Strony

niedziela, 27 października 2013

#21 - Już się stęskniłaś?

- Przepraszam za wczoraj - wyszeptała Sammi zaraz po wyjściu z domu.
- Nie ma za co - uśmiechnęłam się lekko - Powiedziałaś co myślisz.
- Nie, ja tak nie myślę. Po prostu się przestraszyłam i zaczęłam gadać głupoty - przytuliła mnie -  Jesteś moją przyjaciółką i kocham cię taką jaka jesteś.
- Heh.. Ja ciebie też - odpowiedziałam szeptem. Stałyśmy chwilę w ciszy, gdy nagle z domu wyszedł CC.
- Grupowy uścisk! - wydarł się i przytulił się do nas. Po chwili dołączyła reszta zespołu.
- Ej.. Chłopaki to kiedy zaczyna się trasa? - zapytała Sammi. Nie wiedziałam, że jadą w trasę. Andy nic nie mówił.
- Ymm.. Za 2 dni.- odpowiedział Jinxx - A co jedziesz z nami?
- Tylko jeśli Chacky pojedzie - wszystkie oczy skierowały się na mnie.
- Ja nie jadę! - powiedziałam szybko.
- Zobaczymy - powiedział Andy przerzucając mnie sobie przez ramię i niosąc do domu. Przy okazji kopnęłam Jake'a w głowę. Wszyscy wybuchnęli śmiechem a biedny Pitts obrażony udał się do domu. Krzyknęłam 'przepraszam' i dalej wyrywałam się z uścisku Andy'ego
- Puść mnie! - darłam się bijąc go po plecach.
W końcu położył mnie na łóżku i siadł na mnie okrakiem.
- Jedziesz z nami - zakomunikował.
- Nie jadę.
- Jedziesz.
- Może mnie zmusisz? - uśmiechnęłam się cwaniacko.
- Sama tego chciałaś - powiedział poważnie i zaczął mnie łaskotać.
- Hahaha... Nie jadę! Haha.. s..stoop! - mówiłam przez śmiech  - Hahah.. Andy..ha..proszę.
- Pojedziesz? - zapytał przybliżając swoją twarz do mojej.
- Ale po co?
- Bo cię kocham i chcę mieć cię przy sobie - cmoknął mnie w usta. Od razu pogłębiłam pocałunek. Oderwaliśmy się od siebie dopiero gdy zabrakło nam powietrza.
- A niech ci będzie - powiedziałam łapiąc oddech. Andy uśmiechnął się słodko i przytulił mnie do siebie.
- Andy! Idziemy na imprezę! - do pokoju wpadł Ashley.
- Nie idę - mruknął głaskając mnie po plecach.
- Idziesz. Musimy oblać rozpoczęcie trasy - wytłumaczył basista.
- Ale ja chcę pobyć z Chacky - wykręcał się mój chłopak.
- Ale ona już ma cię dość, prawda mała? - puścił mi oczko.
- Ymm.. Tak - uśmiechnęłam się zadziornie - Już będę musiała z nim wytrzymać w trasie.
- Dzięki - Andy obrażony wstał z łóżka - Idę się najebać, bo moja dziewczyna mnie już nie chcę.
- Okej paa - wyszczerzyłam się rozkładając się wygodnie na łóżku.
- Pa - powiedział i ominął Ashley'a.
- Ej.. On to wziął na serio? - zapytałam zdziwiona.
- No raczej tak - mruknął - I całą zabawę chuj strzelił.
Wybiegłam do pokoju i rzuciłam się Andy'emu na plecy. Runął na brzuch a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Już się stęskniłaś? - zaśmiał się obracając nas tak żebym to ja była na dole.
- Oczywiście - powiedziałam i przyciągnęłam go do siebie. Od razu wpił się w moje usta.
- Słodziaki ogar! - wydarł się Ashley - Andy idziemy!
Biersack cmoknął mnie w usta i wyszedł z chłopakami, a mnie zostawił na ziemi. Po sekundzie wrócił i pomógł mi wstać i wybiegł krzycząc 'Pa skarbie!'. Poszłam do salonu, gdzie Sammi oglądała jakiś film. Gadałyśmy, wygłupiałyśmy się i jadłyśmy, aż w końcu zasnęłyśmy wtulone w siebie na kanapie.

~ ~ ~ ~
I jest kolejny rozdział.
Wyszedł krótki i nudny, więc przepraszam.
Postaram się, żeby następne były lepsze.

czwartek, 24 października 2013

#20 - Piękna niewiasto!

~ Tydzień później ~
Już cały zespół dowiedział się, że jestem wampirem. Dzisiaj wraca Sammi i mam zamiar powiedzieć jej prawdę. Po moim pogrzebie pojechała do rodziców, ponieważ nie mogła pozbierać się po mojej śmierci. Siedziałam na kolanach u Biersacka, a on wyznawał mi miłość. Nagle, usłyszeliśmy trzaśnięcie drzwiami i krzyk Jinxx'a.
- Saaaammiiiiii! - chwila ciszy - Jak się czujesz, skarbie?
- Tęsknie za nią.. - usłyszałam głos przyjaciółki - Nawet nie wiesz jak chciałabym ją zobaczyć..
- Możesz ją zobaczyć jak chcesz, chodź do pokoju Biersacka.
Usłyszałam kroki na schodach. Wstałam z kolan Andy'ego, a po chwili drzwi się otworzyły i ukazał mi się Jinxx a za nim stała Sammi. Gdy tylko mnie zobaczyła pierwsze zamarła a później rzuciła mi się na szyję wywracając nas na łóżko.
- Chacky! Ty żyjesz! - wybuchnęła płaczem - Tęskniłam za tobą.
- Też tęskniłam - cmoknęłam ją w czoło.
- Ale jak to możliwe? Przecież w szpitalu powiedzieli, że umarłaś.
- No bo umarłam... prawie -odpowiedziałam cicho - Ale Jacob mnie uratował i... zostałam wampirem.
Sammi odskoczyła ode mnie na drugi koniec pokoju i zaczęła wrzeszczeć.
- Skarbie cicho! Uspokój się - zaczął ją uspokajać Jinxx - Przecież Chacky nic ci nie zrobi.
- Jest pieprzonym krwiopijcą! - darła się Doll - W nocy wypije z nas wszystkich krew!
- Nie wypije - powiedział Andy - Ja jej ufam, chłopaki też.
- A ja nie będę ufać pijawce! Wychodzę.
Sammi wybiegła z pokoju trzaskając drzwiami. Stałam jak zamurowana a po chwili wybuchnęłam płaczem. Biersack podszedł do mnie i mocno przytulił. Jinxx popatrzył na mnie smutno i wyszeptał ciche przepraszam, a później wyszedł. Wyrwałam się z uścisku mojego chłopaka i rzuciłam się na łóżko. Andy położył się obok mnie, a ja mocno się w niego wtuliłam, zalewając jego koszulkę łzami.
- Straciłam najlepszą przyjaciółkę - wyszeptałam przez łzy.
- Po prostu była zaskoczona - pocieszał mnie Biersack - Jeszcze się wszystko się ułoży.
- Nie ułoży. Ona się mnie brzydzi!
- Nie myśl o tym - powiedział wpijając się w moje usta. Po chwili usiadł na mnie okrakiem całując po szyi. Powoli odpinał guziki mojej koszuli, a ja wsunęłam dłonie pod jego koszulkę głaskając chudy tors. Chyba nie muszę mówić co było dalej ;) Po wszystkim Andy opadł zmęczony tuż obok mnie.
- A ty nie zmęczona? - zapytał dysząc. Pokręciłam przecząco głową - Ty jesteś niewyżyta! 
- No wiesz kondycja wampira.. - uśmiechnęłam się słodko - A przeszkadza Ci to?
- Nie - cmoknął mnie w usta. Po chwili usłyszałam jego spokojny oddech. Zasnął.

~Rano~
Otworzyłam leniwie oczy, przeciągając się. Spojrzałam na mojego chłopaka, ale jeszcze spał. Cicho wstałam z łóżka i podeszłam do szafki szukając jakiegoś ubrania.
- Takie widoki to mógłbym mieć codziennie - usłyszałam szept Andy'ego.
- Na to trzeba zasłużyć - pokazałam mu język zakładając bieliznę.
- A wczoraj nie zasłużyłem? - zdziwił się. Uśmiechnęłam się na samą myśl o wczorajszej nocy.
- Niee - zachichotałam cicho.
- Foch! - krzyknął obrażony.
- Dobra to ja idę na śniadanie - uśmiechnęłam się słodko i zbiegłam po schodach.
- Witam śliczną wampirzycę - cmoknął mnie w policzek Ashley.
- Witam brzydkiego człowieka - wyszczerzyłam się.
- Łóżko całe? - do kuchni wszedł Jinxx.
- Id sprawdź - pokazałam mu język, niczym Miley Cyrus - Tylko uwarzaj, bo nie wiem czy Andy już się ubrał.
- Wole nie ryzykować.
Siedzieliśmy zajadając naleśniki, które zrobił Ash, gdy na dół zeszedł Andy. Poparzył na mnie obrażony i usiadł po drugiej stronie stołu.
- A tobie co? - zapytał go Jeremy - Czyżby nasza piękna wampirzyca cię wczoraj wymęczyła?
- Pff.. Ona jest niewyżyta.
- Piękna niewiasto - uśmiechnął się do mnie Ash - Czyżby nasz chuderlawy wokalista nie mógł cię zaspokoić. Tej nocy mogę go zastąpić.
- Oh.. Moje modlitwy zostały wysłuchane! Bóg seksu chce się ze mną przespać!
Nasze wygłupy przerwało wejście Sammi.
- Chacky możemy pogadać? - zapytała patrząc mi w oczy.
- Jasne - odpowiedziałam wychodząc z nią do ogrodu.

sobota, 19 października 2013

#19 - Zostań

Stałam jak wryta. I co teraz? Pokazać mu się czy po prostu odejść. Nagle usłyszałam cichy szloch. Nie zostawię go w takim stanie. Obróciłam się do niego i podeszłam do łóżka.
- Nie płacz... - wyszeptałam.
- Ty.. ty żyjesz? - zapytał zaskoczony.
- Można tak powiedzieć.. Jestem wampirem.
Andy wybuchnął śmiechem, a ja popatrzyłam na niego zaskoczona.
- Świetnie! Zwariowałem!
- Nie.. Andy - odpowiedziałam zamyślona - Czy gdybyś zwariował mogłabym zrobić to?
Wpiłam się w jego usta. Na początku był zaskoczony, ale szybko oddawał pocałunki. Przejechał językiem po moich zębach i odskoczył spadając z łóżka. No tak przecież mam kły. Patrzył na mnie przerażony a ja powstrzymywałam się przed wybuchnięciem śmiechem.
- Teraz mi wierzysz? - zapytałam spokojnie.
- T..tak - odpowiedział zszokowany wstając z ziemi - Ale te kły to tak na stałe?
- No, ale to nie jedyna zmiana - uśmiechnęłam się ściągając okulary i zapalając światło.
- Ruda.. I te oczy! - rozpłakał się.
- Ehh.. Po co ja ci się pokazywałam - mruknęłam wstając - Przepraszam. Pójdę już.
- Nie idź - pociągnął mnie za rękę - Kocham cię nie ważne czy jesteś wampirem, wilkołakiem czy człowiekiem.
- Och.. też cię kocham - cmoknęłam go w policzek - Ale już nie jestem Channnel Rose, tylko Michelle Black. Chacky już nie żyje.
- Okej.. Postaram się przyzwyczaić. A powiesz chłopakom czy musimy się ukrywać?
- Mogę powiedzieć, ale boję się ich reakcji - uśmiechnęłam się - A co z Ashem, wrócił do zespołu?
- Taa.. wrócił - mruknął Andy - Ale lepiej żebyś go nie widziała.
- Co mu zrobiłeś? - przestraszyłam się.
- Oj.. tylko trochę siniaków i zadrapań - uśmiechnął się słodko.
- No debil - poczochrałam mu włosy - Ale i tak cię kocham.
-Jaaa... Ciebie też - szepnął ziewając.
- Dobra ty idź spać, a ja wpadnę jutro. W sumie to dzisiaj, ale po południu.
- Zostań.
- Niee.. - cmoknęłam go w czoło - Dobranoc
Wyszłam przez okno ze szpitala i  udałam się do domu. W domu położyłam się spać.

Rano obudziłam się około 13. Podeszłam do szafy i wyciągnęłam sukienkę z logiem Guns'N'Roses. Uczesałam się i poszłam na śniadanie. Postanowiłam zjeść płatki z mlekiem. Po 14 wyszłam z domu. Zaraz po wejściu do szpitala podeszła do mnie ta sama pielęgniarka co wczoraj.
- Znowu pani? - zapytała.
- No tak.. Mogę już iść do Andyego?
- Ależ proszę - poszła sobie.
Weszłam do sali Biersacka. Siedział na z telefonem w ręku.
- Czeeść - przywitałam się i cmoknęłam go w policzek.
- No heeej - wyszczerzył się - Tęskniłem.
- Nie widzieliśmy się jakieś 15 godzin...
- Ja zacząłem tęsknić jak tylko wyszłaś - powiedział nie odrywając wzroku znad telefonu.
- Z kim tak piszesz? - zapytałam zaciekawiona.
- Piszę do Asha, żeby dzisiaj przyszedł sam.
Siedzieliśmy gadając, a raczej to Andy opowiadał co się działo się, gdy ja 'umarłam'.
- Hej.. - jego opowiadanie przerwał głos Ashley'a - Kto to?
- Ash wiem, że może to być dziwne, albo i nawet straszne, ale to Chacky - powiedział niepewnie Andy.
- Andy, kurwa ona nie żyje - krzyknął Purdy. Wstałam i podeszłam do niego.
- A może jednak - uśmiechnęłam się cwaniacko, jednocześnie pokazując kły.
- Ooo wampirek - zaśmiał się przytulając mnie. Osłupiałam. Skąd on wiedział czym jestem.
- Skąd wiesz? - moje pytanie uprzedził Andy.
- Znałem kiedyś pewną wampirzycę - wyszczerzył się puszczając mi oczko - Są świetne w łóżku.
Wybuchnęliśmy śmiechem.
- Ale one mają kły - mruknął Andy.
- No.. Biedny Andziulek boi się wampirów i spadł z łóżka - zaśmiałam się.
- Że co? - zdziwił się Purdy.
- No bo jak całowaliśmy się z Andym i on przejechał językiem po moich kłach to się biedaczek przestraszył i spadł z łóżka.
- Hahaha ciota! - wybuchnął śmiechem Ashley - Jak można się bać wampirów, przecież one są takie śliczne i te oczka!
Gadaliśmy do wieczora, aż w końcu z Purdym musieliśmy iść. Ash postanowił odprowadzić mnie do domu.
- Przepraszam - wyszeptał mój przyjaciel.
- Za co? - nie skojarzyłam o co może chodzić.
- Gdybym nie był głupi nie zabiłabyś się i nie została wampirem.
- On to jest całkiem fajne, gdyby nie kilka szczegółów..
- Jakich?
- Oczy i to, że muszę pić krew. Co prawda raz na rok, ale zawsze.
- Przepraszam - przytulił mnie.
- Dobra to tutaj - wskazałam na dom - To narazie Ash!
- Dobranoc - powiedział i pocałował mnie.. w czoło.

~ ~ ~ ~
I jest kolejny rozdział.
Chciałyście, żeby Biersack się dowiedział, więc proszę.
Do następnych :3

piątek, 18 października 2013

#18 - Nowe życie

Postanowiłam wpaść do fryzjera, żeby wyglądać jeszcze inaczej niż wcześniej. Chciałam ściąć moje długie do pasa włosy, na sięgające do piersi, a czarny kolor zmienić na.. No właśnie na jaki? W sumie to zawsze chciałam być ruda. Weszłam do salonu fryzjerskiego a wszystkie oczy skierowały się na mnie. No tak, byłam piękna i jeszcze te czerwone oczy.
- Dzień dobry - uśmiechnęłam się do wysokiej brunetki siedzącej za biurkiem.
- Dzień dobry, w czym mogę pomóc? - zapytała nie odrywając wzroku od moich oczów.
- Chciałabym ściąć i przefarbować włosy.
- Oczywiście, zapraszam na fotel.
Usiadłam i zaczęłam zastanawiać się co powiem chłopakom. Przecież nie stanę przed nimi i nie powiem 'Hej, myśleliście, że umarłam co? No tak, ale zmartwychwstałam'. Zachichotałam na samą myśl o ich minach.
- A więc na jaki kolor chciałaby się pani zafarbować? - zapytała brunetka, wciąż patrząc na moje oczy. Zaczęła mnie wkurwiać.
- Soczewki - skłamałam - Rudy i ściąć do piersi.
- Oczywiście, proszę się odprężyć, a ja się wszystkim zajmę.
Znowu zaczęłam się zastanawiać co zrobię. W końcu doszłam do wniosku, że najlepiej będzie dla nas wszystkich, gdy po prostu odejdę z ich życia. Ash przeze mnie odszedł i nie chciałam być kolejnym kłopotem. Rozpłakałam się.
- Co się stało? - zapytała zaniepokojona fryzjerka.
- Zaczynam nowe życie i trochę mi ciężko.
- No dobrze, nie moja sprawa - powiedziała wciąż zajmując się moimi włosami. Po jakiś 2 godzinach skończyła. Wyglądałam ślicznie. Podziękowałam, zapłaciłam i wyszłam. Wróciłam do mojego starego mieszkania i  zaczęłam się pakować. Nowe życie = nowy dom. Przeszukałam internet i znalazłam śliczne mieszkanie w innej części miasta. Mężczyzna powiedział, że mogę się wprowadzić od zaraz i tak też zrobiłam. Wychodząc z mieszkania popłakałam się, znowu. Jak na wampira to coś często płaczę. W domu położyłam się spać, tak tak, my także śpimy.

~Tydzień później ~
Strasznie tęskniłam za BvB, więc postanowiłam zajrzeć na twittera i zobaczyć co u nich. Od razu rzucił mi się w oczy post na oficjalnym profilu Black Veil Brides ' Moi drodzy. Przykro nam, ale musimy odwołać zbliżającą się trasę, ponieważ Andy jest w szpitalu. Stan jest ciężki, a bez niego nie zagramy ~ Ashley'
Zamarłam. Andy w szpitalu. Jego stan jest ciężki. Muszę go zobaczyć. Chociaż nie teraz, chłopaki pewnie u niego są. Pójdę w nocy. On i tak nie może mnie zobaczyć, więc przyjdę, gdy będzie spał. Siedziałam przed komputerem i czekałam, aż w końcu wybije północ. Oczekiwania dłużyły się w nieskończoność. Nie wytrzymałam i chwilę po 22 byłam w drodze. Przed wejściem do szpitala ubrałam okulary przeciwsłoneczne.
- Dzień dobry - przywitałam się z pielęgniarką - W której sali leży Andy Biersack?
- A pani to kto?
- Michelle Black. Dziewczyna Andy'ego - skłamałam.
- Jasne, każda tak mówi. Przykro mi nie mogę pani wpuścić, skończyły się godziny odwiedzin.
- Błagam, niech mi pani powie gdzie on leży a sobie pójdę.
- No dobrze - wkurzyła się lekko - sala nr 17. A teraz proszę iść.
- Okej dziękuje - powiedziałam i wyszłam.
Wiedziałam dokładnie gdzie jest ta sala, więc od razu pobiegłam do okna. Zobaczyłam sylwetkę obróconą do mnie tyłem. Kurwa... Chciałam go zobaczyć. A może by tak wejść? Pewnie i tak śpi. Wgramoliłam się przez okno i po cichu podeszłam do łóżka. Biersack spał. Popatrzyłam na jego rękę i zamarłam. Oprócz tatuaży widniały na niej kreski. Rany po cięciach. Świetnie, zaczął się ciąć. Pogłaskałam go po włosach a on się poruszył. Ja pierdole! Co teraz? Rzuciłam się do okna, ale Andy i tak mnie zauważył.
- Chacky? To ty? - wyszeptał - Zostań...

~ ~ ~ ~
Oto i kolejny rozdział. Przepraszam, że przez ten czas niczego nowego nie publikowałam, ale problemy z internetem i nauka.
Zapraszam do komentowania :3
Bużka! <3

niedziela, 13 października 2013

#17 - Michelle

~ Perspektywa Andy'ego ~
W końcu udało mi się wyważyć drzwi. Wpadłem do pokoju i zamarłem. Na łóżku leżałam Chacky. Miała nóż wbity w klatkę piersiową, a wokół niej było mnóstwo krwi.
- Chłopaki! - wydarłem się przez łzy. Usiadłem przy mojej ukochanej i wyciągnąłem nóż z jej piersi.
- Przeżyjesz.. Błagam cię nie rób mi tego - szeptałem przez łzy. Chciałem sprawdzić jej tętno, ale go nie było. Do pokoju wpadli chłopcy.
- Sammi dzwoń po karetkę - krzyknął Jinxx.
- Co się stało!? - do pokoju wpadła żona Jeremy'ego, ale widząc Chacky szybko się wycofała. Czekanie na karetkę trwało w nieskończoność. W końcu pojawiło się dwóch mężczyzn i na noszach wyniosło bezwładne ciało mojej ukochanej. Ja, Sammi i chłopaki pobiegliśmy do samochodu. W drodze wyciągnąłem telefon i wybrałem numer Asha.
- Czego? - usłyszałem jego głos.
- Gratulacje, masz co chciałeś, Chacky nie będzie ze mną - wyszeptałem przez łzy
- Co? Dlaczego?
- Próbowała się zabić, właśnie jedziemy do szpitala - cisza.
- Zaraz będę - rozłączył się.
W końcu dojechaliśmy do szpitala. Chacky zabrali na salę operacyjną. Wszyscy siedzieliśmy przed nią, gdy nagle wpadł Ash. Gdy go tylko zobaczyłem, rzuciłem się na niego.
- To twoja wina! - wydarłem się i uderzyłem basistę w twarz.
- Tak wiem... Przepraszam - rozpłakał się.
Po chwili z sali wyszedł lekarz.
- Niestety nic się nie dało zrobić, straciliśmy ją.
Gdy to usłyszałem padłem na kolana. Straciliśmy ją. Dla mnie to był koniec.

~ Perspektywa Chacky ~
Otworzyłam oczy. Byłam w jakieś białej sali. Leżałam w wielkim łóżku z baldachimem. Wszystko było piękne i białe. Przede mną stała jakaś kobieta. Miała piękne blond włosy, takie jak mojej mamy. Obróciła się a ja zamarłam. To była moja mama. Rzuciłam się kobiecie na szyję.
- Córciu coś ty zrobiła!? - nakrzyczała na mnie.
- Ja.. ja nie chciałam, żeby on przeze mnie odszedł z zespołu...
- To nie była twoja wina.
- Przepraszam.. Kocham cię - wyszeptałam - Teraz będziemy już razem, tak?
Moja matka popatrzyła mi w oczy. To nie były śliczne, niebieskie tęczówki mojej mamy, tylko czerwone jak u wampira. Kobieta zaśmiała się i wgryzła się w moją szyję.

- Niee! - otworzyłam oczy, a wszystko zniknęło. Byłam w sali szpitalnej, a obok mnie siedział jakiś młody mężczyzna. Wszystko było dziwnie wyraźne. - Co się stało? - zapytałam i osłupiałam. Mój głos brzmiał jakoś inaczej.
- Zabiłaś się, ale cię uratowałem, teraz jesteś wampirem.
- Słucham!?- wydarłam się.
- Ciszej... Jesteś wampirem, przemieniłem cię. Ale już nie jesteś Channel Rose, ona już nie żyje. Musisz zmienić imię i nazwisko.
- Na jakie?
- Jakie chcesz - uśmiechnął się. Zaczęłam się zastanawiać, gdy nagle w radiu poleciała piosenka 'My Michelle' Guns N' Roses.
- Michelle. Michelle Black - powiedziałam.
- A więc witaj na świecie Chelly (czyt. Szeli) - powiedział mężczyzna - A teraz podejdź do lustra, żeby zobaczyć jak wyglądasz.
Stanęłam przed lustrem i zamarłam. Byłam piękna jak modelka. Moją twarz szpeciły czerwone oczy.
- Z czasem ściemnieją - uśmiechnął się blondyn - Ale teraz, musisz napić się krwi, aby przeżyć.
Lekko się przestraszyłam. Będę musiała zabić człowieka. 
- Nie będziesz musiała nikogo zabijać, jesteśmy w szpitalu, tu są litry krwi.Ale musisz pamiętać jedną rzecz, nie musisz pić na co dzień krwi, ale raz w roku musisz wypić litr, żeby przeżyć.
- I tyle mi wystarczy na cały rok?
- Oczywiście, żeby przeżyć musisz jeść, ale wystarczą ci zwykłe ludzkie posiłki.
- Coś jeszcze?
- Jesteś szybsza niż ludzie, masz bardziej wyczulone zmysły i potrafisz się zmieniać w zwierzę. 
- Jakie?
- To już zależy od ciebie. A i jeszcze jedno. Twoi przyjaciele myślą, że nie żyjesz. Możesz ich wyprowadzić błędu, lub prowadzić nowe życie.
- Ja chcę się z nimi spotkać - wyszeptałam.
- Najpierw masz tydzień kwarantanny, musisz przyzwyczaić się do zapachu ludzkiej krwi. 
- Oczywiście.
Jacob, bo tak miał na imię wampir dał mi krew. Nie zabijałam nikogo tylko wzięłam z banku krwi. Zapach był cudowny. Taki słodki. Po wytrzymaniu tygodnia udałam się do willi Bridesów.

~ ~ ~ ~
Ale namieszałam ;o
Postanowiłam wprowadzić zasadę

CZYTASZ = KOMENTUJESZ
Wystarczy, że napiszesz tylko 'czytam'. Po prostu chcę wiedzieć ile osób czyta ten blog.

Pomysł widziałam już na kilku blogach, ale ściągnęłam od autorki bloga http://a-holy-war.blogspot.com/.
To tyle :3


sobota, 12 października 2013

#16 - Zmuś mnie

Staliśmy chwilę w ciszy, gdy nagle się rozpadało. Andy pociągnął mnie do klubu, gdzie wszyscy siedzieli przy stoliku.
- Zbieramy się? - zapytała Sammi podtrzymując Jinxx'a.
- Okeej, wszyscy do auta! - powiedział Biersack. Chłopcy i Sammi lekko chwiejnym krokiem ruszyli do auta. Andy złapał mnie za rękę i poszliśmy za nimi. W domu wszyscy rozeszli się do swoich pokoi. Po przebraniu się w koszulkę Biersacka i jakieś spodenki, których musiałam zapomnieć przy przeprowadzce, położyłam się do łóżka i zasnęłam w ramionach mojego chłopaka.

Rano obudziłam się wtulona w tors Andy'ego, który bawił się moimi włosami.
- Dzień dobry! - uśmiechnął się słodko i cmoknął mnie w czoło.
- No heej - wymruczałam - Która godzina?
- Jakoś po 12 śpiochu.
- No to trzeba wstawać - powiedziałam próbując wstać, ale czyjeś ręce mi to uniemożliwiały. Chudzielec usiadł i zaczął całować mój kark. Obróciłam się do niego przodem i pchnęłam go na łóżko. Usiadłam na nim okrakiem i wpiłam się w jego usta.
- Andy, Sara przyszła.. - do pokoju wszedł Ash. Widząc mnie siedzącą na Biersacku posmutniał i wyszedł.
- Ubieraj się i idziemy - powiedział mój chłopak ściągając mnie z siebie.
- Nie chcę jej widzieć - powiedziałam.
- Noo chooodź! - zrobił minę kota ze shreka.
- Zmuś mnie - uśmiechnęłam się cwaniacko krzyżując ręce na piersiach.
- Sama tego chciałaś - zaśmiał się przewieszając mnie sobie przez ramię.
- Puuuuść! Andy debilu! - darłam się waląc go pięściami po plecach. Puścił mnie dopiero, gdy znaleźliśmy się w salonie.
- Hej.. - usłyszeliśmy głos Sary - Ja chciałam was przeprosić za wszystko i prosić o wybaczenie.
- Nic się nie stało - uśmiechnął się Biersack - Jasne, że wybaczam.
- Dziękuje - uścisnęła go i skierowała wzrok na mnie - A ty? Wybaczysz mi?
- No dobra - szepnęłam - ale to ostatni raz.
Sara uwiesiła się na mojej szyi. Później poszłam z nią robić śniadanie dla chłopaków.

~ Perspektywa Ashley'a ~
Kurwa! Wrócili do siebie. Kochają się. Mogłem to przewidzieć, ale nie. Pan Purdy musiał się łudzić, że Chacky będzie z nim. Jestem głupi. Mogłem jej powiedzieć, co do niej czuje, ale ciągle odkładałem to na później i teraz co? Wróciła do Andy'ego. Ehh.. Nie dam rady patrzeć jak on ją przytula, całuje. Jak ona mu wyznaje miłość. Po prostu nie dam rady. Muszę coś zrobić... Muszę odejść. Właśnie! Odejdę z zespołu, może uda mi się o niej zapomnieć. Wyciągnąłem z szafy walizkę i zacząłem pakować do niej moje rzeczy. Po jakiejś godzinie moje wszystkie ubrania i najpotrzebniejsze rzeczy były spakowane w 2 walizki i torbę. Wziąłem wszystkie moje rzeczy i zszedłem na dół.
- Co robisz? - zdziwiła się Chacky wychodząc z kuchni, z talerzem naleśników. Wszystkie oczy skierowały się w moją stronę.
- Wyprowadzam się, odchodzę z zespołu - odpowiedziałem.
- Co kurwa!? - krzyknął Jinxx stając przede mną - Dlaczego?
- Nie dam rady - wyszeptałem - Kocham Chacky i nie mogę patrzyć jak jest z Biersackiem.
Wybiegłem z domu do swojego samochodu i odjechałem. Gdzie? Sam nie wiem. Jak najdalej stąd.

~Perspektywa Chacky~
Ashley odszedł z zespołu. To moja wina. Stałam z naleśnikami i nożem w ręce jak zamurowana.
- Zajebiście - wysyczał Jake - Wszystko twoja wina.
Zwrócił się w moją stronę. Do moich oczów napłynęły łzy. Położyłam talerz na stole i wybiegłam na górę. Zamknęłam drzwi na klucz i usiadłam na łóżku. Rozpłakałam się. I co teraz? Jedyne wyjście to odejść. Chłopcy się pogodzą a ja już nie będę problemem. Przypomniałam sobie że wciąż mam nóż. Wyrwałam kartkę z zeszytu i napisałam na niej list do chłopaków.
- Otwórz!!- krzyczał Andy zza drzwi, ale nie przejęłam się tym.
Wzięłam nóż i wbiłam go sobie w klatkę piersiową. Poczułam ból, a później odpłynęłam.

~ ~ ~ ~
Wielki powrót! No dobra może i nie taki wielki, ale zawsze powrót.
Rozdział pojawia się szybciej niż zapowiadałam, bo dostałam weny.
Czekam na komentarze ;3

piątek, 4 października 2013

#15 - Przepraszam

Weszłyśmy z Sammi za kulisy. W garderobie siedziało całe Black Veil Brides. Pierwszy zauważył mnie Jake.
- Chacky! - wydarł się i mocno mnie przytulił. Wszyscy popatrzyli na mnie i po chwili przechodziłam z rąk do rąk wpadając w objęcia Andyego. Popatrzyłam w jego oczy i zatraciłam sie w jego ślicznych tęczówkach.
- Ymm.. Sorry, nie chciałem - powiedział odsuwając się ode mnie. Zabolało, ale nie chciałam tego pokazać, więc uśmiechnęłam się słodko i przytuliłam Ashleya.
- Black Veil Brides na scenę - usłyszeliśmy męski głos. Chłopaki wybiegli na scenę, ja z Sammi stałyśmy za kulisami. Być może mi się wydawało, ale Andy starał się bardziej niż zwykle. Przy 'Rebel Love Song' przypomniały mi się wszystkie chwile spędzone z Biersackiem. To jak mnie przytulał, całował, jak mi mówił, że mnie kocha, i że nigdy nie opuści.
- On cię dalej kocha - powiedziała Sammi, przerywając moje wspomnienia.
- Co? Kto? - nie zrozumiałam o co jej chodzi.
- Kocha cię i dla ciebie tak się teraz stara - odpowiedziała z uśmiechem.
- Nie wiem co bierzesz, ale zmień dilera - mruknęłam - On już mnie nie kocha i uważa za dziwkę.
- Jasne, to dlatego nie chciał jechać w trasę, bo stwierdził, ze bez ciebie jego życie nie ma sensu.
- Nie uwierzę dopóki nie zobaczę.
- Zobaczysz, zobaczysz - cmoknęła mnie w policzek - Ejj.. Dzisiaj idziemy na imprezę?
- Idziemy?
- No. Ty, ja i Bridesi.
- Aha, okej.
Po jakiejś godzinie koncert się skończył.
- My idziemy się przygotować do domu a wy czekajcie na nas pod klubem - powiedziała Sammi do chłopaków zaraz po ich zejściu ze sceny.
Wyszłyśmy z klubu i pobiegłyśmy do willi BVB.
- A więc ubierzemy cię mega sexownie, niech Andy wie co stracił - powiedziała Sammi grzebiąc w szafie. Zaśmiałam się i czekałam na moją kreację. Po chwili moim oczom ukazała się czarna sukienka bez ramiączek.
- Ubieraj.
Posłusznie wykonałam polecenia. Muszę przyznać że wyglądałam nieźle. Sukienka opinała mój biust, a od pasa dół była luźna. Długość miała do połowy ud. Krótka, ale przeżyje. Sammi ubrała białą sukienkę równie śliczną co moja. Później makijaż, fryzura i byłyśmy gotowe. Po 30 minutach byłyśmy w klubie.
- Wooow! - powiedzieli wszyscy chłopcy jednocześnie. Zachichotałyśmy i weszłyśmy do klubu, a chłopcy za nami. Tańczyliśmy, piliśmy. W sumie to chłopaki pili. Ja i Sammi niespecjalnie. Koło 1 w nocy wyszłam na papierosa. Stałam dygocząc z zimna, gdy nagle poczułam, że ktoś przykrywa mnie kurtką i przytula od tyłu. Obróciłam się i ujrzałam Andyego.
- Uważaj bo zmarzniesz - uśmiechnął się słodko. Widziałam, ze nie był tak pijany jak reszta.
- Od kiedy się mną przejmujesz?
- Od kiedy cię poznałem. Kocham cię, wiesz?
- Gdybyś kochał to byś nie zostawił - powiedziałam ze łzami w oczach
- Przepraszam - szepnął i wpił się w moje usta. Na początku się zdziwiłam, ale szybko pogłębiłam pocałować.
- To między nami wszystko okej? - zapytał z nadzieją w głosie.
- Jasne - uśmiechnęłam się a on pocałował mnie w czoło.

~ ~ ~ ~
I jest kolejny rozdział. Nudny w chuj, ale przynajmniej ich pogodziłam.
Czekam na komentarze i do następnego ;3


wtorek, 1 października 2013

#14 - Gdzie się wybierasz, księżniczko?

Do pokoju wszedł Andy.Gdy tylko nas zobaczył zatrzymał się. Zrzuciłam z siebie Sarę i zaczęłam.
- Skarbie, to nie tak jak myślisz..
- A mi się wydaje, że to dokładnie tak jak myślę - krzyknął - Jesteś zwykłą dziwką! To koniec.
Wybiegł z pokoju, a ja usiadłam na łóżku i rozpłakałam się.
- Chacky tak mi przykro - szepnęła Sara.
- Wyjdź...
- Ale..
- Wypierdalaj  - powiedziałam spokojnie - To wszystko twoja wina.
Dziewczyna wstała z łóżka i wyszła z pokoju. To przez nią. Wszystko przez nią. Gdyby nie ona pewnie siedziałabym na dole wtulona w Andyego, a on szeptałby mi, że mnie kocha. A teraz co? Nienawidzi mnie i uważa za zwykłą dziwkę. Na samą myśl o tym co powiedział, powtórnie wybuchłam płaczem. Nagle do pokoju wszedł Jinxx.
- Mała, co się stało? - zapytał przejęty.Usiadł na łóżku i posadził mnie sobie na kolanach.
- Sa.. Sara mnie pocałowała. Andy to zobaczył i się wściekł. Powiedział, że jestem zwykłą dziwką - wyszeptałam w koszulkę przyjaciela.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze.
Do pokoju weszła Sammi. Widząc mnie na kolanach męża zauważyłam, że lekko się zdenerwowała.
- Nie Sammi, tylko nie ty - wyszeptałam przez łzy.
- Jezu.. Chacky co ci jest? - zapytała przejęta i pociągnęła mnie do siebie.
- Sara ją pocałowała. Andy to zobaczył i się wściekł. Stwierdził, że jest zwykłą dziwką i widzisz jak to przyjęła -odpowiedział Jinxx za mnie. Nagle wpadłam na pewien pomysł. Skoro już nie jestem z Biersackiem, nie będę tutaj mieszkać. Nie chcę go widywać. Nie zniosę tego. Odsunęłam się od Sammi i wyciągnęłam walizkę. Przerzuciłam do niej rzeczy z szafy i zapytałam Sammi czy mnie zawiezie do domu. Niechętnie, ale się zgodziła. Schodziłam z walizką po schodach, gdy nagle wpadłam na Asha.
- Gdzie się wybierasz, księżniczko? - zapytał z uśmiechem.
- Wyprowadzam się, Jinxx ci wszystko wytłumaczy - odpowiedziałam i poszłam do samochodu.

~2 miesiace później~
Black Veil Brides i Sammi pojechali miesiąc temu w trasę. Chciałam się odciąć od chłopaków, żeby przestać myśleć o Andym. Tak, dalej go kochałam, mimo że on uważa mnie za dziwkę. Siedziałam na łóżku z żyletką w ręku. Tak od zerwania z Andym, zaczęłam się ciąć. Nagle, usłyszałam melodie '"First day of my life' The Rasmus. Bez patrzenia na wyświetlacz odebrałam.
- Haaloo?
- Chacky! - usłyszałam krzyk Sammi w słuchawce - Co tam mała?
- Bywało gorzej a tam?
- Tęsknie za tobą. Jutro BVB ma koncert w LA. Może wpadniesz?
- Nie.. Nie chce go spotkać - odpowiedziałam wprost.
- Ale ja i Ashley tak ładnie prosimy - powiedziała Sammi i podała komuś telefon.
- Proooszęęęę! - usłyszałam głos Asha. Zachichotałam do telefonu.
- No dobra - dałam się przekonać - O której ten koncert?
- 19:00 w Darkness
- Okej będę - rozłączyłam się. O 17 stanęłam przed szafą zastanawiając się w co się ubrać. Wybrałam koszulkę z nadrugiem Black Veil Brides, poszarpane, czerwone shorty i glany. Zrobiłam makijaż podobny do Andyego a włosy związałam w luźnego kucyka, zostawiając tylko grzywkę. O 18:40 byłam pod klubem. Zadzwoniłam do Sammi, żeby mnie wpuściła. Po chwili przede mną stała moja najlepsza przyjaciółka.
Rzuciłam mi się na szyję.
- Chodź do środka. Chłopcy na ciebie czekają.

~ ~ ~ ~
I jest kolejny rozdział. Przy okazji dziękuje za ponad 900 wyświetleń. Kocham was <3