacznie wyżerać ją od środka, aż w końcu wygryzie się na zewnątrz, a matka umrze.
- Oh.. A jak wygląda poród? - zapytałam lekko przerażona.
- Tak jak u ludzi, poza tym, że dziecko zaraz po urodzeniu potrzebuje krwi i jeśli jej nie otrzyma zamienia się w człowieka.
- Czyli dziecko nie musi być wampirem?!
- Nie, nie musi - usłyszałam po drugiej stronie słuchawki - Czyżby moja piękna wampirzyca była w ciąży?
- Jest taka szansa - usłyszałam dźwięk otwierania drzwi - Za chwilę się dowiem. Napiszę ci sms'a, a teraz muszę kończyć. Dzięki, pa.
- No hej - rozłączył się.
Zbiegłam na dół, przy okazji wpadając na Sammi.
- I co? Gotowa? - zapytała podając mi test.
- Bardziej nie będę - jęknęłam i weszłam do łazienki. Sprawdziłam jak robi się test. Zrobiłam i sprawdziłam wynik, który zbytnio mnie nie zaskoczył. Tak, byłam w ciąży. Po wyjściu z niej od razu podeszła do mnie Sammi.
- I co!? I co? - zapytała patrząc mi w oczy z entuzjazmem.
- Zostaniesz ciocią - uśmiechnęłam się krzywo. Nie cieszyłam się z ciąży, wręcz byłam zła na siebie, że od razu nie zapytałam czy mogę zajść.
- Jacie! Świetnie! - ucieszyła się przytulając mnie - Andy się ucieszy!
- Ta.. Zobaczymy - nie sądziłam, żeby mój chłopak specjalnie się ucieszył, ale cóż... Dowiem się już za tydzień.

~ Tydzień później ~

Rano obudziłam się świetnym nastroju. W końcu dzisiaj wracają chłopaki, a ja muszę powiedzieć Andy'emu, że zostanie ojcem. Powoli podniosłam się z łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej za dużą o 2 rozmiary koszulkę z Aerosmith i krótkie spodenki. Po ogarnięciu się zeszłam na dół na śniadanie. W kuchni zastałam Sammi.
- Cześć - przywitałam się z nią, całusem w policzek - Co tam?
- No hej, piękna - uśmiechnęła się - Jinxx dzwonił i powiedział, że będą w domu za jakąś godzinę.
- O to fajnie -powiedziałam robiąc sobie kanapki z nutellą. Po chwili usiadłam na przeciwko przyjaciółki. Po zjedzeniu wzięłam się za mycie naczyń.
- I jak się czujesz? - zapytała Doll wpatrując się w mój brzuch jak w obrazek.
- Świetnie - powiedziałam szczerze - Wymioty przeszły, tylko czuje się grubo.
- Ee tam wymyślasz - zaśmiała się Sammi - Jesteś piękna, a za 7 miesięcy brzuch zniknie i będziesz miała śliczne dziecko.
- Jak na razie to mały krwiopijca i jakoś nie cieszy mnie fakt, że będę musiała zdobyć krew.
- Dla dzidziusia mogę się poświęcić  - uśmiechnęła się Sammi - Wypijesz trochę mnie, chłopaki też się pewnie poświęcą i nie będziesz musiała nikogo zabijać.
- A co jeśli nie będę mogła się powstrzymać i zabiję kogoś z was? zapytałam przejęta.
- Oj tam wymyślasz - powiedziała moja przyjaciółka lekko mnie przytulając - Nie skrzywdziłabyś nikogo z nas.
Rozmawiałyśmy jeszcze chwilę, gdy usłyszałyśmy dźwięk otwieranych drzwi.
- Wróciliśmy! - krzyk Jinxx'a wywołał wielki uśmiech na naszych twarzach. Pobiegłyśmy do chłopaków. Sammi rzuciła się na swojego męża, a ja uczyniłam to samo z Biersack'iem. Lecz ku mojemu zdziwieniu mój chłopak odsunął mnie od siebie.
- Muszę ci coś powiedzieć! - powiedzieliśmy jednocześnie - Ja pierwsza!
- Nie skarbie, ja pierwszy - powiedział ciągnąc mnie na górze. Gdy już weszliśmy do naszego pokoju, Andy usiadł na łóżku a ja stanęłam przednim.
- A więc co chciałeś powiedzieć..? - zapytałam z wielkim wyszczerzem.
- Wiesz, że bardzo cię kocham, prawda? - zapytał niepewnie, a ja przytaknęłam - Najmocniej na świecie, prawda?
- Dobra skarbie, nie słodź mi tu - zaczęłam się niecierpliwić - Mów co się stało...
- No więc ja.. zdradziłem cię - wyszeptał, a ja zamarłam.
- Powtórz, co zrobiłeś!? - zapytałam ze łzami w oczach. Może się przesłyszałam..
- Zdradziłem cię! Tak cholernie mi przykro, proszę wybacz mi - powiedział przez łzy.
- Ty pierdolony chuju! Jak mogłeś mi coś takiego zrobić!? - wykrzyknęłam wściekła.
- Ja.. Ja nie wiem - mruknął chowając twarz w dłoniach - Byłem z Ash'em w klubie, przyszły do nas fanki. Gadaliśmy z nimi, piliśmy i tak jakoś wyszło!
- Z nami koniec! - krzyknęłam płacząc -  A tak przy okazji, to chciałam ci powiedzieć, że jestem w ciąży.
- Co jesteś!?
Nie odpowiedziałam. Wybiegłam z pokoju, wpadając w objęcia CC'ego.
- Mała co jest? - zapytał głaszcząc mnie po głowie.
- Christian puść mnie.. - wyszeptałam - Muszę pobyć chwilę sama.
- No dobra - puścił mnie - Tylko nie rób nic głupiego.
- Postaram się - mruknęłam i wybiegłam z domu.

~ ~ ~ ~
Nie wypowiem się na temat tego rozdziału. Ocenę pozostawiam wam.
Do następnego..