Rano [15:00] obudziłam się w pokoju Andy'ego. W sumie to teraz był nas wspólny pokój. Nie mam pojęcia jak się tu znalazłam, ale chuj z tym. Wstałam z pustego łóżka i podeszłam do szafy. Wyciągnęłam z niej koszulkę z Slipknotem i skórzane rurki. Szybkim krokiem udałam się do kuchni, gdzie zastałam mojego chłopaka i Ash'a.
- Heej! - przywitałam się.
- Siema mała, jak się spało.. z Sammi? - zaśmiał się Purdy.
- Świetnie, nawet lepiej niż z Biersack'iem - puściłam oczko do mojego przyjaciela - Tylko nic mu nie mów.
- Ja tu jestem - mruknął obrażony Andy.
- Ups.. - zachichotałam robiąc kanapkę - A wiec kiedy jedziemy?
- Dzisiaj o 3 w nocy - odpowiedział Ashley.
- Mhm - powiedziałam siadając przy stole. Zauważyłam, że Andy nad czymś intensywnie myśli - A tobie co?
- Serio jestem taki słaby w łóżku? - zdziwił się a ja wybuchnęłam śmiechem.
- Jesteś najlepszy - uśmiechnęłam się słodko, a on odwzajemnił uśmiech.
Zapadła niezręczna cisza.
- Ymm... to ja się pójdę spakować.
Wbiegłam do pokoju i zaczęłam wrzucać najpotrzebniejsze rzeczy do walizki. Po jakiejś godzinie byłam gotowa. Poszłam do salonu, gdzie wszyscy siedzieli i obgadywali jakąś ważną rzecz. Nie chciałam przeszkadzać, więc zakomunikowałam, że wychodzę i poszłam w stronę plaży. Po 15 minutach dotarłam do celu. Ściągnęłam buty i szłam po gorącym piasku, rozmyślając o swoim życiu. Przez całe życie cierpiałam a teraz, w końcu jest świetnie. Mam zajebistego chłopaka, który kocha mnie ponad wszystko, przyjaciół, którzy nie opuszczą mnie mimo, że nie jestem taka jak oni. Z zamyślenia wyrwał mnie piękny widok, jakim był zachód słońca. Usiadłam na piasku i patrzyłam jak słońce zachodzi za horyzont.
- Hej - usłyszałam za sobą męski głos. Odwróciłam się i ujrzałam wysokiego, krótko ostrzyżonego mężczyznę o niezbyt przyjemnych rysach twarzy.
- Cześć - odpowiedziałam cicho.
- Co taka ślicznotka robi o tej porze na pustej plaży?
- Właśnie idzie do domu - powiedziałam wstając, ale mężczyzna złapał mnie w pasie i przyciągnął do siebie.
- Nie wydaje mi się - uśmiechnął się zadziornie.
- Puść mnie! - krzyknęłam przestraszona i zaczęłam się wyrywać.
- Nie malutka, przydasz mi się - wyszeptał mi do ucha przygryzając jego płatek. Wzdrygnęłam się.
- Zostaw mnie palancie!
- Grzeczniej!
- Pierdol się! - krzyknęłam i plunęłam mu w twarz. Puścił mnie a ja zaczęłam uciekać. Niestety, złapał mnie za włosy i uderzył w twarz. Widziałam w jego oczach gniew, nienawiść i pożądanie. Wiedziałam, że to koniec..
~ Perspektywa Andy'ego ~
Chacky długo nie wracała i zaczynałem się martwić.
- Ash idziemy jej szukać? - zapytałem siedzącego na kanapie Purdy'ego.
- No chodź - odpowiedział i wyszliśmy z domu.
Szukaliśmy jej, dzwoniliśmy, ale wciąż nie odbierała. Przeszukaliśmy już połowę miasta, gdy nagle Ashley wpadł na genialny pomysł.
- A może jest na plaży?
- No może, chodź.
Po 20 minutach byliśmy już przed plażą. Rozglądałem się za Chacky, gdy nagle zniknął.
- Znalazłem ją! - wykrzyknął, będąc jakieś 100 metrów ode mnie.
Pobiegłem w tamtym kierunku i zamarłem. Chacky leżała naga, a wokół niej leżały podarte ubrania.
- Chacky... Michelle.. obudź się - szeptał Ash trzepiąc nią lekko. Po chwili dziewczyna otworzyła oczy i odskoczyła od chłopaka jak poparzona.
- Zostaw mnie! - krzyknęła zalewając się łzami.
- Malutka co się stało? - zapytałem przybliżając się do niej.
- Odejdź!
- Załóż to - rozkazałem podając jej moją kurtkę. Posłuchała mnie.
- Jinxx i Sammi zaraz przyjadą - zakomunikował Purdy.
~ Perspektywa Chacky ~
Siedziałam u Sammi na kolanach i wypłakiwałam jej się w bluzkę.
- Nie płacz, wszystko będzie dobrze - powtarzała jak mantrę.
- Ale.. Ale.. On mnie.. - wybuchnęłam płaczem po raz kolejny.
- Już, już.. Cicho...
Do pokoju wszedł Ash. Bałam się go, tak jak reszty chłopaków. W sumie jedyną osobą jakiej się nie bałam była Sammi.
- Możemy pogadać? - zapytał cicho patrząc na mnie - Nic ci nie zrobię, obiecuję.
- N..na pewno?
- Kochanie to Ash, on cię nie skrzywdzi - cmoknęła mnie w czoło Sammi.
- No dobrze - zgodziłam się, a Doll ściągnęła mnie ze swoich kolan i posadziła na kolanach Purdy'ego. Pod wpływem jego dotyku zadrżałam ze strachu, a w moich oczach pojawiły się łzy.
- Wcale nie musisz siedzieć na moich kolanach jak nie chcesz - uśmiechnął się lekko - Wcale cię nie zmuszam.
Zeszłam z jego kolan i usiadłam pod ścianą, podciągając moje kolana pod brodę. Czułam się jak nic niewarta szmata. Wykorzystana i porzucona. Po moich policzkach spłynął kolejny potok łez.
- Nie płacz, błagam - wyszeptał basista.
- Jestem zwykłą szmatą! - wykrzyknęłam - Pierdolonym zerem!
- Nie jesteś - powiedział mocno mnie przytulając. Nie wyrywałam się, nie chciałam - Jesteś mądra i śliczna. Masz zajebisty charakter i kocham cię... jak siostrę.
- Też cię kocham - wyszeptałam w jego koszulkę.
~ ~ ~ ~
I jest kolejny rozdział.
Strasznie chciałabym podziękować za prawie 2000 wyświetleń. Zakładając tego bloga nie sądziłam, że będzie czytało go tak wiele zajebistych ludzi. Kocham was i jeszcze raz dziękuje! <3
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz
Jeśli już przeczytałaś/łeś rozdział to miło by było gdybyś zostawił/a komentarz. Dla Ciebie to chwila, a dla mnie to motywacja do działania :)