Strony

piątek, 22 listopada 2013

#24 - Forever

~ Jakiś czas później ~

 Dzisiaj ostatni koncert podczas tej trasy i wracamy do domu. Koncert zaczyna się za 2 godziny, a Andy jeszcze śpi. Weszłam do naszego 'pokoju' i wydarłam się.
- Andy! Wstawaj!
- Niee.. - mruknął zakrywając głowę poduszkę - Chcę spać.
- Za 2 godziny koncert. Wstawaj, kurwa.
- Nie.
Usiadłam na nim okrakiem i zaczęłam go całować po szyi. Po sekundzie zaczął jeździć rękami po moich plecach. Podniosłam się i spojrzałam na niego kpiąco.
- I co? Nie śpisz już?
- Niee - mruknął - A teraz mnie całuj.
- Zbieraj się - cmoknęłam go w usta i uśmiechnęłam się- Jak szybko się ogarniesz to może dostaniesz nagrodę.
Zrzucił mnie z siebie i pobiegł do łazienki. Zaśmiałam się i poszłam do salonu.
- Nie obudziłaś go? - zapytał Ashley mierząc mnie wzrokiem - Eh.. Mogłem ci dać wiaderko wody, bo Andy'ego bez niego nie obudzisz.
- Obudziłam - uśmiechnęłam się słodko.
- Jak to? - zdziwił się - Powiedz jak to zrobiłaś!
- Ma się te sposoby - puściłam mu oko.
Do kuchni wszedł Andy.
- Heej! - przywitał się z Ashem i jego wzrok spoczął na mnie - Gdzie moja nagroda?
- Tu? Przy Ashu chcesz? - zaśmiałam się - Myślałam, że nie chcesz się mną dzielić, ale jak wolisz.
Podeszłam do niego i wpiłam się mu w usta. Zaczęłam mu ściągać koszulkę, śmiejąc się w duchu. Zesztywniał i odsunął się ode mnie. Ashley zachichotał i wyszedł z pokoju.
- Nie chcesz mnie! - krzyknęłam udając obrażoną i wyszłam za nim.
- Michelle! - zawołał łapiąc mnie za rękę - Chcę. Nawet nie wiesz jak bardzo mnie podniecasz i ile wysiłku kosztuje mnie, żebym się na ciebie nie rzucił. Jak wrócimy do domu to przysięgam, że nie wypuszczę cię z sypialni przez tydzień.
- Okeej  - przytuliłam go - Nie wiem co ty we mnie widzisz..
Popatrzył na mnie jak na idiotkę i pociągnął do lustra. Zobaczyłam dziewczynę sięgającą Andy'emu do szyi. Była blada i chuda. Miała sięgające do piersi bordowe włosy (tak, tak przefarbowałam i ścięłam włosy) i ciemne czerwone, prawie czarne oczy (już mi trochę przyciemniały). Była całkiem ładna, ale czegoś jej brakowało.
- To w tobie widzę - uśmiechnął się i obrócił mnie do siebie - Poza tym jesteś mądra, miła i słodka. Kocham cały twój charakter. Jesteś moją słodką, malutką Chacky.
- Zmieniłam się.. Jestem potworem, całkiem ładnym potworem.
- Poza oczami, kłami i nazwiskiem się nie zmieniłaś. I zawsze byłaś piękna, ale nigdy tego nie zauważałaś.
- Ja nie żyje! - wybuchnęłam - Jestem pierdolonym krwiopijcą. W każdej chwili mogę cię zabić. Powinnam odejść..
- Możesz odejść, ale pierwsze mnie zabij - powiedział patrząc mi w oczy - Nie przeżyje bez ciebie. Jeśli ty odejdziesz umrę, więc możesz mnie wyręczyć.
- Nie potrafiłabym cię zabić - wyszeptałam odsuwając się od niego - Nie byłabym w stanie.
- A potrafiłabyś odejść? To jest równoznaczne z moją śmiercią.
Wyszeptałam ciche 'przepraszam' i mocno go przytuliłam.
- Nie przepraszaj - powiedział głaszcząc moje plecy - Tylko nie pieprz głupot.
- Nie będę.. Kocham cię.
Tą jakże uroczą chwilę przerwało pukanie do drzwi.
- Andy koncert! - wydarł się tatuś Jinxx - Chodź, bo się spóźnimy!
- Malutka, idziesz z nami? - zapytał patrząc na mnie z góry.
- Niee.. Ja zostanę.
- Okej, to baw się dobrze - uśmiechnął się i pocałował mnie w usta - Papa.
Andy wyszedł z chłopakami, a ja rozsiadłam się na kanapie przełączając kanały w telewizji. Zatrzymałam się na jednym z nich. Leciał tam film, który dobrze znałam a dokładniej 'Mój przyjaciel Hachiko'. Obejrzałam kawałek i nawet nie wiem kiedy odpłynęłam.

Obudziłam się wtulona w nagi tors Andy'ego. Pewnie mnie przeniósł jak wrócił. Oo już jesteśmy w domu. Jezu.. Jak długo ja spałam!?
- Dzień dobry! - szepnęłam cmokając go w usta. Były dziwnie drętwe. Nawet się nie ruszył - Andy? Biersack! Obudź się! Skarbie, błagam!
Po moich policzkach zaczęły spływać łzy. Zaczęłam nim trząść i nagle zamarłam. Miał rozgryzione gardło. Zeskoczyłam z łóżka jak oparzona, krzycząc przy tym głośno. Zbiegłam na dół, prawie się przy tym zabijając o własne stopy. Skręcając do salonu potknęłam się o coś. Zaklnęłam pod nosem i popatrzyłam na to 'coś'. To był Ash. Leżał w kałuży krwi, również miał rozgryzione gardło. W podobnym stanie znalazłam CC'ego i Jake'a. Co się im stało? Zastanawiał się w myślach. I gdzie jest Jinxx? Nagle mnie olśniło. Wbiegłam do jego pokoju. Jeremy siedział z kolanami pod brodą i lekko się kołysał.
- Jeremy? - wyszeptałam do niego podchodząc - Co się stało?
- C..Co? - zdziwił się i popatrzył na mnie i zaczął szlochać - Błagam! Nie zabijaj mnie!
- Ale.. Czemu miałam bym cię zabić? - zapytałam cicho - Ja chcę tylko wiedzieć kto zabił chłopaków..
- N..Nic nie pamiętasz? To.. ty ich zabiłaś.
Zamarłam. Co ja kurwa zrobiłam? Zaczęłam się trząść i ze łzami w oczach osunęłam się po ścianie. Zabiłam ich! A oni mi ufali. Ja pierdole! Błagam, niech on powie, że to żart.
- Jak to ich zabiłam!? - krzyknęłam szlochając. Cicha - Jeremy mów!
- Pokłóciłaś się z Ashem i rzuciłaś się na niego - zaczął opowiadać - Andy i CC cię odciągnęli, ale było już za późno, zabiłaś go. Jake próbował cię uspokoić, ale tylko bardziej się wkurwiłaś i wyrwałaś się chłopakom. Zabiłaś Jake'a. CC chciał się zemścić i zaczął cię bic, ale wiadomo, był za słaby i.. jego też zabiłaś. Andy cię pocałował i dopiero wtedy się trochę uspokoiłaś. Poszliście na górę, a ja wiedziałem, po prostu wiedziałem, że on już nie wróci.. - głos mu się załamał - I.. i teraz przyszłaś po mnie. Jesteś zwykłą suką! Sami miała rację! Pierdolony krwiopijca bez serca! Niech cię piekło pochłonie.
Nie wytrzymałam. Rzuciłam się na Jeremy'ego i wgryzłam mu się w szyję. Jego krew była taka ciepła i słodka. Opróżniłam go i rzuciłam gdzieś w kąt. Dopiero po jakiś 10 minutach ogarnęłam, co zrobiłam. Rozpłakałam się i zaczęłam krzyczeć.

- Mała! Chacky obudź się - usłyszałam nad sobą krzyk.. Andyego!?
Szybko się podniosłam, co było głupim pomysłem, bo zakręciło mi się w głowie i znowu wypierdoliłam się na poduszki.
- Andy? Ty żyjesz? - rzuciłam mu się na szyję, podciągnął do góry, a ja objęłam nogami jego biodra - Kocham cię! Kocham cię!
- Skarbie, o co chodzi? - zdziwił się - Byłem na koncercie, czemu miałbym nie żyć?
- To był tylko sen - ucieszyłam się - Czyli nic wam nie jest?
- Nie - uśmiechnął się - I wiesz co? Właśnie skończyliśmy trasę!
- W końcu! - wpiłam mu się w usta. Całowaliśmy się długo i namiętnie. Cieszyłam się, że nic mu nie jest, a koniec trasy to kolejny powód do szczęścia. Andy chyba chciał się obrócić, ale bus ruszył i wywróciliśmy się na kanapę nie przestając całować.
- Ludzie nie tutaj! - krzyknął CC śmiejąc się - Na górze macie łóżko.
Od razu się odsunęliśmy od siebie.
- Dobra tato, już będziemy grzeczni -  wyszczerzyłam się do Christiana.
- No ja myślę - uśmiechnął się siadając obok nas na kanapie i przełączając kanał na jakiś telewizyjny.

~ Następnego dnia ~
- Wstawać! - usłyszeliśmy krzyk Asha - Dojechaliśmy!
Usiadłam na kanapie. Musiałam zasnąć na kanapie wtulona w Andy'ego, a we mnie wtulony był CC. Chłopcy też już się obudzili. Po ogarnięciu się, z Andym ruszyliśmy do domu. Chłopcy już dawno wrócili, nie mogli się doczekać, żeby w końcu się wyspać we własnym łóżku. Zaraz po wejściu do domu udaliśmy się na górę. Włączyłam radio i zaczynała się właśnie piosenka Kiss - Forever. Andy uśmiechnął się i przytulił mnie lekko się kołysząc. Za każdym razem, gdy pojawiało się słowo 'forever' Biersack całował mnie w usta. Gdy piosenka się skończyła wylądowaliśmy w łóżku. Chyba nie muszę mówić co było dalej..

~ ~ ~ ~

Wróciłam. Tęsknił ktoś? Fajnie by było.
Co do rozdziału to jakiś taki nijaki, ale cóż...
Czekam na komentarze :)
Bajuu <3 

niedziela, 10 listopada 2013

#23 - Jesteś moja

Obudziłam się w łóżku wtulona w czyjś tors. Przestraszona odskoczyłam od tej osoby, a ona się obudziła. Okazało się, że to tylko Ash.
- Co jest mała? - zapytał, podnosząc się na łokciach.
- Przestraszyłam się - odpowiedziałam - Przepraszam, że cię obudziłam.
- Nie no spoko - uśmiechnął się słodko - Po.. tym co się stało masz prawo bać się ludzi.
Nagle zaburczało mi w brzuchu.
- Mała chodź do kuchni, musisz coś zjeść.
- Ale tam są wszyscy - przestraszyłam się. Niby wiedziałam, że nic mi nie zrobią, ale i tak byłam przerażona.
- Nie bój się - cmoknął mnie w czoło - Cały czas będę przy tobie.
- No dobra - zgodziłam się - To idziemy?
Wstaliśmy z łóżka. Ashley złapał mnie za rękę, ciągnąć na dół. Wszyscy siedzieli w salonie oglądając jakiś film. Pierwsza zauważyła mnie Sammi. Od razu do mnie podeszła i mocno przytuliła.
- Hej mała, jak tam? - zapytała patrząc mi w oczy.
- Wczoraj zostałam zgwałcona. Ciekawe jak mogę się czuć? - zapytałam sarkastycznie.
- Eh.. No tak - odsunęła się ode mnie ustępując miejsca Andy'emu, który też chciał mnie przytulić, ale odskoczyłam jak oparzona.

~ Perspektywa Andy'ego ~
Gdy tylko zobaczyłem Chacky od razu chciałem ją przytulić, ale gdy dotknąłem jej przedramienia, ona odskoczyła.
- C..Co jest? - zapytałem zdziwiony.
- Ona się boi mężczyzn - odpowiedział Ashley smutno - Znaczy mnie nie. Nie wiem czemu, ale tak jest. Kiedyś jej przejdzie, ale do tego czasu nie dotykajcie jej.
Osłupiałem. Nie mogę dotknąć własnej dziewczyny. A co najgorsze Ash może.
- Skarbie, kocham cię, wiesz o tym? - zapytałem Michelle a ona niepewnie przytaknęła - Obiecuję, że nie dotknę cię dopóki sama tego nie będziesz tego chciała.
- Też cię kocham - odpowiedziała cicho i weszła do kuchni. Z uśmiechem na ustach usiadłem na kanapie i wróciłem do oglądania filmu.

~ Perspektywa Chacky ~
- Mała co byś zjadła? - zapytał Ashley wchodząc do kuchni.
- Naleśniki - odpowiedziałam wyciągając patelnię.
- Zrobię ci - uśmiechnął się do mnie, a ja to odwzajemniłam.
- Jak chcesz. Tylko mnie nie otruj - mruknęłam siadając na blacie. Przyglądałam się pracy Ashleya. Po chwili na stole stał talerz naleśników z nutellą. Usiadłam przy stole na przeciwko Purdy'ego. Nagle do kuchni wszedł CC.
- Naleśniki! - krzyknął i zabrał się do jedzenia - Mm dobre, Chacky.
- Ale to nie ja robiłam - odpowiedziałam przeżuwając ostatni kęs - To on.
Wskazałam na Asha.
- Purdy! Ty umiesz gotować! - zdziwił się Christian.
- No tak. Co w tym dziwnego?
- Nigdy o tym nie mówiłeś - udał obrażonego Coma.
- Nigdy o to nie pytałeś..
Chłopaki przekomarzali się jak małe dzieci. Po 10 minutach słuchania tego zrobiło się nudno, więc wyszłam z kuchni. W salonie był tylko Andy, więc usiadłam obok niego na kanapie.
- Co tam, maluchu? - zagadnął Biersack.
- Wiesz, że Ash potrafi gotować?
- Serio? - zdziwił się, a ja przytaknęłam - Nie wiedziałem.
- Miałbyś cycki, miałbyś naleśniki od Purdy'ego - mruknęłam a Andy wybuchnął śmiechem.
- Ee tam.. Jesteś moja, więc twoje cycki też.
Teraz to ja wybuchnęłam śmiechem. Chwilę śmialiśmy się i gadaliśmy, gdy nagle Andy spoważniał.
- Chciałbym cię przytulić - zakomunikował.
- Możesz spróbować - odpowiedziałam niepewnie.
Andy przejechał ręką po moim ramieniu, a moim ciałem wstrząsnął dreszcz. Wstałam z kanapy, a on popatrzył na mnie smutno. Uśmiechnęłam się zadziornie i usiadłam na jego kolanach okrakiem i wpiłam się w jego usta. Oderwaliśmy się od siebie dopiero, gdy skończyło mi się powietrze.
- Kocham cię - wyszeptał Andy opierając się swoim czołem o moje.
- Wiem, ja ciebie też - cmoknęłam go w czoło.
Nagle do pokoju wszedł CC.
- Ty Ash patrz! Już się liżą - zaśmiał się, a ja pokazałam mu fucka - I tak oto powróciła stara Chacky.
- Jeszcze coś? Jak nie to spadaj - mruknął Andy.
- Ja sobie pooglądam telewizję - wyszczerzył się Christian siadając obok nas na kanapie.
Wzięłam poduszkę i jebłam nią Comę w jego kudłaty łeb.
- Szujo! - krzyknął i zaczął mnie łaskotać, a ja spadłam z kanapy. Usiadł na mnie okrakiem nie przestając łaskotać.
- A.. Hahahaha.. Andy! - krzyczałam przez śmiech - Hahah.. Ratuj!
- Coma złaź z mojej dziewczyny! - wydarł się Biersack bijąc Christiana poduszką. Po chwili CC leżał koło mnie.
- Dojechaliśmy! - krzyknął kierowca.
- A tak właściwie to gdzie jesteśmy? - zapytałam.
- Cincinnati - odpowiedział Andy z uśmiechem.
- Pójdziemy do twoich rodziców? - zapytałam z nadzieją.
- No w sumie możemy iść - odpowiedział - Koncert zaczyna się dopiero o 20, a teraz jest 14.
Szybko ubrałam niebieskie soczewki, ponieważ nie chciałam chodzić między ludźmi z czerwonymi oczami, a zawsze marzyłam o tym, żeby mieć niebieskie oczy. Cieszyłam się, ze zobaczę rodziców Andyego. Nie widziałam ich od wakacji, gdy byłam u babci, czyli 5 lat temu. Nie było ich na pogrzebie Elizabeth, ponieważ Chris bardzo przeżył jej śmierć i wylądował w szpitalu, a Amy nie chciała zostawić go samego. W końcu dotarliśmy do domu Biersacków. Andy zapukał i po chwili otworzyła nam pani Biersack.
- Andy synku! - rzuciła mu się na szyję i zmierzyła mnie wzrokiem- A to kto?
- Cha.. Michelle Black - podałam kobiecie rękę. Kurwa prawie się wydałam. Przecież Channel już nie żyje. Teraz jestem Michelle.
Na dół zszedł pan Biersack. Przywitał się z nami i weszliśmy do salonu. Rozmawialiśmy dość długo.
- Jak długo jesteście razem? - zapytała Amy.
- Około 4 miesiące - odpowiedziałam po chwili zastanowienia
- Czyli znałaś moją córkę..
- Elizabeth? Oczywiście, że znałam - uśmiechnęłam się - To przez nią poznałam Andyego.
- Jak się poznałyście?
- Wpadła na mnie na ulicy - uśmiechnęłam się na samą myśl o tamtym spotkaniu. Co prawda nie było to nasze pierwsze, ale w końcu Biersackowie o tym nie wiedzieli.
- Skarbie, musimy już iść. Za godzinę zaczyna się koncert, a my musimy być trochę wcześniej.
Pożegnaliśmy się z rodzicami Andyego i poszliśmy do klubu, w którym miał odbyć się koncert.

~ ~ ~ ~
A oto i kolejny rozdział.
Nudny, chujowy i w ogóle, ale źle się czuję i mam zjebany humor.
Przy okazji zapraszam na mój drugi blog
Czekam na komentarze i do następnego :)

piątek, 1 listopada 2013

#22 - Nie płacz

Rano [15:00] obudziłam się w pokoju Andy'ego. W sumie to teraz był nas wspólny pokój. Nie mam pojęcia jak się tu znalazłam, ale chuj z tym. Wstałam z pustego łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej koszulkę z Slipknotem i skórzane rurki. Szybkim krokiem udałam się do kuchni, gdzie zastałam mojego chłopaka i Ash'a.
- Heej! - przywitałam się.
- Siema mała, jak się spało.. z Sammi? - zaśmiał się Purdy.
- Świetnie, nawet lepiej niż z Biersack'iem - puściłam oczko do mojego przyjaciela - Tylko nic mu nie mów.
- Ja tu jestem - mruknął obrażony Andy.
- Ups.. - zachichotałam robiąc kanapkę - A wiec kiedy jedziemy?
- Dzisiaj o 3 w nocy - odpowiedział Ashley.
- Mhm - powiedziałam siadając przy stole. Zauważyłam, że Andy nad czymś intensywnie myśli - A tobie co?
- Serio jestem taki słaby w łóżku? - zdziwił się a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Jesteś najlepszy - uśmiechnęłam się słodko, a on odwzajemnił uśmiech.
Zapadła niezręczna cisza.
- Ymm... to ja się pójdę spakować.
Wbiegłam do pokoju i zaczęłam wrzucać najpotrzebniejsze rzeczy do walizki. Po jakiejś godzinie byłam gotowa. Poszłam do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i obgadywali jakąś ważną rzecz. Nie chciałam przeszkadzać, więc zakomunikowałam, że wychodzę i poszłam w stronę plaży. Po 15 minutach dotarłam do celu. Ściągnęłam buty i szłam po gorącym piasku, rozmyślając o swoim życiu. Przez całe życie cierpiałam a teraz, w końcu jest świetnie. Mam zajebistego chłopaka, który kocha mnie ponad wszystko, przyjaciół, którzy nie opuszczą mnie mimo, że nie jestem taka jak oni. Z zamyślenia wyrwał mnie piękny widok, jakim był zachód słońca. Usiadłam na piasku i patrzyłam jak słońce zachodzi za horyzont.
- Hej - usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się i ujrzałam wysokiego, krótko ostrzyżonego mężczyznę o niezbyt przyjemnych rysach twarzy.
- Cześć - odpowiedziałam cicho.
- Co taka ślicznotka robi o tej porze na pustej plaży?
- Właśnie idzie do domu - powiedziałam wstając, ale mężczyzna złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nie wydaje mi się - uśmiechnął się zadziornie.
- Puść mnie! - krzyknęłam przestraszona i zaczęłam się wyrywać.
- Nie malutka, przydasz mi się - wyszeptał mi do ucha przygryzając jego płatek. Wzdrygnęłam się.
- Zostaw mnie palancie!
- Grzeczniej!
- Pierdol się! - krzyknęłam i plunęłam mu w twarz. Puścił mnie a ja zaczęłam uciekać. Niestety, złapał mnie za włosy i uderzył w twarz. Widziałam w jego oczach gniew, nienawiść i pożądanie. Wiedziałam, że to koniec..

~ Perspektywa Andy'ego ~

Chacky długo nie wracała i zaczynałem się martwić.
- Ash idziemy jej szukać? - zapytałem siedzącego na kanapie Purdy'ego.
- No chodź - odpowiedział i wyszliśmy z domu.
Szukaliśmy jej, dzwoniliśmy, ale wciąż nie odbierała. Przeszukaliśmy już połowę miasta, gdy nagle Ashley wpadł na genialny pomysł.
- A może jest na plaży?
- No może, chodź.
Po 20 minutach byliśmy już przed plażą. Rozglądałem się za Chacky, gdy nagle zniknął.
- Znalazłem ją! - wykrzyknął, będąc jakieś 100 metrów ode mnie.
Pobiegłem w tamtym kierunku i zamarłem. Chacky leżała naga, a wokół niej leżały podarte ubrania.
- Chacky... Michelle.. obudź się - szeptał Ash trzepiąc nią lekko. Po chwili dziewczyna otworzyła oczy i odskoczyła od chłopaka jak poparzona.
- Zostaw mnie! - krzyknęła zalewając się łzami.
- Malutka co się stało? - zapytałem przybliżając się do niej.
- Odejdź!
- Załóż to - rozkazałem podając jej moją kurtkę. Posłuchała mnie.
- Jinxx i Sammi zaraz przyjadą - zakomunikował Purdy.

~ Perspektywa Chacky ~

Siedziałam u Sammi na kolanach i wypłakiwałam jej się w bluzkę.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze - powtarzała jak mantrę.
- Ale.. Ale.. On mnie.. - wybuchnęłam płaczem po raz kolejny.
- Już, już.. Cicho...
Do pokoju wszedł Ash. Bałam się go, tak jak reszty chłopaków. W sumie jedyną osobą jakiej się nie bałam była Sammi.
- Możemy pogadać? - zapytał cicho patrząc na mnie - Nic ci nie zrobię, obiecuję.
- N..na pewno?
- Kochanie to Ash, on cię nie skrzywdzi - cmoknęła mnie w czoło Sammi.
- No dobrze - zgodziłam się, a Doll ściągnęła mnie ze swoich kolan i posadziła na kolanach Purdy'ego. Pod wpływem jego dotyku zadrżałam ze strachu, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Wcale nie musisz siedzieć na moich kolanach jak nie chcesz - uśmiechnął się lekko - Wcale cię nie zmuszam.
Zeszłam z jego kolan i usiadłam pod ścianą, podciągając moje kolana pod brodę. Czułam się jak nic niewarta szmata. Wykorzystana i porzucona. Po moich policzkach spłynął kolejny potok łez.
- Nie płacz, błagam - wyszeptał basista.
- Jestem zwykłą szmatą! - wykrzyknęłam - Pierdolonym zerem!
- Nie jesteś - powiedział mocno mnie przytulając. Nie wyrywałam się, nie chciałam - Jesteś mądra i śliczna. Masz zajebisty charakter i kocham cię... jak siostrę.
- Też cię kocham - wyszeptałam w jego koszulkę.

~ ~ ~ ~
I jest kolejny rozdział.
Strasznie chciałabym podziękować za prawie 2000 wyświetleń. Zakładając tego bloga nie sądziłam, że będzie czytało go tak wiele zajebistych ludzi. Kocham was i jeszcze raz dziękuje! <3