- Mamusiu, obudź się! - usłyszałam radosny głos dziecka, obok mojego ucha. Co tu robi dziecko!?Gwałtownie otworzyłam i spojrzałam na posiadacza owego głosu. Zamarłam. Przede mną stał mały, wyglądający na jakieś 5 lat chłopczyk o długich do ramion czarnych włosach i niebieskich oczach. Oczach Andy'ego.
- Co? Kim ty jesteś? - zapytałam, przyglądając się ślicznemu chłopcu.
- Jestem Jasper, mamusiu - uśmiechnął się, ukazując swoje mleczaki.
- Jesteś moim synem? - zdziwiłam się, przecież jeszcze 3 miesiące do porodu.
- Mamo, przestań zadawać głupie pytania i chodź na śniadanie - zaśmiał się melodyjnie ciągnąc mnie za rękę - Dzisiaj przyjeżdża tatuś i wujkowie. A tatuś obiecał, że kupi mi pieska, wiesz? Nazwę go Kermit, dobrze? I on będzie ze mną spał, pozwolisz mu?
Opowiadał mały chłopczyk ciągnął mnie w stronę kuchni. Czemu nie pamiętam jego narodzin, ani nic. Ile lat zapomniałam? Musze się dowiedzieć.
- Jasper, synku - przerwałam jego wywód na temat wyglądu psa - Ile ty właściwie masz lat, skarbie?
- 5 - odpowiedział z dumą - A ty masz 26, wiesz?
Patrzyłam na Jaspera jak na idiotę. Mam 26 lat! Nie pamiętam ostatnich 5 lat no przecież to niemożliwe. Weszliśmy do kuchni. Mały poprosił mnie o naleśniki na śniadanie. Zaczęłam przygotowywać jedzenie, gdy nagle usłyszeliśmy otwieranie się drzwi.
- Tato! - wydarł się mój syn i pobiegł w stronę drzwi.
Poszłam za nim i ujrzałam chłopaków, ale starszych niż ich znałam. Nawet wyglądali starzej, ale wciąż byli przystojni. No cóż w końcu minęło 5 lat, więc nic dziwnego, że się zmienili.
- Jazz, przystojniaku! - wydarł się mój ukochany podnosząc syna wysoko do góry - Jak ja za tobą tęskniłem!
- Tatusiu, kiedy kupisz mi pieska?
- Młody, za chwilę o tym porozmawiamy, a teraz daj mi się przywitać z mamą - uśmiechnął się Andy stawiając Jaspera na podłodze.
- Cześć kochanie - przytulił mnie - Nawet nie wiesz jak za tobą tęskniłem.
Przywitałam się z resztą i udaliśmy się do salonu. Dowiedziałam się kilku ciekawych rzeczy. Po pierwsze wyszłam za Andy'ego 3 miesiące po narodzinach Jazz'a. Jake pobrał się z Ellą. Ashley poznał jakąś Alice i z nią się ożenił. Tylko CC jest wciąż wolny. Dziwnie, nie? Wielki Ashley Purdy, największy playboy z zespołu się ustatkował, a Christian nie poznał jeszcze miłości swojego życia. Podobno kręcił z niejaką Sarą, ale jeszcze się nie pobrali. Oglądaliśmy zdjęcia z ostatnich lat, gdy nagle Jasper siedzący na moich kolanach poprosił, żebym poszła z nim na górę. Powoli udaliśmy się do jego pokoju.
- Popatrz mamusiu - wyszczerzył się pokazując mi rysunek przedstawiający całą naszą rodzinę, czyli Bridesów, mnie, ukochane chłopaków i Jazz'a.
- Ojej.. Śliczne - uśmiechnęłam się szczerze - Masz wielki talent.
- Dziękuje - przytulił z wielkim uśmiechem - Pobawimy się w berka?
- Oczywiście, skarbie - powiedziałam z entuzjazmem - Berek!
Krzyknęłam, biegnąc do sypialni.
- Berek! - wydarł się mój syn biegnąc przez korytarz. Zaczął zbiegać po schodach.
- Stój! Nie biegaj po schodach! - krzyknęłam i usłyszałam uderzenie o ziemię - Jasper!
Podbiegłam do drzwi, a na dole ujrzałam mojego syna. Leżał z otwartymi oczami, a jego głowy lała się krew. Zbiegłam po schodach i uklęknęłam nad nim, mocno go przytulając.
-Andy, dzwoń na pogotowie! - krzyknęłam przez łzy.
- Przepraszam mamusiu - wyszeptał słabo - Kocham cię..
- Nie zamykaj oczu, błagam - odpowiedział przez łzy - Jasper, mów do mnie.
- Kocham cię - powtórzył i zamknął oczy. Przyłożyłam palce do jego gardła, nie było pulsu. Wybuchnęłam płaczem i zaczęłam krzyczeć.
- Michelle! - krzyknął Andy, potrząsając mną. Gwałtownie otworzyłam oczy i usiadłam.
- Andy, skarbie - przytuliłam go - Miałam taki okropny sen. Jasper.. on umarł.
- Jasper? - zdziwił się mój ukochany - Że nasz syn?
- Tak Jasper - uśmiechnęłam się - Nie podoba ci się?
- Strasznie mi się podoba - odpowiedział - Czyli tak będzie się nazywał?
- Hmm.. Tak. Jak tam mały, podoba ci się? - pogłaskałam się po brzuchu. Młody zaczął kopać jak szalony, a ja uśmiechnęłam się szeroko - Oczywiście, że ci się podoba.
- Dobra skarbie, jest 3 w nocy, może idziemy spać? - zaproponował Andy.
- Okej - zgodziłam się i udałam się do krainy Morfeusza.
Dzisiaj 24 grudnia. Wigilia. Zaraz po ogarnięciu się, zabrałam się za pakowanie prezentów. Pierwszy wzięłam prezent Ashley'a, czyli koszulkę z napisem 'Bez tej koszulki wyglądam jeszcze lepiej' i jakieś wino. Jake'owi kupiłam nową kostkę i perfumę, Christianowi koszulkę z jego ulubionym zespołem i pałeczki, a Jinxx dostanie skrzypce. Sammi kupiłam gorset, a Elli bieliznę. Nad prezentem dla Andy'ego zastanawiałam się najdłużej. W końcu postanowiłam kupić mu czarny zegarek, na czarnym skórzanym pasku. Spakowane już prezenty wcisnęłam pod łóżko i zauważyłam tam, również prezenty Andy'iego. Ciekawość mnie zrżerała, chciałam je zobaczyć, ale postanowiłam się powstrzymać. Zeszłam na dół po schodach. Musiałam pomóc dziewczynom w kuchni.
- Dziewczyny w czym wam pomóc? - zapytałam, siadając na blacie.
- W sumie to nie musisz w niczym - odpowiedziała Ella - Ale jak bardzo ci zależy to idź ubierać choinkę.
- Ehh... Okej - mruknęłam idąc do salonu.
- Ejj mała, tylko się nie przemęczaj - upomniałam mnie Sammi -Bo jeszcze Jasper na tym ucierpi.
Nie odpowiedziałam i w ciszy weszłam do salonu. Przed dość dużą, sztuczną choinką stali chłopcy zakładając lampki.
- Mogę wam pomóc? - zapytałam z nadzieją - Nudzi mi się, a nie mam co robić w kuchni.
- No jasne - odpowiedział Andy - Możesz już rozwieszać bombki.
Zabrałam się do pracy. Ubieranie choinki szło nam opornie, ponieważ nie obeszło się bez rzucania w siebie bombkami i zawijania nawzajem w łańcuchy.
- Ejj.. Kto daje gwiazdkę na samą górę? - zapytał Ash, znacząco patrząc na mnie.
- Na mnie nie patrz. Nie dosięgnę - mruknęłam - A podnieść mnie nie podniesiecie, bo jestem jebanym wielorybem i nikt mnie nie utrzyma, co najwyżej dźwig.
- Kochanie ja dam radę - uśmiechnął się słodko Andy - Ale skoro nie chcesz, to ja dam radę bez podnoszenia. Poza tym nie jesteś wielorybem, jesteś w ciąży, więc to normalne, że masz duży brzuch, a za 3 miesiące wrócisz do wagi z przed ciąży, więc cierpliwości.
Andy umieścił gwiazdę na czubki i po chwili znajdowałam się w jego ramionach.
~ 3 godziny później ~
Po złożeniu sobie życzeń usiedliśmy do stołu. Ja siedziałam między Andym, a Sammi. Doll cały czas radła się na mnie, gdy mówiłam, że już nie jem, bo jestem gruba. Przez tą ciąże, wpadłam w obsesje na punkcie mojej wagi. Po zjedzeniu wszystkiego rozdaliśmy sobie prezenty. Z racji tego, że jestem leniwa powiem tylko co dostałam. Od Asha, CCiego, Jinnxa i Jake'a dostałam Porsche Panamera przez co oczywiście się popłakałam (ze szczęścia) i opierdoliłam ich za tak drogi prezent, a od Sammi miętową sukienkę. Mocno opinającą piersi, a od nich w dół była luźna, do tegomajtki z napisem 'Seksowna mamuśka' (!?) i jakieś zajebiście pachnące perfumy. Andy podarował mi gramofon, kilka winyli i powiedział, że reszta prezentów czeka na górze. Szczerze, średnio obchodziło mnie co jest tam, na górze, ponieważ cieszyłam się gramofonem jak dziecko. Ten prezent to było moje marzenie odkąd skończyłam 8 lat.
- Ja pójdę na górę i przyjdź kiedy cię zawołam, okej? - zapytał mój ukochany wesoło. W ogóle cały dzień był dzisiaj strasznie wesoły. Przytaknęłam i usiadłam na kanapie.
- Mała, a może ubrałabyś moją sukienkę? - zapytała Sammi, mrugając do mnie.
- Jak chcesz - odpowiedziałam i z sukienką udałam się do łazienki, a Sammi za mną. Bez skrępowania ściągnęłam moje czarne jeansy i białą koszulę i przebrałam się w miętowe cudo.
- Zwiąż włosy w koka - rozkazała Sammi, zapinając sukienkę.Wykonałam polecenie, dodatkowo pomalowałam jasnym cieniem powieki i przejechałam czerwonym błyszczykiem po ustach. Sammi ściągnęła swój śliczny wisiorek i założyła go mi, tłumacząc, że to na szczęście. Zaczynałam się coraz bardziej denerwować, co ma się stać tam na górze.
- Wyglądasz zajebiście - zaklaskała w dłonie Sammi - Mam najśliczniejszą przyjaciółkę na całym świecie.
- Nie skarbie - zaśmiałam się - To ja mam najśliczniejszą przyjaciółkę.
Przekomarzałyśmy się jeszcze chwilę, gdy do łazienki wszedł Ash.
- Andy cię wo... ła - powiedział, dosłownie pożerając mnie wzrokiem - Także ten, idź do niego i powodzenia, piękna.
Powoli weszłam na górę i skręciłam do pokoju mojego i ojca. To co tam zobaczyłam przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Na środku pokoju, wśród białych płatków róż klęczał Andy, ubrany w garnitur z małym, granatowym pudełeczkiem w ręce.
- Miłości mojego życia, Channel Rose, obecnie znana jako Michelle Black, kocham ciebie i nasze dziecko. Chcę z tobą spędzić wieczność. Zasypiać i budzić się przy tobie, a gdy będziemy jebanymi starcami, chcę siedzieć z tobą na bujanych fotelach i opowiadać o tym jak zajebiste było nasze wspólne życie - wyrecytował z lekkim uśmiechem, a ja już wiedziałam co się święci - Czy sprawisz mi tą przyjemność i zostaniesz moją żoną?
Zamarłam. Niby wiedziałam, że prędzej, czy później to nastąpi, ale nie wiedziałam, że już. Stałam jak słup, z lekko otworzonymi ustami i nie mogłam wydusić z siebie słowa.
~ ~ ~ ~
No i jest rozdział. Nie jest do końca taki, jaki chciałabym, żeby był, ale nie jest najgorszy (chyba). Z resztą co ja go będę oceniać. Ocenę pozostawiam wam i czekam na komentarze. Do następnego ^^
Co tu dużo mówić? Rozdział jest cudowny.
OdpowiedzUsuńDlaczego przerwałaś w takim momencie? ;-;
I nie żeby coś, ale nawet nie próbuj komplikować z tymi oświadczynami. Ona ma powiedzieć tak i koniec. xd
Ale dobra i tak zrobisz jak będziesz chciała. xd
Czekam na next'a. :3
Booooooże! Rozdział cudowny! <3 A końcówka szczególnie. Czekam na nexta :)
OdpowiedzUsuńWiesz, fajnie by było gdybyś dodała stronę z bohaterami :D Ale to tylko moja uwaga ;)
Okej, dodam w najbliższym czasie ;)
Usuńjeste cudownie :D ona ma powiedzieć tak ! Nie chcę słyszeć sprzeciwu :D poza tym rozdział jest cudowny a ja czekam na kolejny. Poinformuj mnie o nim na moim nowym bloku okey?:)
OdpowiedzUsuńJasne, nie ma sprawy ;3
UsuńOna ma powiedzieć tak ;-;
OdpowiedzUsuńCzekam.
Cudo *.* Pisz dalej :D Btw. właśnie przeczytałam całego twojego bloga ... mama nie mogła mnie na śniadanie nawet odwlec od laptopa xD No to... czekam na next'a ;* Aha i mam pytanie , no bo przeważnie wszystkie blogi kończą się ślubem i podróżą poślubną... ty nam tego nie zrobisz prawda?
OdpowiedzUsuńNie, raczej tego nie zrobię ;)
UsuńA co do śniadania, to zawsze można jeść przed laptopem xD
Taa tylko,że moja mama stawia raczej na śniadania w rodzinnym gronie... szczególnie w święta -.-" No ale nic ...Pisz szybko :D
Usuń